Metropolia dwóch oceanów

Jacek Zalewski
25-07-2003, 00:00

Według opinii globtroterów, Kapsztad, liczący 0,9 mln mieszkańców, a w całym zespole miejskim 2,7 mln, usytuowany u stóp Góry Stołowej (Table Mountain), to afrykańska perła bijąca malowniczością położenia Rio de Janeiro. Widoki ze szczytów Półwyspu Przylądkowego rozciągają się na ocean w dwie strony.

Pierwszy dotarł w te okolice w roku 1487 żeglarz portugalski, Bartolomeu Diaz. Odkryty przez niego Przylądek Dobrej Nadziei (Cabo de Boa Esperanca, Kaap de Goede Hoop, Cape of Good Hope) ma współrzędne: 34°21’ szerokości południowej i 18°29’ długości wschodniej. Diaz nadał swemu odkryciu pierwotną nazwę Przylądek Burz (Cabo Tormentoso). Zginął tam w 1500 r., oczywiście podczas burzy. Jego los miałem w pamięci, ślizgając się na omiatanych przez fale skałach Przylądka Dobrej Nadziei. Na szczęście pogoda dopisała i akurat dla mnie ta optymistyczna nazwa okazała się w pełni zasadna.

Tytuł tego artykułu zawiera największy kapsztadzki... no, może nie mit, powiedzmy — chwyt marketingowy. Tubylcy podtrzymują przekonanie laików (w tym wielu... encyklopedii i przewodników), iż to właśnie pobliski Przylądek Dobrej Nadziei oddziela Ocean Atlantycki od Oceanu Indyjskiego. W Kapsztadzie znajduje się m.in. imponujące Akwarium Dwóch Oceanów oraz inne obiekty nazywane według tego klucza. Tymczasem oceany faktycznie rozgranicza linia poprowadzona południkowo z położonego o 150 km dalej Przylądka Igielnego (Kaap Agulhas, Cape Agulhas), ponieważ to on jest najbardziej wysuniętym na południe punktem Czarnego Lądu (34°51’ S i 19°59’ E). I to tam ścierają się dwa prądy morskie — Benguelski niesie masy lodowatej wody z Antarktydy, natomiast z Oceanu Indyjskiego nadciąga tropikalny Prąd Mozambicki, powodujący dużą wilgotność.

Od czterystu lat symbolem Kapsztadu pozostaje Góra Stołowa, wyrastająca z Atlantyku na wysokość 1087 metrów. Jej masyw powstał z piaskowca, który osadził się jakieś 450 mln lat temu, gdy cały półwysep znajdował się jeszcze poniżej poziomu morza. Późniejsze działanie wiatru, deszczu, lodu i temperatury wywołało erozję miękkich warstw skalnych, tworząc niezwykłe ukształtowanie wierzchołka. Na płaskowyż Góry Stołowej można się dostać pieszo albo wjechać pojemną kolejką linową.

Skalisty stół najczęściej bywa... nakryty białym obrusem. Cyrkulacja powietrza powoduje zbieranie się zawsze w tym samym miejscu kłębiastych chmur, tworzących widoczną z morza charakterystyczną kompozycję. Dobudowana została do niej legenda o Holendrze, Janie van Hunksie, który na górze przystąpił do rywalizacji w paleniu fajki z tajemniczym nieznajomym. Po kilku dniach tamten skapitulował, ale jednocześnie przyznał się, iż jest diabłem — i zniknął w kłębach dymu, porywając Hunksa. Na pamiątkę tego wydarzenia fragment masywu Góry Stołowej nazywa się Czarcim Szczytem.

Demokratyczne przemiany w RPA trwają od 1990 roku, gdy po 27 latach więzienia władze uwolniły Nelsona Mandelę. W 1994 roku bohater walki z apartheidem został pierwszym prezydentem odrodzonej RPA. Dzisiejsza pozycja 85-letniego emeryta Mandeli porównywalna jest tylko z autorytetem Jana Pawła II w Polsce. Dopóki on żyje i łagodzi rasowe napięcia, RPA nie grozi wybuch społeczny, podobny do wyniszczającego obecnie sąsiednie Zimbabwe. Co będzie później — nie wiadomo, dlatego jeśli ktoś chce zwiedzić RPA, to radziłbym nie zwlekać... Już teraz poruszanie się białego pieszo jest praktycznie niemożliwe, nawet w centrum światowej metropolii, jaką jest Kapsztad. Natychmiast trafia się na grupę czarnoskórych obywateli RPA lub przybyszów z sąsiednich państw, którzy domagają się pieniędzy — oczywiście na zbożny cel, najczęściej na „mleko dla dziecka”. Serce się kraje ze współczucia i nie wypada odmówić...

Ponurym wspomnieniem czasów apartheidu jest położona 11 km od kapsztadzkiego portu Wyspa Focza (Robbe Eiland, Robben Island), na zdjęciu powyżej widoczna pod literą „p” wyrazu „metropolia”. To odpowiednik wysepki Alcatraz z zatoki San Francisco. Już w 1636 r. foki ustąpiły miejsca holenderskiej kolonii karnej. Przez wieki zmieniali się gospodarze i lokatorzy przeklętej wyspy. W 1963 r. trafił na nią Nelson Mandela wraz z siódemką towarzyszy, wszyscy z wyrokami dożywocia. Na Robbe Eiland spędzili 18 lat. Szczególną rolę w ich wyniszczaniu spełniały kamieniołomy wapnia, w których więźniowie tracili stopniowo wzrok z powodu zapylenia oraz ostrego słońca odbijającego się od skał. Dzisiaj na wyspę licznie przypływają zarówno turyści, zwiedzający dawne więzienie, jak i biznesmeni, zatrzymujący się w apartamentach centrum konferencyjnego.

Kapsztad wzoruje się na San Francisco nie tylko turystyczną eksploatacją dawnego więzienia. To afrykańska mekka homoseksualistów. Oczywiście odpowiednio wysoki — podobnie jak w całej RPA — pozostaje wskaźnik zachorowalności na AIDS. W grudniu, czyli w szczycie letniego sezonu, na nadmorskim bulwarze odbywa się parada przebierańców z udziałem ponad 10 tys. gejów i lesbijek.

Aż dziw bierze, że w tak zmienionym środowisku naturalnym uchowały się jeszcze nocne kluby... hetero. Wizyta w takim lokalu (nazwę dyskretnie pominę) staje się idealną okazją do wydania resztek randów (wszak ich powtórna wymiana na dolary lub euro przyniosłaby straty). Niestety, miłośnika folkloru czeka wewnątrz rozczarowanie — „czekoladki” są najwyżej sprzątaczkami, a na rurze prężą się białoskóre blondynki. Afrykanerki? Nic z tych rzeczy, większość załogi reprezentuje... Bułgarię i Ukrainę. Jedna z dziewcząt informuje, że jeszcze niedawno pracowała w Warszawie, konkretnie w Lochu. Zmieniła klimat, ale z profesjonalnego punktu widzenia jest jej wszystko jedno — złote czy randy. Czyż można sobie wyobrazić lepszy przykład postępującej globalizacji?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Metropolia dwóch oceanów