Matka Teresa? Niekoniecznie

Karol Jedliński
opublikowano: 2009-03-27 17:49

W Stanach zostajesz poważanym przedsiębiorcą dopiero, gdy dajesz na szczytne cele milion dolarów rocznie. W Polsce na takich patrzy się podejrzliwie. A dawać warto, choćby przykład.

Jest piękna, jak na miss przystało. Ale, ale – nie tylko nogi, także wrażliwość ma wyjątkową.
- Kocham zwierzęta, biedne afrykańskie dzieci i właśnie zakładam fundację – każda finalistka wyborów najpiękniejszej kobiety świata powtórzy podobną formułkę niczym mantrę.
Dlaczego? Bo się opłaca. Ostatnie badania PBS DGA i On Board PR pokazały jednak, że zaledwie 9 procent Polaków jest zdania, iż biznes podejmuje działania dobroczynne z poczucia odpowiedzialności. Większość uważa, że firmy działają charytatywnie tylko dla rozgłosu.
- Nieważne motywacje, ważne efekty – zaznacza jednak Dariusz Karłowicz, prezes Fundacji Świętego Mikołaja, na co dzień dyrektor marketingu w Allianz Polska.
Fundacje są wszędzie i zajmują się niemal wszystkim. Prowadzą je żony telewizyjnych bonzów, aktorzy, biznesmeni. Bywa i nachalnie: operatorzy komórkowi zgarniają duży procent dochodu z „pomocowych” smsów, a niektóre koncerny owszem, pomogą - ale tylko wtedy, gdy kupimy ich proszek czy baton.

Mikołaj ufa
W tym filantropijnym zgiełku wielu potrafi mocno stanąć na nogach. Pomagać z potrzeby serca.
- Nie jestem podejrzliwy z natury i dlatego zakładam, że wszyscy, którzy angażują się w pomoc innym, robią to z czystych pobudek – dodaje Dariusz Karłowicz.
Na pomysł, by dawać coś z siebie ludziom wpadł – razem ze swoją znajomą, Joanną Paciorek - ponad dekadę temu. W zeszłym roku Fundacja Świętego Mikołaja obchodziła dziesiąte urodziny. Podziękowaniom nie było końca.
- Jakoś to wszystko łatwo przychodzi... Oczywiście, są dni kiedy czuję zmęczenie, irytację. Ale nie jestem żadnym herosem ani Matką Teresą, nie przenoszę gór. Po prostu: ludzi chcących pomagać jest sporo – ocenia Dariusz Karłowicz.
Z wykształcenia filozof, obecnie - jak sam podkreśla - działanie fundacji „koordynuje już przez koordynatorów”. Ufny wobec innych, sobie postawił tamę. 
- Ja i Joanna Paciorek jesteśmy wolontariuszami, nie bierzemy żadnych wynagrodzeń. Nie utrzymujemy też fundacji ze sztywnych procentów od sumy z zebranych kwot. Na każdy cel zbieramy pieniądze osobno, więc jeśli ktoś wspiera naszą akcję „Grunt to rodzina”, ma pewność, że fundusze idą na rodzinne domy dziecka, a nie na biuro – wykłada Dariusz Karłowicz.
Motywuje go chrześcijaństwo. Psychologowie zresztą przekonują, że wielu ludzi postrzega filantropię jako „szlachetną transakcję”, czyli: dajemy czas, pieniądze lub umiejętności, a w zamian dostajemy satysfakcję, ładujemy akumulatory pozytywną energią.

