Mechanizmy decyzyjne bywają niedookreślone

19-02-2018, 22:00

Perspektywa finansowa 2021-27 będzie dla Polski wyraźnie mniej zasobna od pierwszej pełnej 2007-13 oraz obecnej 2014-20.

Rozpędza się procedura przyjęcia wieloletnich ram finansowych Unii Europejskiej 2021-27. Krokiem wstępnym było uzgodnienie przez Komisję Europejską (KE) z państwami, że będzie to ponownie siedmiolatka — traktat określa, że ramy muszą obejmować „przynajmniej pięć” lat. Dalsze fazy procedury można obrazowo porównać do startu samolotu — maszyna już odczepiła się od rękawa i zaczęła kołowanie. Do startu ustawi się 2 maja, gdy KE oficjalnie opublikuje projekt budżetowej perspektywy 2021-27.

Zobacz więcej

Oby się nie okazało, że tzw. dobra zmiana część należnych Polsce unijnych pieniędzy rzuciła na stos… Fot. Forum

Czujemy jak to przy kołowaniu — trochę trzęsie. W piątek 23 lutego odbywa się nieformalny szczyt Rady Europejskiej (w formule UE27, bez Theresy May), poświęcony właśnie uzgodnieniu z KE kształtu majowego projektu.

Jak zawsze przed zbiórką szefów państw/rządów, rozpoznanie przeprowadzili ministrowie.

Wczoraj w Brukseli rząd reprezentował Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju, w obecnej ekipie najlepszy specjalista od funduszy unijnych. Generalny wniosek z posiedzenia jest od dawna znany i oczywisty — perspektywa 2021-27 będzie dla Polski wyraźnie mniej zasobna od pierwszej pełnej 2007-13 oraz obecnej 2014-20. Pierwszym powodem czysto kasowym jest brexit, jako że Zjednoczone Królestwo było — mimo słynnego tzw. rabatu — drugim płatnikiem netto do budżetu UE i coroczny brak wyniesie

12-14 mld EUR. Nie ma mowy, by inne państwa nadrobiły aż taką dziurę, chociaż KE proponuje zwiększenie składek i nasz rząd ten pomysł popiera. Drugi powód właściwie wypada uznać za… optymistyczny — otóż jesteśmy bogatsi i niektóre regiony będą miały już ograniczony dostęp do pieniędzy z polityki spójności. W perspektywie 2014-20 wpłynie z tego konta ponad 77 mld EUR, o ile zaś mniej w następnej — nikt tego nie wie. W tym kontekście tak istotny jest np. podział Mazowsza na dwa obszary statystyczne — część biedna nadal się kwalifikuje do pomocy, natomiast Warszawa wraz z wianuszkiem sąsiednich powiatów nie powinna już na wiele liczyć. Rząd PiS oczywiście sprzeciwia się polityce tak ostrych cięć. Trzeci powód obiektywny jest znakiem czasów — wspólnota musi przesunąć znacznie więcej pieniędzy na bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, w tym poradzić sobie finansowo z falą imigracji, skoro państwa członkowskie odpychają ten palący problem od siebie.

Istnieje także subiektywny powód czwarty, zapowiadający się na największą kość niezgody.

KE we wstępnym dokumencie zasygnalizowała, że konstruowanie tzw. kopert narodowych może powiązać z oceną przestrzegania praworządności i wartości unijnych. Traktatowo takie kryteria są wątłe, ba, właściwie… nie istnieją. KE sama zdaje sobie sprawę, że mechanizm dyscyplinarnych potrąceń finansowych powinien być przejrzysty, proporcjonalny i prawnie niepodważalny. Jednak bardzo naiwne jest samouspokajanie się obecnych władców kraju, że w związku z nieistnieniem atestowanych narzędzi pomiaru praworządności nic Polsce finansowo nie grozi. W unijnych realiach oprócz ścisłej litery traktatów ogromne znaczenie ma ich duch oraz praktyka przytoczona w tytule…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Mechanizmy decyzyjne bywają niedookreślone