Od 2009 r. polskie władze mają do dyspozycji elastyczną linię kredytową od Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) o wartości 33,8 mld USD. Od początku traktowana była jako polisa ubezpieczeniowa dla złotego oraz obligacji, nigdy nie została użyta. Resortowi finansów wystarczało, że ma nabitą strzelbę, a rynkowym spekulantom, że jest gotowy jej użyć. Jak dowiedział się „Puls Biznesu”, w drugiej połowie grudnia wniosek o zmniejszenie jej wysokości podpisany przez ministra finansów i prezesa NBP trafił do MFW i zyskał wstępną akceptację.
— Chcemy redukcji linii do ok. 25 mld USD i jednocześnie zapewnienia sobie dostępu do tego instrumentu na kolejne dwa lata — mówi źródło zbliżone do Ministerstwa Finansów (MF).
Wniosek Polski będzie rozpatrywany na posiedzeniu Rady Wykonawczej MFW 14 stycznia i nic nie wskazuje na to, by nie został zatwierdzony.
— Redukcja będzie pierwszym krokiem do stopniowego wyjścia z tego instrumentu. Odporność naszego kraju jest duża, silne fundamenty gospodarki najlepiej wpływają na postrzeganie naszych aktywów — mówi kolejny rozmówca z kręgów rządowych.
Aktualna dwuletnia linia kredytowa wygasa 18 stycznia, budżet płaci za nią 114 mln USD rocznie.
— Po redukcji dostępnego limitu koszt utrzymania tego instrumentu spadnie o blisko 40 proc. — informuje rozmówca z resortu finansów. Ekonomiści uważają, że decyzja o zmniejszeniu jest uzasadniona, szczególnie w sytuacji, gdy zarówno złoty, jak i obligacje nie poddają się rynkowej zmienności.
— To nie jest kontrowersyjna decyzja. Polski rynek papierów skarbowych jest bardzo dobrze postrzegany. Jesteśmy już w pierwszej lidze krajów z rynków wschodzących, a nawet stajemy się alternatywą dla niemieckich obligacji — mówi Rafał Benecki, główny ekonomista ING BSK.
Także złoty, który charakteryzował się wyjątkową stabilnością przez olbrzymią większość 2014 r., nie potrzebuje dzisiaj dodatkowego stabilizatora w postaci dostępu do pieniędzy MFW. Rezerwy walutowe banku centralnego w grudniu wynosiły 82,6 mld EUR i zdaniem analityków ich poziom skutecznie chroni przed ewentualnymi atakami spekulacyjnymi.
— Kryzys rosyjski i silne osłabienie rubla w coraz mniejszym stopniu wpływają na naszą walutę — dodaje Rafał Benecki.