Media najlepiej bawią się w swoim towarzystwie

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-03-06 00:00

Tegoroczny karnawał trwał wyjątkowo długo. Balowy kalendarz wypełniony został przede wszystkim imprezami branżowymi, środowiskowymi oraz mającymi wpisaną w nazwę dobroczynność. Na wielu z nich dało się jednak zauważyć sporo wolnych miejsc przy zastawionych stołach.

Do przedsięwzięć nie mających najmniejszych problemów frekwencyjnych należał Charytatywny Bal Dziennikarzy, który odbył się już po raz szósty — tym razem w warszawskim Le Royal Meridien Bristol. Bilety w cenie 250 i 200 zł od osoby, jak zwykle, rozeszły się migiem. Pojemność hotelowych sal bankietowych ograniczyła liczbę uczestników balu do około 800. Z bogatej karty dań mogli oni wybrać m.in. sałatkę Caprese aromatyzowaną emulsją bazyliową, steki z tuńczyka i troci podane na sosie ze skorupiaków i doprawione szafranem, pieczonego w całości indyka z kandyzowanym ananasem oraz kilkadziesiąt równie apetycznych potraw, z których słynie kuchnia Bristolu.

Fundacja Charytatywny Bal Dziennikarzy została założona przez koleżeńską grupę reprezentantów największych mediów publicznych i komercyjnych. Karnawałowa impreza nie jest celem samym w sobie, lecz wieńczy całoroczną działalność fundacji, której całkowicie społecznie prezesuje Dominika Wielowieyska z działu gospodarczego „Gazety Wyborczej”. Po tegorocznym balu do dziecięcych hospicjów oraz do uniwersyteckiego szpitala w Krakowie-Prokocimiu powinno trafić około 180 tys. zł. Do rekordowego dochodu z roku 2000 (było to blisko 500 tys. zł) daleko, ale to znak czasów — przy ogólnym schłodzeniu gospodarki trudno liczyć, by kulejący biznes preferował w swoich budżetach wydatki charytatywne. Głównymi sponsorami VI Balu były Prokom Software i PKN Orlen, a sponsorami pozostałymi — Siemens i Grupa Żywiec. Sprawy organizacyjne poprowadziła agencja SWOT Media Dem, a wśród patronów medialnych znajdował się oczywiście „Puls Biznesu”.

Tradycją dziennikarskiego balu stały się nieformalne spotkania trzech światów: mediów, polityki i biznesu. W tym roku przekrój społeczny uczestników wyraźnie przesunął się na ludzi mediów, ich gości i przyjaciół. Politycy oczywiście byli obecni, ale raczej symbolicznie i nie stanowili wierzchołka trójkąta, lecz zostali potraktowani jako zwyczajni uczestnicy. Gdzieś w tle pobrzmiewały echa Rywingate. Na parkiecie nikt oczywiście nie miał głowy do debatowania o nowelizacji ustawy, jednak w kuluarach wyraźnie dało się wyodrębnić kółka towarzyskie niektórych rywalizujących mediów. Ogólnie wszystko wypadło w Bristolu elegancko, ale wyraźnie wyczuwalna była nostalgia za... Polibudą! Decentralizacja imprezy i rozrzucenie uczestników po hotelowych salkach zdecydowanie nie sprzyjają jej funkcji integracyjnej. Właśnie dlatego taką wartość miała lokalizacja w Auli Głównej Politechniki Warszawskiej, która gościła cztery pierwsze bale.

Karnawałowe reminiscencje zakończę akcentem z pogranicza konsumpcji i konsolidacji. W balowej loterii dobroczynnej pierwszy raz w życiu coś wygrałem — konkretnie suszarkę z „nasadką zwiększającą objętość włosów”. Kiedy zastanawiałem się, co z tym trofeum zrobić, usłyszałem głos pewnego redaktora: „No, ty to na pewno wyjdziesz na tym na swoje...”. Wiedziałem, że prasa ekonomiczna ma u koleżeństwa określoną opinię — ale żeby aż taką?!