Miej odwagę się wyróżnić

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 25-04-2019, 22:00

Taiwo Adebesin pochodzi z Nigerii, mieszka w Warszawie i ma misję: wprowadzić kolor na ulice polskich miast.

Wszystko zaczęło się dawno temu w Lagos, największym mieście i dawnej stolicy Nigerii. Mama Taiwo Adebesina była projektantką i krawcową, a on — jedynym synem. Żadna z jego pięciu sióstr nie była zainteresowana nauką szycia. On zresztą też nie. Ale jako jedno z najmłodszych dzieci spędzał z mamą dużo czasu. Siedział w jej atelier, widział, jak kroi, szyje, haftuje i chcąc nie chcąc chłonął wiedzę. Zaczął szyć ubrania dla siebie, znajomych. Przerabiał stare, farbując je metodą tie- -dye. Zaczął razem z mamą prowadzić atelier. Był z nią bardzo związany. Niestety zmarła. Taiwo Adebesin studiował na drugim roku ekonomii w Lagos, gdy kuzynka mieszkająca w Warszawie zapytała go: „Hej, może przyjechałbyś do Polski?”. „Czemu nie” — pomyślał. Kuzynka dobrze mówiła o kraju nad Wisłą, studia w nim były tanie. Mamy zabrakło, siostry wyprowadziły się do mężów. Nic go w Nigerii nie trzymało. Wylądował na Okęciu w lutym 2007 r. Było potwornie zimno. — Nie miałem ciepłych ubrań. Trząsłem się.

Taiwo Adebesin pochodzi z Nigerii, mieszka w Warszawie i ma misję: wprowadzić kolor na ulice polskich miast
Wyświetl galerię [1/6]

Taiwo Adebesin pochodzi z Nigerii, mieszka w Warszawie i ma misję: wprowadzić kolor na ulice polskich miast FOT. MAREK WIŚNIEWSKI, MATERIAŁY PRASOWE

Nie mogłem uwierzyć, widząc parę lecącą mi z ust podczas mówienia — wspomina Nigeryjczyk. Zaskoczyła go też ciemność zapadająca o czwartej po południu.

— Polska była pierwszym obcym krajem, do którego wyjechałem. Tu po raz pierwszy widziałem śnieg i założyłem skarpetki. Początkowo spałem zresztą ubrany od stóp do głów — opowiada Taiwo Adebesin.

Zimno, ciemno, niegościnnie

Na dodatek okazało się, że jako student miał prawo pracować tylko podczas wakacji. A musiał zarobić na studia podjęte na Akademii Leona Koźmińskiego.

— Planowałem pojechać do pracy w USA, ale nie dostałem wizy. Na szczęście dostałem latem posadę w KFC — mówi projektant.

Później kilkakrotnie wyjeżdżał za granicę pracować w czasie wakacji: w Szkocji, USA. Na zmywaku, przy robieniu kanapek, na statkach wycieczkowych. Z drobną pomocą sióstr dawał radę opłacić studia i jakoś się utrzymać. Początkowo mieszkał u kuzynki, potem w akademiku.

— Było nas w pokoju pięciu. Nie mówiłem po polsku, mało kto mówił po angielsku. Jak zaczepiałem kogoś na ulicy, to uciekał w popłochu — wspomina Taiwo Adebesin. Mimo to zaprzyjaźnił się z wieloma osobami, głównie Polakami.

— Byli mną autentycznie zainteresowani, wymienialiśmy się jedzeniem, czasami ktoś zapraszał mnie do domu, na święta, imprezę… Fajny czas — twierdzi Nigeryjczyk.

Choć zdarzały się też nieprzyjemne sytuacje, np. gdy szukał pokoju do wynajęcia.

— Dzwoniłem, pytałem moim łamanym polskim, czy ogłoszenie jest aktualne. Wtedy zadawano mi pytanie, skąd jestem. Odpowiadałem, że z Nigerii i słyszałem, że nieaktualne — opowiada Taiwo Adebesin.

Pomyślał, że może właściciele mieszkań mieli jakieś problemy z Nigeryjczykami. Zaczął mówić, że jest z Afryki. Nie pomagało. Wielu właścicieli nie zgadzało się też go zameldować.

— Poza tym nic złego przez te 12 lat mi się nie przydarzyło, ale kilkorgu moim znajomym— owszem: zaczepki, pobicia. Większość Polaków jest jednak w porządku — uważa Nigeryjczyk.

Taiwo Adebesin w 2010 r. zrobił licencjat z marketingu i zarządzania na Koźmińskim, a trzy lata później magisterkę z rozwoju ekonomicznego na Uniwersytecie Warszawskim. Od tego czasu pracował w firmie internetowej, banku, w consultingu, w dziale sprzedaży, rachunkowości, marketingu. Dzięki temu zebrał wiedzę i doświadczenia z różnych dziedzin biznesu.

Na szarugę kolor

— W zasadzie od samego początku myślałem o rozkręceniu marki ubraniowej. Chciałem wnieść do Polski trochę koloru. Bo wszystko tu takie czarne i szare — ubrania często też.

U nas im bardziej kolorowo się ubierasz, tym lepiej. Jesteśmy trochę jak pawie — śmieje się Taiwo Adebesin.

Dodaje, że Afrykanie noszą wszystko, co im się podoba, niezależnie od koloru oczu czy skóry.

— Dopiero w Polsce nauczyłem się, że jedne kolory pasują do jasnych włosów, a inne — do ciemnych czy rudych. I że są kolory, których mężczyźni tu nie noszą. Na przykład różowego, który ja lubię i chętnie wkładam. Zauważyłem też, że gdy ludzie widzą moje ubrania, oceniają je jako afrykańskie wyłącznie po wzorach. Chciałem pokazać, że afrykański styl to też łączenie kolorów, kształty ubrań, dodatki — twierdzi projektant.

Przez pierwsze lata zajęty był jednak studiami, pracą, nie miał czasu ani pieniędzy. Dopiero w 2013 r. udało mu się odłożyć trochę gotówki. Sprowadził z Nigerii materiały, kupił maszynę, uszył pierwsze spódnice. Pojechał z nimi na targi mody. Spodobały się. Zaczął więc regularnie szyć i wystawiać się z ubraniami na targach i podczas rozmaitych festiwali. Był wszędzie tam, gdzie przychodzili ludzie otwarci na inne kultury. Gorzej szło z kwestiami administracyjnymi, rejestrowaniem działalności. Potrzebował często tłumacza, czasami notariusza. Podnosiło to koszty prowadzenia działalności. W sumie zainwestował ponad 30 tys. złotych. W 2017 r. sam zaprojektował i uruchomił stronę internetową ze sklepem, założył konta w mediach społecznościowych, jednocześnie pracując na cały etat. Tak jest do dziś. W ciągu dnia pracuje w firmie zajmującej się nieruchomościami, wieczorami i w weekendy rozwija swoją markę Taye. Czasami bierze wolne w pracy, by pojechać na targi. Od maja jest na nich niemal co weekend.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Na miarę i przez internet

Materiały kupuje u kilku nigeryjskich dostawców. Przysyłają mu zdjęcia, wybiera bawełny najlepszej jakości, farbowane tradycyjnymi metodami. Producenci, hurtownicy wysyłają je do siostry projektanta, która pakuje wszystko razem i przysyła do Polski. Część ubrań marki Taye szyta jest na miarę, część to całoroczna kolekcja w różnych rozmiarach. Jeśli odzież ma być uszyta na zamówienie, Taiwo Adebesin spotyka się z klientką czy klientem, by dokładnie ustalić, jak ubranie ma wyglądać. Odbywa się to w jego mieszkaniu, gdzie ma małą pracownię, w domu zamawiającej osoby albo w jednej ze szwalni, z którymi współpracuje. On projektuje ubranie, krawcowa szyje.

— W Nigerii krawcami często są mężczyźni. W Polsce to rzadkość. Dlatego część męskiej kolekcji kupuję bezpośrednio u nigeryjskich krawców, którzy znają gust afrykańskich mężczyzn i umieją uszyć odpowiednie modele — wyjaśnia Taiwo Adebesin.

Ponad połowa jego klientek to jednak Polki, poza tym głównie Francuzki, Niemki, Brytyjki. Afrykanki rzadziej u niego kupują. Na razie zdecydowanie częściej panie niż panowie.

— Co ciekawe, bardzo wiele Polek i Polaków ma afrykańskie tkaniny. Przywożą je z podróży, przychodzą z nimi na targi, opowiadają, gdzie kupili, pytają, co można z nich zrobić, czy mógłbym uszyć — mówi Nigeryjczyk.

W stałej kolekcji Taye są spódnice, spodnie, szorty, sukienki, żakiety.

— Na razie mam najwięcej spódnic, bo wszyscy je znają, lubią, można je łatwo komponować z innymi częściami garderoby — wyjaśnia Nigeryjczyk.

Ubrania Taye z dość grubej, oddychającej bawełny można nosić cały rok, tyle że zimą z ciepłymi dodatkami.

— W przyszłości planuję pracować nad sezonowymi kolekcjami. Chcę też wprowadzać kolejne akcesoria w afrykańskie wzory, bo Polacy już się trochę przyzwyczaili do kolorów — mówi Taiwo Adebesin.

Na razie ma w ofercie plecaki i poszetki. Na stronie tayelolu.com można nie tylko zamówić produkty, ale też poczytać o pochodzeniu i znaczeniu afrykańskich wzorów, zobaczyć, jak motać chusty na głowie, jak dbać o ubrania z afrykańskich tkanin. Nadają się do prania w pralkach, ale dłużej zachowują kolory, gdy prane są ręcznie przy użyciu tradycyjnego mydła.

Do odważnych świat należy

Nazwa marki wzięła się od imienia jej właściciela. Taye to zdrobnienie od Taiwo.

— Tak wołała na mnie mama, tak mówią do mnie siostry, tata i inni bliscy — wyjaśnia Nigeryjczyk.

W tradycji grupy etnicznej Joruba, z której pochodzi, jeśli rodzą się bliźniaki, starszy z nich dostaje na imię Taiwo. Oznacza tego, który przyszedł na świat jako pierwszy. Tak właśnie było z nim. Na stronie internetowej i w mediach społecznościowych kolekcje Taye prezentują kobiety w różnym wieku, narodowości, w różnych rozmiarach.

— Bo moje ubrania są dla wszystkich — deklaruje Taiwo Adebesin.

Początkowo kierował jednak swój produkt do kobiet w wieku mniej więcej 25-35 lat. Gdy zaczął bywać na targach, okazało się, że kupują u niego i bardzo młode dziewczyny, i ich mamy, a nawet babcie.

— Uznałem, że nie ma co się ograniczać pod względem wieku ani tym bardziej koloru skóry klientek. Moje ubrania są przede wszystkim dla osób, które lubią życie i nie boją się pokazać — twierdzi Nigeryjczyk.

Stało się to zresztą sloganem reklamowym marki: Be proud, stand out! Miej odwagę się wyróżnić!

— Chciałem też walczyć z obowiązującym przekonaniem, że dla lepszego efektu modelkami muszą być chude i młode kobiety. Uważam, że widok osób w różnym wieku i rozmiarze noszących tak kolorowe, pełne wzorów ubrania zachęci potencjalne klientki, by po nie sięgnęły — wyjaśnia swoją politykę przedsiębiorca.

On sam dzielnie stawia czoła zimnu, biurokracji i językowi, do którego wciąż się nie przyzwyczaił.

— Cały czas uczę się polskiego, ale współpracuję zawsze z osobami, które choć trochę znają angielski, byśmy mogli się dogadać, gdy mój polski zawiedzie — śmieje się Nigeryjczyk.

Ma plan rozkręcić Taye na dobre i zająć się swoją marką na pełen etat. Prowadzi właśnie rozmowy w sprawie nawiązania współpracy z kilkoma sklepami, marzy o własnym. A najlepiej kilku.

— Chciałbym, żeby cała polska ulica chodziła w moich ubraniach — deklaruje Taiwo Adebesin.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu