Menedżerowie wracają do szkoły

opublikowano: 09-06-2019, 22:00

Rekruterzy coraz rzadziej pytają o dyplom MBA. Ale wymagają kompetencji, które te studia dają

Chyba każdy z nas słyszał o regule progu niekompetencji, sformułowanej przez kanadyjskiego pedagoga dr. Laurence’a J. Petera. Z grubsza w tej zasadzie chodzi o to, że umiejętności i wiedza, które zapewniają człowiekowi sukcesy na stanowiskach specjalistycznych, raczej nie wystarczą mu, gdy zostanie menedżerem. Szkopuł w tym, że firmy lubią powierzać wybitnym fachowcom funkcje kierownicze. Ci jednak nie zawsze są w stanie sprostać wyzwaniom związanym z władzą. Awans staje się dla nich równią pochyłą — obnażają swoją nieudolność i nieefektywność jako szefowie.

Menedżerowie po studiach humanistycznych potrzebują wiedzy z finansów, a
każdemu szefowi przyda się orientacja w świecie cyfrowym. Dlatego warto
rozważyć dobry program MBA — mówi dr Sergiusz Prokurat, ekonomista, historyk,
autor książki „Praca 2.0”.
Zobacz więcej

POMYŚL:

Menedżerowie po studiach humanistycznych potrzebują wiedzy z finansów, a każdemu szefowi przyda się orientacja w świecie cyfrowym. Dlatego warto rozważyć dobry program MBA — mówi dr Sergiusz Prokurat, ekonomista, historyk, autor książki „Praca 2.0”. Fot. Marek Wiśniewski

Badacze z trzech amerykańskich uczelni: University of Minnesota, Massachusetts Institute of Technology i Yale School of Management postanowili sprawdzić trafność obserwacji dr. Petera. Okazało się, że tzw. gwiazdy sprzedaży awansują na kierowników 15 proc. częściej niż przeciętni handlowcy. Niemniej rzadko sprawdzają się w roli przełożonych czy to własnych, czy nowych zespołów. Prowadzi to do obniżenia efektywności całego przedsiębiorstwa.

Awans bez wsparcia

Podstawowy błąd wielu pracodawców polega na tym, że promują wartościowych ludzi, ale później zostawiają ich samym sobie. Nie pomagają w zdobyciu kompetencji na miarę nowej odpowiedzialności.

— Nie każdy skończył ekonomię lub zarządzanie, a czasem los płata figla i decydentami w przedsiębiorstwach zostają osoby świetnie rozumiejące specyfikę swojej branży, lecz bez szerszej i głębszej znajomości całego rynku — zwraca uwagę dr Sergiusz Prokurat, ekonomista, historyk i autor — wydanej także w USA — książki „Praca 2.0. Nie ukryjesz się przed rewolucją rynku pracy”. Rozwiązaniem mogą być studia Master of Business Administration.

— MBA to właściwy wybór dla każdego, kto ma co najmniej kilka lat doświadczenia zawodowego, czuje pociąg do zarządzania, uwielbia innowacje i jest głodny wiedzy — twierdzi Sergiusz Prokurat.

Dodaje, że żyjemy w świecie technokapitalizmu, co oznacza, że transformacja cyfrowa pojawia się w każdym sektorze gospodarki, zaś biznes, właśnie dzięki digitalizacji, wchodzi na nowe pola. Nie można zostać w tyle za postępem — podkreśla ekspert.

Jest dumny ze swoich słuchaczy z programu MBA w Polskiej Akademii Nauk, bo ze zmianami są za pan brat: studia traktują nie tyle jako trampolinę do kariery, ile warunek rozwoju.

— Zbliżające się rewolucje: pracy 2.0, internetu rzeczy czy przemysłu 4.0, zmieniają modele produkcji oraz sposoby konsumpcji dóbr i usług. Menedżerowie, którzy rezygnują z uczenia się, przestają pojmować rzeczywistość. Stają się dla firm obciążeniem — argumentuje dr Prokurat.

Burze mózgów

Dużo praktyki, dzielenie się doświadczeniem zdobytym w pracy specjalistycznej i menedżerskiej, analiza prawdziwych sytuacji i wyzwań biznesowych — to główny powód, dla którego na MBA poszła Patrycja Kwiatkowska-Mizera, dyrektor zarządzająca R4S Consulting. Jest absolwentką programu Open University/Oxfrod Brooks University, który uważa za jedną z najlepszych inwestycji w swoim życiu.

— Podobało mi się to, że trzon wykładowców stanowili ludzie pełniący zarządcze funkcje w różnych branżach. Nie dość, że przekazali nam bardzo wiarygodną i bliską życia wiedzę, to jeszcze z wielu dziedzin. Po każdych zajęciach czułam, że moja zawodowa perspektywa się poszerza — wspomina Patrycja Kwiatkowska-Mizera.

Natomiast dr Marcin Bodio, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w MSD Polska, ceni te studia głównie za to, że pozwalają wyjść zarówno z branżowego, jak i krajowego zaścianka. W latach 2016-18 robił Executive MBA we Frankfurt School of Finance and Management. Jego grupa liczyła 43 osoby reprezentujące aż 17 nacji. Wybrał uczelnię prowadzącą program life-long learningu (oferuje absolwentom bezpłatny i dożywotni udziału w sesjach i szkoleniach pozwalających być na bieżąco z wszelkimi nowościami w zarządzaniu i finansach).

— Chciałem się kształcić na renomowanej uczelni zagranicznej, aby mieć dostęp do międzynarodowej kadry i móc poznać menedżerów z różnych zakątków świata. Mariaż teorii z praktyką czyni cuda. Zawarte na studiach przyjaźnie procentują, a dyplom MBA może być atutem przy szukaniu dobrej pracy — zapewnia Marcin Bodio.

Dawno skończyły się czasy, gdy program MBA otwierał drzwi do kariery. Dzisiaj studia menedżerskie zapewniają tylko — i aż — usystematyzowanie wiedzy, zdobycie szerszych horyzontów intelektualnych, dużą sieć kontaktów biznesowych. Jeśli jednak o menedżerski awans walczą specjaliści o porównywalnych kwalifikacjach, prawdopodobnie zwycięży ten, który ma te trzy literki w swoim CV.

Sprawdź program kongresu "HR Summit 2019", 11-12 września 2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu