MEDFinance idzie w ślady Magellana

ET
opublikowano: 27-10-2010, 00:00

Spółka córka uważa, że może być tak duża jak matka. I chce za nią trafić na giełdę.

Spółka córka uważa, że może być tak duża jak matka. I chce za nią trafić na giełdę.

Pomysł na MEDFinance, najmłodszą spółkę córkę Magellana, jest stary, ale kryzys pokrzyżował plan wejścia na rynek finansowania inwestycji służby zdrowia. Firma powstała dopiero w czerwcu 2010 r., działalność operacyjną prowadzi od miesiąca. Zawarła umowy finansowe na ponad 3 mln zł. To ledwo jedna tysięczna procentu wartości rynku, na którym działa, szacowanego na 3 mld zł rocznie. Pole do rozwoju tej linii biznesowej grupy jest zatem niemałe.

— Przy realizacji przyjętych założeń biznesowych możemy zbudować nawet drugiego Magellana, biorąc pod uwagę obecną wielkość jego portfela. I nie jest to odległa perspektywa, dlatego nie należy wykluczać debiutu giełdowego jako jednej z dróg uzyskiwania finansowania na dalszy rozwój — mówi Grzegorz Grabowicz, prezes MEDFinance.

Na razie kierowaną przez niego spółkę mocno łączy z matką pępowina finansowania. MEDFinance ma nadzieję jeszcze w tym roku uzyskać zasilanie zewnętrzne. Obecnie trwa dzielenie rynku między obie spółki.

Dotychczas finansowaniem inwestycji, które przypadło w udziale MEDFinance, zajmował się Magellan, jako dodatkiem do finansowania bieżącej działalności służby zdrowia. Portfel ten można szacować na 10-20 mln zł. Spora część to pożyczki.

Teraz spółka córka przejmie projekty o horyzoncie inwestycyjnym dłuższym niż rok. Resztę ma realizować Magellan. Grzegorz Grabowicz tłumaczy, że wydzielenie biznesu inwestycyjnego zapewni przejrzystość Grupie Kapitałowej Magellan.

— Struktura zapadalności aktywów powodująca bardzo dynamiczny przyrost portfela oraz cel finansowania są zupełnie inne niż przy finansowaniu działalności bieżącej. Potrzebny jest większy lewar finansowy. W Magellanie relacja zobowiązań obcych do kapitałów własnych wynosi 1-1,5. Biorąc pod uwagę charakter aktywów, w MEDFinance docelowo powinien wynosić 4-5 do 1. Musielibyśmy za każdym razem tłumaczyć rynkowi, skąd tak duży lewar — mówi Grzegorz Grabowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ET

Polecane