Buffet przelicza
Jakże naładowany musi być więc Warren Buffet, który - korzystając z tego, że pozostaje najbogatszym człowiekiem świata - przekazał na cele charytatywne część akcji swojej firmy Berkshire Hathaway. A to nie byle jaki konglomerat, bo wart wówczas (2006 r.) około 300 mld dolarów!
- Oni wiedzą lepiej, co z nimi zrobić – rzekł Buffet przekazując dar na rzecz fundacji Billa i Melindy Gatesów.
Najbogatszy dał bajecznie bogatym. Darowizna była warta jakieś 31 mld dolarów.
- Niedługo Gatesa czeka kolejne postępowanie antymonopolowe. Tym razem nie związane z Microsoftem, a z ogromem jego fundacji – podśmiewał się komentator „Seattle Times”.
Gdy przyjrzeć się szczegółom, okazuje się jednak, że „Wyrocznia z Omaha” trzyma się mocno za portfel nawet ulegając podszeptom serca i nie lubi, gdy marnuje się jego pieniądze. Nie tylko więc podarował je najlepiej zarządzanej fundacji na świecie - Buffet nie przekazał od razu całej transzy akcji, ale podzielił darowiznę na 5-procentowe roczne pakiety. Na cel charytatywny trafiły akcje serii B, czyli te z 200-krotnie mniejszą siłą głosu na walnym. Ale nie ma co wybrzydzać: dzięki hojności Buffeta instytucja Gatesa musi rocznie wydać na projekty minimum 5 proc. aktywów, czyli 1,5 mld dolarów, inaczej straciłaby status fundacji. A co na to nasi rodzimi miliarderzy i multimilionerzy? Czołówka najbogatszych albo stroni od tego typu działań, bądź nie chce się z nimi obnosić.
- A przecież w Stanach Zjednoczonych zostaje się szanującym biznesmenem dopiero, gdy ma się milion rocznie do oddania – powtarza William Chasey, Amerykanin, szef Fundacji na Rzecz Odpowiedzialności Społecznej Firm.
O powstaniu nad Wisłą projektu na skalę fundacji Gatesów nie ma mowy, bo nikt nie chce się podjąć organizacyjnego trudu. No chyba, że znajdzie się ktoś taki, jak Barbara Piasecka Johnson, która wzorce w dziedzinie filantropii bierze zza Oceanu.
- Kiedy zacząłem się bogacić, pomyślałem: „co ja, do cholery, zrobię z takimi pieniędzmi?”. Trzeba umieć dawać – zwierzył się niedawno medialny baron Ted Turner.

Kościuszko się ujawnia
W Polsce pomaganie jest modne, ale bez rozgłosu, bo zaraz posądzą cię o małostkowość albo narcyzm. Stąd raczej pokątnie i z plotek dowiadujemy się o milionowych darowiznach, np. Romana Kluski dla sanktuarium w Łagiewnikach. W innej skali: o Eugeniuszu Zielenkiewiczu, hotelarzu spod Szklarskiej Poręby, który w swoim luksusowym ośrodku regularnie funduje wakacje potrzebującym dzieciom. Restaurator Jan Kościuszko, prezes Grupy Polskie Jadło, jest jednym z nielicznych odważnych, którzy się z tym nie kryją – od lat przygotowuje w swoich restauracjach ciepłe wigilijne posiłki dla bezdomnych.
- Właśnie jesteśmy na planie, robimy reklamę do kampanii społecznej – ujawnia też Malina Wieczorek z agencji reklamowej TBWA.
Przez lata pracowała nad projektami komercyjnymi. Parę lat temu przyszła refleksja: mam dość, chcę zrobić coś dla innych. W agencji powstał dział Telescope. TBWA Telescope zaczęło współpracę m.in. z Fundacją Ewy Błaszczyk „A kogo?”, teraz wspiera kampanią niepełnosprawnych umysłowo.
- Moja branża nie jest święta. Pomyślałam: mamy zasoby, mamy umiejętności... Trzeba działać. Czy jest odzew? Jest – zapewnia Malina Wieczorek.
Do akcji TBWA ściągnęła duże nazwiska: Franciszek Pieczka, Tomasz Kot, Piotr Adamczyk, Agnieszka Grocholska czy Borys Szyc.
A tradycję w narodzie mamy. Społecznikami byli  Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, wileński bankier Józef Montwiłł czy Izabela Czartoryska, fundatorka muzeum. Już dziewięć wieków temu piastowski książę Władysław Herman powołał fundację dobroczynną, dziękując Opatrzności za narodziny syna. Ale dziś za syna dziękuje się co najwyżej lekarzom...

Bill Gates (z lewej) z żoną i Warren Buffett, fot. Bloomberg
Bill Gates (z lewej) z żoną i Warren Buffett, fot. Bloomberg
None
None