Na ostatnim posiedzeniu przed miesięczną przerwą wakacyjną Sejm pracuje teoretycznie normalnie, czyszcząc zaległości i finalizując rozmaite projekty ustaw. Czwartek zdominowany jest tradycyjnym bardzo ważnym podsumowaniem i politycznym rozliczeniem gospodarki finansowej państwa w poprzednim roku. Sejm rozpatruje nie tylko wykonanie w 2025 r. ustawy budżetowej przez rząd, lecz również założeń polityki pieniężnej przez bank centralny. Wynik ostrej politycznej konfrontacji słownej i tak jest oczywisty – większościowe tzw. konsorcjum 15 października chwalebnie udzieli absolutorium Radzie Ministrów, zaś ostro skrytykuje Narodowy Bank Polski, który jednak żadnej procedurze absolutoryjnej organu ustawodawczego z konstytucyjnej definicji nie podlega. Budżetowe nieprawidłowości zostaną w piątkowej uchwale Sejmu wypunktowane w czterech instytucjach, które pozostają we władaniu nominatów Prawa i Sprawiedliwości – czyli w Trybunale Konstytucyjnym, Instytucie Pamięci Narodowej, Krajowej Radzie Sądownictwa (naturalnie dotyczy to składu jeszcze ubiegłorocznego) oraz po raz pierwszy w Akademii Kopernikańskiej.
Całe ważne dla państwa meritum ustępuje jednak wewnętrznym rozgrywkom klasy politycznej w Sejmie. Proces wyrzucania z PiS przez najwyższego prezesa Jarosława Kaczyńskiego mniejszościowej grupy posłów pod wodzą wiceprezesa Mateusza Morawieckiego to już nie jest nawet serial turecki, lecz zdecydowanie bardziej rozwleczona telenowela latynoska. Partyjne politbiuro we wtorek kunktatorsko odłożyło zaskakująco w czasie zapowiadane przez cały weekend postawienie kropki nad i, sztucznie przedłużając sprawę rozwodową przekazaniem losu partyjnych dysydentów w ręce tzw. rzecznika dyscyplinarnego PiS. Obecnie jest nim były europoseł Karol Karski, który w Parlamencie Europejskim (PE) był nawet nieźle ocenianym kwestorem (to ważny urząd w prezydium), ale do politycznych dziejów Polski i Unii Europejskiej na zawsze przeszedł rozbiciem w 2008 r. wózków golfowych w hotelu na Cyprze podczas służbowej delegacji z PE, będąc – przynajmniej według zeznań świadków na procesie o zwrot kosztów – w stanie wskazującym. Notabene rzecznik dyscyplinarny bardzo bronił się przed przyjęciem rozpalonego kartofla, jako że wewnętrznie pogmatwany statut PiS w art. 41 umożliwia przecież wykluczenie członka „w przypadku rażącego naruszenia zasad statutowych i obowiązków członka PiS, uniemożliwiającego lub zagrażającego realizacji celów programowych lub linii politycznej partii” bezpośrednio przez politbiuro, bez zasłaniania się pośrednictwem rzecznika.
Mateusz Morawiecki, tytułowany przez PiS-owskiego maślarza Tobiasza Bocheńskiego „zdradzeuszem”, postanowił jednak przerwać telenowelę. Rzecznik dyscyplinarny PiS z nikim z harcerzy się już nie spotka, albowiem zgodnie z logiką scenariusza tej partyjnej komedii w środę zarejestrowany został u marszałka Sejmu nowy klub poselski pod naturalną nazwą Rozwój Plus. Dokładna lista jego członków pojawi się na stronie Sejmu w czwartek, zatem w piątkowym obszernym bloku głosowań obie grupy zostaną uwzględnione już oddzielnie. Analiza wyników tych głosowań potwierdzi zdumiewającą zewnętrznych obserwatorów prawidłowość – otóż oba kluby w żadnej istotnej kwestii nie będą się różniły. Bolszewicy PiS trzymający się Jarosława Kaczyńskiego oraz mienszewicy Mateusza Morawieckiego całkowicie zgodnym, ba, wręcz jednym głosem uderzą w Donalda Tuska, na przykład za pogłębianą przez jego rząd z każdym tygodniem zapaść finansów publicznych i wymykającą się spod kontroli spiralę zadłużania się państwa.
Marszałek Włodzimierz Czarzasty podjął dosyć rozsądną decyzję proceduralną. Otóż jakiekolwiek ruchy wewnątrz Sejmu, związane z wydzieleniem się nowego klubu, podejmowane będą dopiero podczas sierpniowych wakacji. Stowarzyszeniu Rozwój Plus niezwykle zależało na sfinalizowaniu formalności rejestracyjnych do 31 lipca, aby przejąć już sierpniowe pieniądze przysługujące każdemu klubowi na skupionych w nim posłów. Poza tym PiS już nie będzie miało podstawy do ściągania sierpniowych partyjnych składek od byłych posłów. Podczas piątkowego pikniku programowego nowego klubu Rozwój Plus będą oni już radośnie oddychali wolnością, przynajmniej od więzów Jarosława Kaczyńskiego i namaszczonego przez niego Przemysława Czarnka. Jak długo im tej wolności wystarczy i w ogóle co pożytecznego z niepojętego rozłamu Prawa i Sprawiedliwości na bolszewików i mienszewików będzie miała Polska – to pytania na razie retoryczne.

