Mickey chadza z ciupagą

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2013-04-26 00:00

Katarzyna Westermark, szefowa The Walt Disney Company na Europę Środkową i Wschodnią, nie pracuje sama. Pomagają jej myszy, wróżki, potwory i misie. Prosto z bajki.

Mam tylko nadzieję, że nie stracimy z oczu jednej rzeczy: że to wszystko zaczęło się od myszy — mawiał Walt Disney. Choć wszyscy o Miki pamiętają, lubią ją, szanują czy wręcz kochają, to przez ostatnie 100 lat wytwórnia Disneya urosła do rozmiarów nieco większych niż mysz. Warszawskie biuro amerykańskiego potentata z branży rozrywkowej jest najlepszym tego dowodem. Na wizytówkach polskich menedżerów, owszem, widnieje uśmiechnięty gryzoń.

None
None

Ale przy wejściu do firmy stoi nieco młodszy, choć kilkakrotnie większy i jakby nieco straszny jegomość. To James P. Sullivan, dla kumpli po prostu Sulley. Ot, dwumetrowy potwór, bohater animacji z serii o „Potworach i Spółce” ze studia Pixar. Tego lata futrzany Sulley znów podbije serca kinowej widowni. Ale na razie budzi uśmiech każdego przychodzącego do siedziby Disneya w biurowcu Focus. — Co ciekawe, z Londynu wraz z Sulleyem przyjechała też specjalna szczotka do czesania jego futra — śmieje się Katarzyna Westermark, szefowa Disneya na Europę Środkową i Wschodnią.

Talizman z młotami

Valten to syn kowala, wojownik dzierżący dwa młoty. Uratował swój kraj — potężne ludzkie Imperium — przed zagładą. Powstrzymał falę chaosu. Skąd to wiemy? Z gry „Warhammer”, w którą wciąż grają miliony osób. Fanem „Warhammera” jest też syn Katarzyny Westermark, który podarował jej tę własnoręcznie pomalowaną figurkę, stojącą na biurku prezeski. — To mój talizman — przyznaje szefowa Disneya.

Ofensywa Minnie

W gabinecie gospodyni warszawskiej siedziby firmy jest schludnie, czysto, a gdyby nie pomarańczowa kanapa można by powiedzieć, że nieco ascetycznie. — Jestem pedantyczna. Żeby móc pracować, muszę mieć porządek wokół siebie — przyznaje szefowa Disneya i pokazuje kolejne trofea. To nie tylko grafika z „Kubusia Puchatka” z autografami animatorów i miedzioryt przedstawiający sympatyczną postać Mulan. To także plakaty filmowe z najnowszymi produkcjami Disneya oraz podobizny Myszki Minnie, w którą koncern tchnął właśnie drugie życie.

— Jest plan rewitalizacji tej postaci. Powstaje nawet linia ubrań sygnowana wizerunkiem Minnie, kierowana także do dorosłych kobiet — mówi Katarzyna Westermark. Czy nie tęskni za czasami, kiedy kilkunastoosobowa załoga Disneya mieściła się w willi na Ochocie? Może trochę, bo właścicielka willi przynosiła pyszne ciasta. Teraz ciast nie ma, ale jest za to wyszczotkowany potwór Sulley. A więc wciąż nie ma mowy o korporacyjnym kołnierzu. &

Możesz zainteresować się również: