Metr osiemdziesiąt mody

Agnieszka Mazurek
opublikowano: 2008-10-31 00:00

Duet projektantek postawił na sprawdzony nad Tamizą styl: szczypta ekstrawagancji, perfekcyjne rzemiosło i pracownia w poprzemysłowym obiekcie. Ciekawe to… Zwróćcie uwagę na markę One eighty.

Budynek przy Marszałkowskiej w centrum Warszawy — ot, zwykły dom. Ale wystarczy wejść, by znaleźć się w postindustrialnym wnętrzu dawnej redakcji i drukarni gazety "Życie Warszawy". Czas stanął tu w miejscu. W nieco poobijanej łazience papier toaletowy wisi na sznurku między dwiema kabinami. Windę zamyka skrzypiąca krata. Jedziemy na ostatnie piętro. Do studia One eighty, pracowni projektowania mody, sąsiadującej z salonem fryzjerskim Filipa Galasa i studiem makijażu Make’upownia. Obie przyległe firmy brały udział w przygotowaniach do pierwszego pokazu marki One eighty.

— Klimat tego budynku zaskakuje wiele klientek. Przypomina młody, twórczy Londyn czy Berlin. Po prostu cieszymy się, że tu jesteśmy — mówi dwudziestoczteroletnia Anna Leoniec, projektantka i współwłaścicielka marki One eighty.

W pracowni pachnie kawą, terkocą maszyny do szycia. Pod oknami pracują dwie krawcowe. Studio wypełniają wieszaki z kolorowymi jedwabnymi ubraniami.

Wchodzi Natalia Roefler, dwudziestosześcioletnia projektantka i wspólniczka firmy.

— Blueberry, nie wdzięcz się do pana. Przywitaj się z gośćmi — upomina psa.

Ale buldożka francuska stara się zdominować rozmowę. Cały czas się łasi i pozuje, widząc aparat fotograficzny.

Razem raźniej

Sześć lat temu na lotnisku w Londynie spotkali się przypadkowo ojcowie Roefler i Leoniec. Panowie szybko znaleźli temat rozmowy — obaj mieli córki zafascynowane modą, studiujące na University of the Arts w Londynie.

Anna już mieszkała w stolicy Wielkiej Brytanii. Zdała w Oksfordzie maturę i pracowała w atelier Arkadiusa, głośnego wówczas polskiego projektanta. Natalia właśnie przeprowadzała się do Anglii. Ojciec pomagał jej rozgościć się w nowym miejscu.

Rodzice wymienili się telefonami córek. Potem Natalia wydzwaniała do Ani i namawiała na spotkanie. Długo — bez skutku.

— Myślałam, że to jakaś zagubiona dziewczyna, która chce, bym ją oprowadzała po Londynie — śmieje się Anna Leoniec.

Natalia uparła się i doprowadziła do spotkania. Dziewczyny szybko się zaprzyjaźniły, wynajęły wspólnie mieszkanie, wspierały się w nauce. I dobrze się uzupełniały. Anna studiowała na wydziale projektowania mody damskiej. Szyła lepiej niż współlokatorka. Pomagała jej więc odrabiać trudne zadania domowe. Obdarzona talentem malarskim Natalia, studentka projektowania mody i tkanin, dbała o wysoki poziom ich prac.

Na studiach zrodziły się plany własnej pracowni mody. Inspiracje? Modne londyńskie atelier młodych projektantów. Polki opowiadały sobie, jak wspaniale będzie pracować razem, przyjmować klientki, szykować pokazy… Życie pokazało, że trudno zrealizować pragnienia pracy na swój rachunek.

Koniec nauki. Natalia wróciła do Polski na stałe. Z entuzjazmem i chęcią pracy na własne nazwisko. Wynajęła pomieszczenie w byłej drukarni "Życia…". Z czasem zabrakło jej sił, by samej walczyć o realizację marzeń. Nieco później do Warszawy wróciła Anna. I zaczęła szukać pracy. Wtedy odżyły londyńskie plany wspólnego prowadzenia pracowni mody.

Cieniowane jedwabie

Dziewczyny wyglądają jak modelki: długie włosy, szczupłe i wysokie — każda ma 1,80 m wzrostu, stąd angielska nazwa marki. Czy nie marzyły aby o paradowaniu po wybiegu w blasku fleszy? Nie. Zainteresowanie modą, także od strony biznesowej, wyniosły z domów. Natalia Roefler podchodzi do jednej z krawcowych. Mówi, wzruszona, że pani Jola pracowała we wzorcowni jej rodziców w firmie Dantex Moda. Rodzice Anny Leoniec prowadzili zaś największą hurtownię używanej odzieży w Polsce.

Familie od początku wspierały ich plany. Ale do sukcesu, jakim był pierwszy pokaz mody One eighty, projektantki doszły samodzielnie.

— Biznesplan sporządziłyśmy w kawiarni. Od samego początku założyłyśmy, że nazwa One eighty nie będzie zarezerwowana tylko dla atelier mody. W przyszłości ma być marką firmy sprzedającej rzeczy z taką metką. Aby opłacało się szyć sporo sztuk tego samego fasonu, musimy mieć kilka sklepów. Dlatego szukamy miejsca na pierwszy butik w Warszawie. Firma istnieje rok i udało się nam sporo osiągnąć: zatrudniłyśmy profesjonalne krawcowe, zaprojektowałyśmy — i pokazałyśmy w maju — pierwszą kolekcję: ubrania dobrze się sprzedały, więc mamy fundusze, by pracować nad kolekcją karnawałową — wymienia Anna Leoniec.

Recenzje z majowego pokazu zamieściły portale i pisma o modzie. Chwalą jakość tkanin, gdyż kolekcję uszyto głównie z jedwabi, podkreślają odważne łączenie kolorów (choćby pomarańczowego z różem), modne cieniowanie barw, krój i konstrukcję odzieży. A plotkarskie portale wypełniają zdjęcia dziennikarki Joanny Horodyńskiej, która latem nosiła suknie marki One eighty.

Projektantki awangardowe pomysły dozują z aptekarską precyzją. Tkaniny mogą być ozdobne lub nieco szokować zestawieniem barw, ale krój cechuje prostota. I na odwrót: stroje w stonowanych barwach cieszą oczy skomplikowaną formą. Nakaz: nie mogą jednak przytłaczać i krępować ruchów właścicielki. Stroje te przeznaczone są i na ulicę, i na "wielkie wyjścia". Dla kobiet, które pragną wyglądać modnie, młodo i oryginalnie, ale nie chcą czuć się jak "przebrane". Ulubionymi tkaninami Anny i Natalii są naturalne materiały.

Projektantki podchodzą do wieszaków i zdejmują z nich najnowsze modele. Na klientki czekają długie, proste suknie, gorsety, spodnie i ręcznie dziergane swetry. Ubrania z malowanych jedwabi, dzianiny jedwabnej, bawełny i wełny. Kolory mienią się jesiennymi barwami: zielenie, żółcie, fiolety i czernie. Na wielu kreacjach pojawia się, modna w tym sezonie, kurza stopka.

Sumuje Natalia Roefler:

— W listopadzie — pokaz tej kolekcji. Włoży- łyśmy w nią wiedzę, umiejętności i serca.

To akurat widać jak na dłoni.