Mecenas wypływa na szerokie wody Konga

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2022-09-09 13:30

Bogusław Leśnodorski z zawodu jest prawnikiem, ale był już prezesem Legii Warszawa, wspinał się w Karakorum, a teraz mnóstwo czasu spędza w Demokratycznej Republice Konga. Czego tam szuka?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Publiczność kocha oglądać seriale o prawnikach, nic więc dziwnego, że i w prawdziwym życiu przedstawiciele palestry czasem zyskują status celebrytów. Gdyby stworzyć polską listę takich prawników, to pewnie znaleźliby się na niej Roman Giertych, Marcin Matczak i… Bogusław Leśnodorski.

Specjalizacja? Prowadzenie projektów korporacyjnych, inwestycyjnych i prywatyzacyjnych, nadzór właścicielski.

– Specjalizacja się zgadza, ale ja celebrytą? Mam nadzieję, że nigdy celebrytą nie byłem! Owszem, funkcjonowałem w mainstreamie, bo było to naturalne w czasie, kiedy byłem prezesem Legii. Wiązało się z obecnością w mediach, ale do zdjęć na ściankach się nie ustawiałem. A że mówiłem wprost i zbudowałem rozpoznawalność? Taki już jestem. Mówię, co myślę, nie używam półśrodków – twierdzi Bogusław Leśnodorski.

Zajęcia? Rozmaite. Na przykład udział w wyprawie Andrzeja Bargiela na K2 pięć lat temu.

– Razem z okresem przygotowawczym całość wspinaczkowego przedsięwzięcia zajęła mi pół roku. Nie chadzam tam, gdzie łatwo, ale na Everest już się z Jędrkiem nie wybieram. Postanowiłem w najbliższym czasie skupić się mocniej na LSW, firmie prawniczej, którą współtworzę z grupą fantastycznych ludzi: Władysławem Bieńkowskim, Krzysztofem Laskowskim, Marcinem Melzackim i Martą Marzec-Robak. To też wspinaczka, ale ta trwa już ponad 20 lat. Pod koniec września jadę na dłużej do Kinszasy – mówi Bogusław Leśnodorski.

Biznesowa ziemia obiecana

Dekady praktyki:
Dekady praktyki:
Bogusław Leśnodorski założył LSW pod koniec lat 90. W tym roku kancelaria przeszła rewolucję: jej wieloletni wspólnik Maciej Ślusarek wraz z częścią zespołu otworzył nową firmę.
Tomasz Pikula

Zaraz zaraz, ale skąd ta Kinszasa? Historia jest dłuższa. Zaczyna się w warszawskiej Legii, w której Bogusław Leśnodorski poznał Dominika Ebebenge, skauta i specjalistę od piłkarskich negocjacji kontraktowych.

– Dominik urodził się w Polsce, ale ma rodzinę w Demokratycznej Republice Konga (DRK) – i to rodzinę dość wpływową politycznie. Po raz pierwszy poleciałem tam z nim kilka lat temu na pogrzeb jednego z przywódców politycznych. Zawsze patrzyłem w nieco innych kierunkach niż większość branży prawniczej. Gdy wszyscy otwierali biura w Brukseli, my obsługiwaliśmy klientów z Kijowa i Moskwy, bo to była znacznie bardziej atrakcyjna nisza. Teraz uznałem, że biznesową ziemią obiecaną jest DRK – mówi Bogusław Leśnodorski.

Europejczycy mogą w środkowej Afryce robić świetne biznesy? Pomysł, delikatnie mówiąc, nie jest nowy i wywołuje nie najlepsze skojarzenia. Są też przykłady z najnowszej historii gospodarczej, które nie napawają otuchą. Prawie dekadę temu Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (poprzednik Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu) promowała akcję Go Africa. Jeszcze wcześniej w tym kierunku zaczął patrzeć Jan Kulczyk, który inwestował w Afryce m.in. w złoża surowców. Rezultaty tych projektów jednak nie oszałamiały.

– Przez lata europejscy inwestorzy i ich pośrednicy w tej części Afryki, a właściwie na całym kontynencie, mieli podejście w stylu top-down. Mam na myśli to, że dominującym modelem był kontakt z kimś na topie i dawanie mu walizki pieniędzy, żeby wspólne robić interesy. Ta strategia nie przynosiła spektakularnych rezultatów, bo jeśli relację opiera się na walizce pieniędzy, to relacja znika, gdy przyjdzie następny inwestor i da walizkę nieco grubszą – mówi Bogusław Leśnodorski.

To jaka strategia ma przynieść rezultaty?

– Relacje trzeba budować u podstaw, uwiarygodnić się w oczach miejscowych polityków i przedsiębiorców jako ktoś, kto nie przychodzi tylko po szybki zysk. Polacy akurat mają tę przewagę, że nie wywołują złych skojarzeń jak biznesmeni z dawnych mocarstw kolonialnych czy z USA i Chin, które w wielu częściach Afryki toczą teraz wojnę o wpływy – tłumaczy Bogusław Leśnodorski.

Polski hub

Sportowy szczyt:
Sportowy szczyt:
W 2017 r. Bogusław Leśnodorski został menedżerem skialpinisty Andrzeja Bargiela i uczestniczył w jego wyprawie na K2, drugą pod względem wysokości górę świata.
Tomasz Pikula

I tu mecenas dochodzi do clou swojego nowego pomysłu na rozwój kancelarii. Chce dla polskiego biznesu stworzyć biznesowy hub w DRK, być kimś, kto zna miejscowe realia, buduje kontakty, ułatwia stawianie pierwszych inwestycyjnych kroków i pilnuje, by nic się nie popsuło.

– Jest wiele stereotypów na temat inwestowania w Afryce. Ja po kilku latach budowania tam kontaktów i rozkręcania pierwszego biznesu mogę zaświadczyć, że poczucie bezpieczeństwa fizycznego, przynajmniej w Kinszasie, jest wysokie. I z całą świadomością mogę postawić tezę, że kultura prawna w DRK przewyższa tę w Polsce – przynajmniej pod względem stabilności i przewidywalności prawa – mówi prawnik.

I to wystarczy, żeby robić tam biznes?

– Ryzyko zrobienia nas w trąbę oceniam jako niewielkie – mówi Bogusław Leśnodorski.

Pierwsze kroki

Piłkarska historia:
Piłkarska historia:
W 2013 r. Bogusław Leśnodorski uczestniczył w wykupie Legii Warszawa od koncernu ITI i przez cztery kolejne lata był prezesem klubu. Udziały sprzedał w końcu Dariuszowi Mioduskiemu, ale nadal robi biznesy z ludźmi ze świata piłki.
Tomasz Pikula

Sam mecenas od dobrych kilku lat pracuje w Kinszasie ze wspólnikami – w tym z Dominikiem Ebebenge i twórcą Weszlo.com Krzysztofem Stanowskim – nad rozkręceniem szkółki piłkarskiej.

– Pomysł biznesowy jest prosty: inwestujemy w szkolenie młodych chłopaków, tych najbardziej utalentowanych, trenujemy ich według światowych standardów i oferujemy europejskim klubom jako współwłaściciele kart zawodniczych. W Ghanie działają szkółki, które wyceniane są na 100 mln USD, bo i kwoty transferów topowych talentów są we współczesnej piłce olbrzymie – mówi Bogusław Leśnodorski.

Skoro to takie proste, to czemu szkółki jeszcze nie ma?

– My się długo uczyliśmy DRK, sprowadzaliśmy do Europy pierwszych piłkarzy i budowaliśmy długoterminowe finansowanie dla szkółki. Nie jest sztuką wystartować, sztuką jest zabezpieczyć od razu pół dekady funkcjonowania, a dopiero to jest sensowny horyzont. Wszystko dodatkowo opóźnił wybuch pandemii, która uniemożliwiła częste wyjazdy do DRK, ale teraz można tam funkcjonować normalnie. Piłka to pierwszy krok – i świetne narzędzie do nawiązywania kontaktów, które będą procentować w innych biznesach. DRK może w tym regionie pełnić dla Polski tę samą rolę co Nairobi po wschodniej stronie Czarnego Kontynentu, agregować wiele możliwości biznesowych, bo synergie mamy duże – mówi mecenas.

