Megakoalicja w m - płatnościach

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 11-05-2009, 00:00

W maju rusza pilotaż płatności mobilnych. Za niecały rok będziemy mogli płacić komórką w sklepach internetowych.

Osiem banków, czterech operatorów, MasterCard,

eCard i EasyPay przetestują transakcje opłacane przez telefon

W maju rusza pilotaż płatności mobilnych. Za niecały rok będziemy mogli płacić komórką w sklepach internetowych.

Na 18 maja zaplanowany jest start pilotażowego programu usług mobilnych. Testowane będą komórki wielkiej czwórki: Orange, Play, Plus i Era, należące do 300 klientów ośmiu banków: Millennium, mBanku, BZ WBK, ING Bank Śląski, Citi Handlowego, Inteligo oraz Lukas i Invest Banku. Nad przebiegiem transakcji mobilnych, które w internecie obsłuży eCard, będzie czuwał MasterCard, a rozliczy je EasyPay. Będzie to wydarzenie bez precedensu w skali światowej. Płatności mobilne to usługa od dawna znana, ale nigdzie, poza Japonią, nie udało się zebrać tak szerokiej koalicji obejmującej w zasadzie cały rynek.

Wyciskanie z komórki

Liderem i spiritus movens całego przedsięwzięcia jest MasterCard, który przez miesiące zbierał sojuszników zainteresowanych komórkowym biznesem. Nie musiał specjalnie przekonywać operatorów, ponieważ oni od dawna nie patrzą na telefon jako narzędzie do prowadzenia rozmów. Pytanie jednak, jak wycisnąć dodatkowe pieniądze z komórki? Podejmowane dotąd próby nie przyniosły większego efektu. Kilka lat temu mBank do spółki z Plusem i mPayem zaoferowały klientom możliwość płacenia telefonem za parking w Warszawie. Pomysł niespecjalnie jednak chwycił. Od niedawna klienci Citi Handlowego mogą przez telefon z sieci Orange kupować bilety komunikacji miejskiej w stolicy. Chociaż za wcześnie, żeby ocenić, czy usługa się przyjęła, to jednak wydaje się, że niczym poza ciekawym gadżetem raczej się nie stanie. Trudno liczyć, że bank czy operator zbije na biletach kokosy, ponieważ skala biznesu jest za mała.

Prosta transakcja

Pilotaż, który powinien ruszyć za dwa tygodnie, ma dać odpowiedź, jak usługę rozszerzyć na cały rynek. Model biznesowy jest już prawie gotowy. Jest dość oryginalnie pomyślany jako w zasadzie bezkosztowy wehikuł łączący poszczególne elementy biznesowej układanki, do której każdy z koalicjantów wnosi coś od siebie. Banki — dostęp do rachunków, telekomy — komórki, eCard — obsługę transakcji w internecie. Zwornikiem systemu będzie Mastercard.

Na początku, w ramach testu, komórką będzie można doładować konto telefonu oraz kupić towar w kilku wybranych sklepach internetowych. Docelowo m-płatności mają jeszcze obejmować możliwość opłacania rachunków oraz — co już znamy teraz — parkomatów czy biletów autobusowych. Największe pole do popisu m-commerce ma potencjalnie w internecie jako konkurencja do przelewów i płatności kartami.

Cała transakcja będzie bardzo prosta do wykonania.

— Zamawiając towar w sklepie internetowym, wybieramy opcję płatności komórką. System poprosi następnie o podanie numeru telefonu. W tym momencie klient otrzyma wiadomość z informacją o realizowanej transakcji, z nazwą sklepu i kwotą zakupu. Klient indywidualnym PIN-kodem przypisanym do usługi autoryzuje zakup. Informacja natychmiast wędruje do systemu, który potwierdza dokonanie płatności — wyjaśnia Konrad Roziewski z eCardu.

Żeby odpalić usługę mobilną w komórce, nie trzeba wymieniać kart SIM. Operator zdalnie prześle aplikacje na telefon zainteresowanego. Plany koalicjantów są takie, żeby klient mógł zamówić usługę zarówno w banku, jak i u operatora.

Uczyć się na błędach

Niewykluczone, że dzień rozpoczęcia testów nieco się opóźni, ponieważ jeden z operatorów sygnalizuje, że może nie zdążyć na czas. Tak czy inaczej, pilot ruszy jeszcze w tym miesiącu. Niektórzy uczestnicy koalicji są nieco sceptyczni co do perspektyw projektu. Inni — wręcz przeciwnie — zakładają, że już w pierwszym, najpóźniej drugim kwartale przyszłego roku m-płatności staną się usługą komercyjną.

Henryk Kułakowski, twórca mPaya (od pół roku poza spółką), który poświęcił siedem lat na zbudowanie systemu płatności mobilnych, uważa, że zawiązanie koalicji to spory sukces, chociaż widzi też poważne słabości inicjatywy.

— Brakuje wspólnej wizji, strategii, która konsolidowałaby grupę. Obawiam się, czy taka koalicja będzie w stanie ustrzec się błędów, które wywróciły podobne projekty w innych krajach — mówi Henryk Kułakowski.

mPay nie znalazł się w koalicji, podobnie jak konkurent MasterCarda — Visa. Grupa inicjatywna zakłada jednak, że za jakiś czas do nich dołączą. Podobnie jak pozostałe banki.

M-płatności mają wielką przyszłość w Polsce

Henryk Kułakowski

twórca mPaya (od pół roku poza spółką), który poświęcił siedem lat na zbudowanie systemu płatności mobilnych

To dobrze, że zawiązała się koalicja, chociaż widać pewne słabości tej inicjatywy. Brakuje mi wspólnej wizji, strategii, która konsolidowałaby grupę. Obawiam się, czy taka koalicja będzie w stanie ustrzec się błędów, które wywróciły podobne projekty w innych krajach. Nie do końca też rozumiem, co ma pokazać pilotaż. Usługi mobilne już dawno zostały przetestowane i jak pokazała praktyka, działają.

Generalnie uważam, że rynek zdalnych płatności w Polsce ma dużą przyszłość. Jesteśmy krajem rozwijającym się i w takich krajach jest największe zapotrzebowanie na usługi. Nasycenie rynku usługami i produktami bankowymi wciąż nie jest tak duże jak w Europie Zachodniej, dlatego m-płatności z pewnością będą cieszyły się dużym powodzeniem.

Eugeniusz

Twaróg

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu