Masowa ucieczka graczy

Bartosz Dziemaszkiewicz
opublikowano: 2002-08-12 00:00

Połowa wakacji już za nami. Tradycyjnie okres ten jest czasem zmniejszonej aktywności inwestorów, niższych obrotów, słabszego zainteresowania rynkiem kapitałowym. Niestety, wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że również po zakończeniu wypoczynku i urlopów niewiele się zmieni i inwestorów od września, zgodnie z trendem, będzie ubywać.

Nie jest to bynajmniej charakterystyczne zjawisko tylko dla polskiego rynku. W Szwecji, gdzie funkcjonuje największa w Europie organizacja inwestorska, liczba drobnych inwestorów spadła aż o 40 tys. Jedną z głównych przyczyn takiego stanu wspólnych dla różnych rynków, jest słaba koniunktura oraz coraz mniejsze zaufanie do wszystkiego, co związane z giełdą.

W naszym kraju nie mniej ważnym czynnikiem wydaje się także brak dopływu świeżej krwi na rynek. W mijającym tygodniu dwie spółki poinformowały, że odkładają swój debiut giełdowy przynajmniej o rok (mBank i Atlas). Obie motywowały to dużym prawdopodobieństwem niepowodzenia emisji bądź pozyskania z niej niewystarczających środków.

W kontekście odkładanych już od dłuższego czasu przez Skarb Państwa dużych debiutów (Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń, PLL LOT, PKO BP) i spektakularnej klapie związanej z emisją ITI jest to kolejna zła wiadomość dla wszystkich, począwszy od giełdy poprzez pośredników, a skończywszy na inwestorach.

Rynek kasowy zawęża się do kilkunastu płynnych spó- łek, którymi można handlować. Niedługo w akcje inwestować będą tylko fundu- sze, a i to nie wiadomo, bo może już niedługo będą mogły więcej swoich środków lokować na rynkach zagranicznych.

Wiemy, że na rządzących w kwestii promocji rynku i inwestowania nie ma co liczyć. Rola tego, który powinien zintensyfikować działania na rzecz pozyskiwania nowych spółek i inwestorów indywidualnych na parkiet, spada zatem na GPW.

Chyba tylko ta instytucja dysponuje jeszcze jakimiś środkami na promocję i edukację. Bo nawet jeżeli koniunktura się poprawi i część inwestorów przypomni sobie o rynku kapitałowym (boję się, że będą to tylko ci z bardzo długą pamięcią) po naszej giełdzie mogą pozostać już tylko piękne, długie ruchome schody.