Metoda top - down wymaga analizy gospodarki światowej

Jarosław Kostrzewa
opublikowano: 2002-09-16 00:00

Część analityków, dokonując wyboru najbardziej perspektywicznych aktywów stosuje trójstopniowe podejście, nazywane „z góry do dołu” (ang. top-down aproach), podczas gdy inni specjaliści stosują taktykę zwaną „z dołu do góry” (ang. bottom-up aproach). W obu przypadkach metody te mogą być wykorzystane zarówno przez fundamentalistów, jak i techników.

U podstaw metody top-down leży przekonanie, że zarówno gospodarka, jak i dana branża mają znaczny wpływ na całkowitą stopę zwrotu z tytułu posiadania akcji określonej spółki. Natomiast zwolennicy podejścia bottom-up uważają, że możliwe jest znalezienie akcji niedowartościowanych przez rynek, i walory te są w stanie zapewnić nam wyższą stopę zwrotu bez względu na to, jaka w danym momencie panuje na giełdzie koniunktura oraz czy perspektywy branży, w której taka spółka działa są obiecujące czy też nie.

Obecnie dominuje metoda top-down. Podejście to charakteryzuje priorytet, jakim jest wstępna analiza poszczególnych gospodarek i rynków. Na podstawie jej wyników dokonuje się wyboru rynku, który pod względem makroekonomicznym jest dla analizującego najbardziej atrakcyjny i perspektywiczny. Na tym etapie dokonywana jest również analiza, w jakiego rodzaju instrumenty finansowe będziemy inwestować: obligacje czy akcje. Trzeba przy tym pamiętać, że polityka fiskalna danego kraju ma duży wpływ na to, co dzieje się w gospodarce. Z kolei polityka monetarna, w zależności od tego, czy jest luźna czy restrykcyjna, ma decydujący wpływ na cenę pieniądza.

Inwestorzy szukający atrakcyjnych miejsc do inwestowania, bacznie przyglądają się polityce fiskalnej i monetarnej, i w zależności od swojej subiektywnej oceny przypisują poszczególnym rynkom odpowiednią premię za ryzyko. Pod uwagę brany jest także taki czynnik, jak stabilność polityczna. Ze względu na oczekiwane stopy zwrotu na poszczególnych rynkach, analitycy przypisują tym rynkom w tzw. globalnych portfelach albo niedoważenie (ang. underweight), albo przeważenie (ang. overweight).

Po dokonaniu alokacji pomiędzy poszczególnymi rynkami (krajami), inwestorzy przystępują do drugiego etapu, jakim jest znalezienie odpowiednio atrakcyjnej branży w danym kraju. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że poszczególne branże w różny sposób reagują na cykl koniunkturalny. Przedsiębiorstwa zwiększają swoje wydatki inwestycyjne zazwyczaj wtedy, gdy wykorzystują w pełni swoje zdolności produkcyjne (ma to miejsce w większości przypadków w szczycie cyklu koniunkturalnego). Branże cykliczne, jak stalowa czy samochodowa, radzą sobie znacznie lepiej niż cała gospodarka podczas ekspansji, ale gdy przychodzi spowolnienie, należą do grona najbardziej poszkodowanych. Na rozwiniętych rynkach możemy też znaleźć branże, które są w miarę odporne na wahania koniunktury gospodarczej.

Innym ważnym czynnikiem, który ma wpływ na gospodarkę — i to wpływ długofalowy — jest demografia. Przykładowo, starzejące się wciąż społeczeństwa w krajach rozwiniętych (USA i Europa Zachodnia) będą potrzebowały coraz więcej usług z zakresu opieki medycznej oraz będą wydawać więcej pieniędzy na środki farmaceutyczne. Branże te więc powinny radzić sobie całkiem nieźle podczas całego cyklu gospodarczego.

Trzecim i ostatnim krokiem w podejściu top-down jest analiza spółek z wytypowanej branży. Stosujemy w tym przypadku klasyczne narzędzia służące do wyceny spółek, takie jak metoda DCF i analiza porównawcza.

Znając mechanizmy metody top-down, warto zastanowić się, czy jest to metoda efektywna. Badania wskazują, że większość zmian w zyskach spółek jest powiązana ze zmianami zysków całej branży. Inna zależność to zmiana cen akcji na giełdzie w odpowiedzi na dane makroekonomiczne, takie jak stopa bezrobocia, deficyt budżetowy i handlowy, produkcja przemysłowa oraz poziom zapasów wyrobów gotowych. Jeszcze inne studia dowodzą, że związek pomiędzy stopą zwrotu z całego rynku, poszczególnej branży oraz pojedynczej akcji jest dodatni. Czy to oznacza, że podejście top-down jest najlepsze? Niekoniecznie, aczkolwiek należy podkreślić, że metoda ta jest o wiele bardziej popularna wśród analityków niż metoda bottom-up, która jest dokładnie jej przeciwieństwem. W podejściu bottom-up, wpierw szukamy spółki, a potem dopiero zastanawiamy się nad branżą i całą gospodarką.

Osobiście preferuję metodę bottom-up, gdyż uważam, że prognozowanie gospodarki jest po prostu bezcelowe, ponieważ jest obarczone bardzo dużym błędem.