Korzyści z Konga

No dobrze, ale czego właściwie polscy przedsiębiorcy mają szukać w DRK?

– Kraj bardzo szybko się rozwija, ma wysoki przyrost gospodarczy i młodą populację, która jest nieźle wykształcona – oni są mądrzejsi i lepiej przygotowani do skoku gospodarczego niż Rosja w czasach jelcynowskich, a to jest mniej więcej taka okazja inwestycyjna i takie stopy zwrotu do osiągnięcia jak tam w latach 90. Kinszasa to jedno z trzech największych miast w Afryce. Oczywiście są problemy z infrastrukturą, ale jednocześnie mamy do czynienia z bardzo chłonnym rynkiem wewnętrznym i bogatymi zasobami naturalnymi, by wspomnieć choćby o największych na świecie złożach koltanu, czyli rudy niobu i tantalu powszechnie wykorzystywanej w elektronice – wylicza Bogusław Leśnodorski.

Zresztą umówmy się, Polacy już są tam i w okolicach, i robią tam biznes. Choćby w Rwandzie, w której należący do Radosława Miśkiewicza Luma Holding ma jedyną hutę cyny w Afryce. Surowiec do niej sprowadzany jest z DRK.

– Surowce i ciężki przemysł to oczywista propozycja inwestycyjna w DRK, ale widzimy sporo innych szans, choćby w branży spożywczej, w której sondujemy już pierwsze projekty. DRK dysponuje nieograniczonymi areałami żyznych gleb, korzystnymi warunkami klimatycznymi do uzyskiwania ponadprzeciętnych plonów i możliwością ich eksportu drogą morską – mówi Bogusław Leśnodorski

Wszystko brzmi nieźle, ale jak właściwie jest z tym bezpieczeństwem i stabilnością? Na wschodzie DRK, przy granicach z Ugandą i Rwandą spore terytoria kontrolują zbrojne bojówki, w tym rebeliancki Ruch 23 marca, który latem tego roku przeszedł do ofensywy, zdobywając kilka miast.

– To jest kraj wielkości jednej czwartej Europy. My mamy bliżej wojnę w Ukrainie niż Kinszasa konflikt przygraniczny – uspokaja Bogusław Leśnodorski.

Prawnicze menu

Firma prawnicza Bogusława Leśnodorskiego działa pod szyldem LSW. Dotąd kancelaria była kojarzona głównie z prawem korporacyjnym i IP. Czy w związku z pomysłami inwestycyjnymi w DRK kancelaria zmienia profil?

– My się stale zmieniamy. Stabilizacja i stagnacja to nie nasza bajka. Prowadzę biznes prawniczy od ponad 20 lat i zmiany wdrażam w dynamice zmian trendów gospodarczych. Idę tam, gdzie nowe i ciekawe. Owszem, naszym zadaniem jest wprowadzanie elementu bezpieczeństwa do obsługiwanego biznesu, ale hamulcowymi nigdy nie byliśmy. Biznes to sport dynamiczny i kontaktowy. Ja jestem nastawiony na mediacje, ugodowe rozwiązywanie konfliktów i doradztwo, w tym doradztwo transakcyjne – mówi partner LSW.

Model biznesowy rzeczywiście warto zmieniać i rozszerzać o bardziej ryzykowne doradztwo w prowadzeniu biznesu w DRK? Mecenas młodszy się nie robi, na horyzoncie może dostrzegać widmo emerytury, już teraz zamiast do szybkich samochodów ze słynnej w prawniczym światku kolekcji coraz częściej wsiada do rodzinnego vana…

– Nie chcę zajmować się w życiu zwykłymi, rutynowymi rzeczami. To jak w gastronomii – można mieć McDonald’sa, robić bez końca te same burgery i dobrze na tym zarabiać. To jednak nie w moim stylu, ja bym wolał prowadzić ciekawszą restaurację – i prowadzę ciekawy biznes. A van? Van jest świetny, przynajmniej wszystko mi się w nim mieści – kończy Bogusław Leśnodorski.