Menedżerowie nie muszą bać się kontraktów
Ustawa o kominach płacowych nie wpłynęła na rynek pracy
NIE OBCINAĆ: Należy stworzyć mechanizmy nie dopuszczające do powstawania sytuacji, w których to wynagrodzenie zarządzającego jest nieadekwatne do sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa — twierdzi Wojciech Borsucki, dyrektor zarządzający Hill International. fot. BS
Po kilku miesiącach obowiązywania ustawy o wynagradzaniu osób kierujących przedsiębiorstwami państwowymi, przedstawiciele firm rekrutacyjnych nie odnotowali przypadków wychodzenia na rynek pracy menedżerów z sektora państwowego.
Praktyka życia gospodarczego wskazuje, że coraz częściej świadczenie profesjonalnych usług menedżerskich odbywa się na podstawie kontraktów. Mają one szansę stać się istotnym elementem funkcjonowania spółek kapitałowych, w miarę coraz bardziej wyraźnego wyodrębnienia stosunkowo nowej grupy zawodowej — menedżerów.
— Tendencja do przedkładania kontraktów menedżerskich nad typowe umowy jest coraz powszechniejsza wśród przedstawicieli kadry zarządzającej. Pozwalają one z dużo większą elastycznością pertraktować warunki pracy — podkreśla Krzysztof Kwiecień, prezes stowarzyszenia Doradców Personalnych.
Nie odchodzą
W Polsce nadal istnieje ogromny sektor państwowy. Cywilnoprawne formy zatrudnienia menedżerów stanowią ważną dominantę w rozwoju tego sektora. Menedżerowie zarządzający firmami należącymi do Skarbu Państwa odpowiedzialni są za postępy prywatyzacji, a po jej zakończeniu za efekty funkcjonowania firm na rynku.
— Państwo nie wyzbędzie się w całości własności i nie zrezygnuje z kontroli właścicielskiej nad przedsiębiorstwami o szczególnym czy strategicznym znaczeniu. Tego nie robi się nigdzie na świecie. Wobec tego rola kontraktów menedżerskich w podmiotach o mieszanym, państwowo-prywatnym kapitale nie musi maleć. Sprawny i efektywny zarządca jest potrzebny w równym stopniu firmie państwowej, jak i prywatnej — twierdzi Waldemar Gujski, adwokat prowadzący jedną z warszawskich kancelarii.
Obawy przed rezygnacją menedżerów ze stanowisk zarządczych w przedsiębiorstwach państwowych okazały się przedwczesne. Ustawa o obcinaniu kominów płacowych nie spowodowała większych ruchów kadrowych.
— Jeśli nawet któryś z przedstawicieli państwowego top managementu zrezygnował z pracy, nadal znajduje się w komfortowej sytuacji. W okresie wypowiedzenia nie pozostaje bez zastrzyku gotówki. Zresztą obecnie rynek pracy dla menedżerów nie należy do zbyt chłonnych, więc pochopna rezygnacja z posady nie jest najlepszym wyjściem —przekonuje Krzysztof Kwiecień.
— Ustawa ta nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zawsze znajdą się sposoby jej obejścia. Menedżerowie zarządzający, nawet po odgórnym obcięciu płac, z pewnością znajdą inne sposoby wyrównania straty. Nie powinno się w takim układzie szukać nieefektywnych technik restrykcji, tylko rozwiązań, które wyeliminowałyby absurdalne sytuacje. A takimi są wygórowne wynagrodzenia kadry zarządzającej firm deficytowych — twierdzi Wojciech Borsucki, dyrektor zarządzający Hill International.
Nowy standard
W wielu krajach, w których funkcjonowanie wolnego rynku ma zdecydowanie dłuższą historię, kontrakty menedżerskie traktowane są jak standardowe umowy. Na polskim rynku nadal dominującą formą zatrudnienia menedżerów jest klasyczny stosunek pracy.
— Istotne jest przełamanie pewnej bariery mentalnej, która często blokuje próby podjęcia pracy obarczonej większą dozą odpowiedzialności. Nadal pokutuje przekonanie, że umowa o pracę gwarantuje stabilność zatrudnienia. Jednak to właśnie w takim przypadku łatwiej jest sprawować stałą kontrolę nad poczynaniami menedżera-pracownika i rozwiązać z nim umowę z powodu błędów popełnionych w trakcie codziennej pracy, bez oczekiwania na długofalowe skutki jego działalności — przekonuje Waldemar Gujski.
Dodaje, że prace menedżera powinno się oceniać na podstawie rezultatów, które są widoczne po dłuższym czasie, m.in. dlatego kontrakty podpisywane są na kilka lat. Istotne jest również, aby w umowie o zarządzanie nie zamazywać, ale eksponować jej różnice w stosunku do umowy o pracę. Precyzja zapisu i sposób realizacji kontraktu menedżerskiego nie powinien pozostawiać wątpliwości, iż inną pozycję w firmie zajmuje zarządca, a inną pracownik.
Prawo pracy odgórnie narzuca zbyt wiele stronom umowy. Przesądza tym samym o stosunku pracownik-pracodawca. W prawie cywilnym pozostawiona jest większa swoboda kształtowania treści zobowiązań i wymagań obu stron.
— W kontraktach menedżerskich równorzędne, samodzielne i niezależne podmioty mogą elastycznie, bez układu nadrzędności i podrzędności służbowej ustalać swoje wzajemne obowiązki i uprawnienia. Menedżerowie, nazywani też zarządcami, nie są słabszą stroną w stosunku do spółki. Przyznaje się im całe pakiety przywilejów i gratyfikacji, których nie otrzymują szeregowi pracownicy. Nie ma więc potrzeby wyrównywania szans i ochrony zatrudnionego. Celem kontraktu jest maksymalne zabezpieczenie interesów obu stron. Przystępując do jego zawarcia właściciel próbuje zapewnić sobie pewność że starannie wybrany menedżer zrobi wszystko, aby powiększyć zysk jego firmy. Zaś zatrudniany będzie usiłował zagwarantować sobie odpowiednio wysoki ekwiwalent finansowy za swoją pracę — zapewnia Waldemar Gujski.
W pewne ręce
Menedżer wnosi do zarządzanej przez siebie firmy przede wszystkim wartości niematerialne, zarówno kwalifikacje, doświadczenie zdobyte w innych przedsiębiorstwach czy osobowość, jak i powiązania w świecie biznesu. Nie bez znaczenia pozostaje to, że działając w określonej branży, może ze sobą sprowadzić swoich dotychczasowych klientów.
Aneta Królak