Mija bardzo dobry rok dla sektora bankowego

Paweł Zielewski
opublikowano: 1999-12-28 00:00

Mija bardzo dobry rok dla sektora bankowego

NOWA OFERTA: Rok działania nowoczesnych banków detalicznych pokazał, że jest jeszcze nisza rynkowa dla małych instytucji, odbierających klientów dużym bankom.

To był ciężki rok. Ciężki, ale ciekawy. Jeszcze nigdy polski system bankowy nie przeżywał takiej serii wstrząsów, szoków, nerwów, ale też i euforii. 1999 to był dobry rok. Od pierwszego dnia zapowiadał się nieźle. Środowisko czekało na wielkie sprzedaże: Pekao SA, BPH, Banku Zachodniego.

W EFEKCIE Pekao SA przypadło w udziale włoskiemu UniCredito Italiano, BPH otrzymali Niemcy z Bayerische Hypo -und Vereinsbank, Bank Zachodni dostali Irlandczycy z AIB, Komunalny — Skandynawowie z Merity. Wielkim przegranym kończącego się roku jest Deutsche Bank — instytucja, która od kilku lat bez powodzenia próbowała uzyskać status inwestora strategicznego w którymś z polskich banków. Najpoważniejszą próbą, której DB poddał się w 1999 r. sam, było przejęcie BIG Banku Gdańskiego. Bitwa — bo tak trzeba to, co się działo wokół BIG BG, określić — przypominała obronę Częstochowy. Bogusław Kott, prezes polskiej instytucji, wykorzystał wszelkie możliwe tricki, by uniemożliwić Niemcom przejęcie banku. Udało się. DB spróbował przekonać tzw. czynniki do siebie i swoich dobrych intencji, proponując „transakcję wiązaną” — uratowanie krakowskiego Banku Współpracy Regionalnej w zamian za BIG BG. Ostatecznie Niemcy zostali bez BIG BG, mają za to krakowski bank, o którym analitycy mówili: zaorać i zacząć budować od podstaw. Nadal nie wiadomo, co z tym fantem począć.

REWOLUCJA na rynku rozpoczęła się jednak w drugiej połowie roku. Kiedy gruchnęła wieść o zamiarze połączenia BRE Banku z Bankiem Handlowym, nikt nie spodziewał się, jak poważne będą tego konsekwencje. Nikt też tak do końca nie zdawał sobie sprawy, jak ważne jest to wydarzenie. Jeśli nie najważniejsze w najnowszej historii gospodarczej Polski.

TYMCZASEM próba stworzenia najsilniejszego banku korporacyjnego, mającego dodatkowo ambicje budowy bankowości inwestycyjnej z prawdziwego zdarzenia, napotkała opór. Twardy i polityczny. Blokowanie pomysłu przez długi czas nie było poparte argumentami ekonomicznymi. Dochodziły za to do głosu demony — wzajemne animozje, żal byłych pracowników do byłych pracodawców, chęć zemsty czy oskarżenia ocierające się o absurd. Wszystko to, jak w pigułce, było widać na walnym Handlowego 9 grudnia. Ów festiwal nienawiści i niekonsekwencji będzie jeszcze trwał. Długo. Może nawet przez większość nadchodzącego roku 2000. I nie chodzi tu już o samą fuzję czy parytet wymiany — gra toczy się o status Skarbu Państwa w spółkach, w których ten posiada większościowe pakiety akcji.

TO WAŻNE. Choćby dlatego, że w 2000 roku rozpocznie się prywatyzacja PKO BP — giganta, który potrzebuje silnej ręki, zdecydowanego zarządu, reform przypominających trzęsienie ziemi. Andrzej Topiński, dotychczasowy prezes PKO BP, odejdzie. Musi odejść, bo taka jest — znów! — wola polityków. Mimo protestów popleczników prezesa, tworzenia przychylnej mu atmosfery, bankowi zmiana wyjdzie na dobre. Pod jednym warunkiem — na stanowisko przyjdzie ktoś, o kim środowisko powie „wyjątkowy specjalista”. PKO BP nie zasługuje na traktowanie go po macoszemu albo jako narzędzie polityków.

ROK DZIAŁANIA nowoczesnych banków detalicznych — Handlobanku, Millennium — pokazał, że jest jeszcze miejsce dla wielu małych instytucji, odbierających klientów dużym bankom. Do tego grona dołączył Lukas Bank, coraz śmielej poczyna sobie Invest Bank. Cokolwiek by o nich mówić — oba szukają swojego miejsca i swoich klientów. Znajdują.

TERAZ nadchodzi czas banków drugiej i trzeciej ligi. Małe instytucje czeka rok konsolidacji. Lokalne nadzieje związane z reformą administracji państwowej spełzły na niczym. Niewielkie banki nie przejęły rynków, z którymi były kojarzone. Przynajmniej nie w takim zakresie, o jakim myślały. Same nie mają szans. Muszą się łączyć. Zwłaszcza że Grupa G-12 skupiająca małe instytucje finansowe jest od roku tworem martwym. Pierwsze oznaki ożywienia już były — połknięcie Banku Energetyki przez BISE, zwane szumnie przyjaznym łączeniem. Kto następny — dzisiaj można jedynie spekulować.