ROZMOWA Z PROF. DR. HAB. RADOSŁAWEM KOSZEWSKIM, DYREKTOREM EXECUTIVE EDUCATION CENTER IESE BUSINESS SCHOOL W POLSCE
![WYRÓŻNIK: Pochodzący z różnych krajów wykładowcy, w tym byli prezesi dużych firm, ale z mocną akademicką pozycją, inspirują do rozwoju i wprowadzania nowych metod zarządzania — mówi prof. Radosław Koszewski z IESE Business School w Polsce. [FOT. ARC] WYRÓŻNIK: Pochodzący z różnych krajów wykładowcy, w tym byli prezesi dużych firm, ale z mocną akademicką pozycją, inspirują do rozwoju i wprowadzania nowych metod zarządzania — mówi prof. Radosław Koszewski z IESE Business School w Polsce. [FOT. ARC]](http://images.pb.pl/filtered/e6433d70-0916-41b6-8e42-080caabf3c8c/c2b862f4-88f5-5776-886b-7d3fd4f36e8d_w_830.jpg)
„Puls Biznesu”: Po co polskim menedżerom AMP? Mają przecież duży wybór studiów Executive MBA. Prof. Radosław Koszewski z IESE Business School w Polsce: Programów AMP jest tylko kilkanaście na świecie i są kierowane do ludzi na najwyższych stanowiskach menedżerskich z bogatym doświadczeniem w biznesie. Wszyscy powinniśmy się wciąż rozwijać, a oni tym bardziej, bo często odpowiadają za losy tysięcy pracowników. Uczyć się można, zdobywając doświadczenie, ale lepiej nie robić tego na własnych błędach, ale na działaniach innych, na przypadkach, o których wiadomo, jak się skończyły. Można się uczyć, wymieniając się doświadczeniami z innymi menedżerami i słuchając komentarzy profesorów, ekspertów w danej dziedzinie. Temu służy nasz program. Pochodzący z różnych krajów wykładowcy, w tym byli prezesi dużych firm, ale z mocną akademicką pozycją, inspirują do rozwoju i wprowadzania nowych metod zarządzania.
Menedżerowie chcą wciąż zdobywać wiedzę?
Tak. Choć zdarzają się i tacy, na szczęście rzadko, którzy w swoim przekonaniu niczegonie muszą już doskonalić. W edukacji problem polega na tym, że większość menedżerów ma kontakt ze szkołami biznesu, które niekoniecznie wnoszą coś nowego do ich wiedzy i umiejętności, bo powielają wiedzę książkową, a to nie zawsze jest interesujące dla doświadczonego dyrektora czy prezesa.
Polskie uczelnie często promują swoje programy MBA, uwypuklając to, że wykładowcy są praktykami.
To trochę taki pstryczek w nos profesorom zarządzania, finansów czy ekonomii, bo to tak, jakby im mówić, że, co prawda, poświęcili się edukacji, nauczaniu biznesu, ale ci, którzy poświęcili kariery firmom, są lepszymi nauczycielami. To niesprawiedliwe dla środowiska akademickiego. Ale nie będę się wypowiadał, czy zasłużone. W Polsce największy problem polega na tym, że profesorowie są niedoinwestowani, pieniędzy na badania naukowe jest za mało, płace profesorów nie są atrakcyjne. Brakuje im kontaktu z najlepszymi szkołami na świecie. Nauka nie przyciąga najbardziej przedsiębiorczych, którzy idą do biznesu. Ale nie można odwracać ról naukowca i biznesmena. Mają inne zadania. Poza tym praktycy mają różne doświadczenia, które czasem trudno wpisać w jeden program i tak skoordynować, aby słuchacze nie doznawali dysonansu poznawczego.
IESE unika tych pułapek?
Zakładamy, że wykładowca musi być ekspertem i autorytetem w dziedzinie, której naucza, i mówić tak, aby najlepsi menedżerowie słuchali go z zainteresowaniem. Musi też umieć uczyć, przekazywać wiedzę. Wielu naszych wykładowców spędziło dużą część życia na najwyższych stanowiskach w korporacjach, ale mają też powołanie do uczenia. Od profesorów IESE wymagamy, aby 30 proc. czasu poświęcali praktyce. Marka jednej z najlepszych szkół biznesowych na świecie przyciąga najlepszych profesorów. A ci są magnesem dla znamienitych uczestników, którzy mogą dzielić się swoim doświadczeniem. Jesteśmy w strategicznym partnerstwie z Harvardem. To wszystko składa się na wyjątkową jakość programu.
Zapracowani prezesi znajdują czas na kolejne studia?
Niestety, nauka rzeczywiście wymaga czasu. Nasz program trwa siedem miesięcy, a sesje odbywają się co dwa, trzy tygodnie w środy i czwartki. Weekendy pozostają na wypoczynek. Zajęcia odbywają się w Polsce i w Barcelonie. Staramy się w miarę możliwości dostosować terminy do kalendarzy menedżerów, ale nie jest to łatwe. Wysyłamy im też materiały do przygotowania się do zajęć.
W Polsce studiują tylko nasi rodacy?
Mamy coraz więcej menedżerów z sąsiednich państw. To jedyny program AMP na takim poziomie w Europie Środkowo- -Wschodniej. Poza warszawskim programem najbliższy kurs AMP jest w Monachium. W Polsce żadna ze światowej klasy szkół biznesu nie prowadzi tego typu zajęć.
Ile trzeba zapłacić?
21,6 tys. euro. To cena na polski rynek. AMP w Barcelonie kosztuje 36 tys. euro. Za „barcelońską” cenę u nas nie znaleźlibyśmy zbyt wielu chętnych.
IESE Business School
To globalna instytucja biznesowa dla menedżerów. Ma siedziby w Barcelonie, Nowym Jorku, Monachium, Sao Paulo i Madrycie. Jest jedną z najlepszych szkół biznesu na świecie pod względem poziomu programów MBA, Executive MBA, Global Executive MBA i Advanced Management Program. Oferuje również program Master of Research in Management oraz studia doktoranckie z zarządzania przedsiębiorstwem. W tegorocznym rankingu studiów MBA przygotowanym przez „The Economist” IESE zajęła pierwsze miejsce w Europie i piąte na świecie. A w rankingu „Financial Times” sklasyfikowano ją na drugim miejscu na świecie w dziedzinie szkoleń dla biznesu.