Sytuacja w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE) zmienia się jak w kalejdoskopie. Tydzień temu była beznadziejna. Nowe rozporządzenie o pomocy publicznej, bez którego nie można wydawać zezwoleń ani poszerzać granic, nie weszło pod obrady rządu.
Ministerstwo Finansów forsowało wprowadzenie zapisu, zgodnie z którym pomoc publiczna — już obniżona — od 2017 r. miałaby spaść jeszcze bardziej. Wśród doradców premier Ewy Kopacz pojawił się Jacek Rostowski, były minister finansów, wróg zwolnień podatkowych w strefach. Nie zagrzał tam jednak miejsca. Dziś nastroje w Ministerstwie Gospodarki (MG) są lepsze.
— Premier Ewa Kopacz i wicepremier Janusz Piechociński ustalili, że tego zapisu nie będzie. Jeszcze w tym tygodniu rozporządzenie trafi do komitetu stałego Rady Ministrów, a w przyszły wtorek wejdzie pod obrady rządu — zapowiada Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki. W osiągnięciu kompromisu pomogło spotkanie szefa resortu gospodarki z Mateuszem Szczurkiem, ministrem finansów.
MG obiecało, że przeanalizuje kwestię obniżenia pomocy publicznej, zastrzega jednak, że obecna sytuacja gospodarcza na to nie pozwala.
— Na tym etapie i przy tej koniunkturze światowej nie ma pola do tego, by ograniczać warunki funkcjonowania stref — zaznacza Ilona Antoniszyn-Klik. Prezesi 14 stref, przyznają, że w każdej czeka z projektami kilku inwestorów. Okazuje się więc, że rekordowe pierwsze półrocze nie zaspokoiło apetytu. Od stycznia do lipca SSE przeżywały oblężenie.
Wydały 438 zezwoleń (o 70 proc. więcej niż w całym 2013 r.), w których firmy zadeklarowały 21,5 mld zł inwestycji (trzykrotnie więcej niż przez cały 2013 r.) i ponad 20 tys. miejsc pracy (w ubiegłym roku było to niecałe 8,2 tys. etatów).