Międzylądowanie przed ciężkim szczytem G20

opublikowano: 11-06-2017, 22:00

To będzie już czternasta bytność urzędującego prezydenta USA w Polsce, od 45 lat zawitali wszyscy poza Ronaldem Reaganem (przyjechał jako już były).

Zgodnie z filozofią „America First” prezydent Donald Trump najchętniej nie opuszczałby terytorium USA, a dokładniej — kapiącego złotem apartamentu w Trump Tower przy Piątej Alei. Niestety dla niego, urząd „prezydenta świata” wymaga nie tylko przyjmowania kłopotliwych gości w Białym Domu, lecz także wyjazdów na zaplanowane z wielomiesięcznym wyprzedzeniem szczyty NATO oraz takich bytów jak G7 czy G20.

W 2011 r. Barack Obama przemówił pod żyrandolem Pałacu Prezydenckiego do osiemnastu głów państw z regionu. 6 lipca do bardzo podobnego audytorium przemówi Donald Trump.
Piotr Molęcki/Forum

Notabene, okoliczność, że obie różniące się wyłącznie liczbą udziałowców grupy funkcjonują odrębnie, wywołuje zasadnąirytację Donalda Trumpa. Przewodzące rotacyjnie G7 Włochy niedawno ściągnęły go na Sycylię, a teraz na G20 wzywają go 7-8 lipca Niemcy. Taormina skończyła się klimatyczną oraz handlową kłótnią, która kontynuowana będzie w Hamburgu. Prezydenta USA ma zamiar „przeczołgać”, z jednej strony, gospodyni Angela Merkel, z drugiej Władimir Putin, z trzeciej — chiński przewodniczący Xi Jinping...

Podróże lokatora Białego Domu za oceany są gigantycznymi przedsięwzięciami pod względem logistyki i bezpieczeństwa. Air Force One zawsze oblatuje kilka bliskich sobie punktów, a terminy wizyt są zgrywane. I właśnie takim eventem będzie wpadnięcie Donalda Trumpa 6 lipca do Warszawy. To już czternasta bytność urzędującego prezydenta USA w Polsce, od 45 lat zawitali wszyscy poza Ronaldem Reaganem (przyjechał już jako były).

Od inauguracyjnej wizyty Richarda Nixona w 1972 r. zawsze było/jest to międzylądowanie przy okazji jakiegoś grubszego politycznie punktu podróży. Przy czym w epoce PRL amerykańscy goście zaszczycali nas na szlaku do/z Moskwy, a po przemianach ustrojowych zmienił się im jedynie punkt główny — są to partnerzy/instytucje zachodnie lub globalne.

Wycelowanie w kalendarzową lukę między obchodami amerykańskiego Dnia Niepodległości a G20 to sprytny chwyt prezydenta Andrzeja Dudy. Od dawna właśnie na 6 lipca spraszani byli prezydenci z regionu na szczyt tzw. Trójmorza, z tym że do Wrocławia. Na życzenie Donalda Trumpa całą chwałę, ale też totalny paraliż miasta ma teraz przejąć Warszawa. Wizyta będzie kopią pierwszego pobytu Baracka Obamy z 2011 r., który również miał dwie protokolarne części — najpierw rozmowy dwustronne z Bronisławem Komorowskim, a później w Pałacu Prezydenckim okrągły stół z osiemnastką prezydentów Europy Środkowej i Wschodniej.

Takie hurtowe spotkania to nowa świecka tradycja, forsowana przez prezydentów USA oraz Chin. Daje globalnym potentatom ogromną oszczędność czasu, jednym przemówieniem załatwiają cały region i zarazem silnie akcentują, kto jest słońcem, a kto krążącymi planetami. W kontaktach dwustronnych protokół dyplomatyczny wymusza równość podmiotów. Donald Trump niedawno w Rijadzie hurtowo instruował świat arabski, a w Warszawie zrobi to samo wobec Europy Środkowej i Wschodniej. Ma przy tym gwarancję, że 6 lipca słuchacze będą klaszczący i potulni, co go podbuduje psychicznie przed zupełnie inną atmosferą szczytu 7 lipca. To najważniejszy powód, dla którego po długich wahaniach zgodził się na międzylądowanie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane