Mikroinstalacje OZE mają z czego czerpać

Ustawa o OZE wraz z programem Prosument mogą tchnąć ducha w sektor mikroinstalacji, ale mogło być lepiej.

To krok do przodu dla branży odnawialnych źródeł energii (OZE). Rząd przyjął wczoraj w końcu ustawę o OZE, czyli dokument, nad którym prace trwały od 2011 r. To krok do przodu również dla sektora mikroinstalacji OZE, czyli małych instalacji, o mocy do 40 kW, produkujących głównie na własne potrzeby. I to mimo że zapisy o mikroinstalacjach są krytykowane.

Zielony prąd na fali

— Ustawa powinna zapewnić mikroinstalacjom takie wsparcie, aby ich rozwój mógł mieć charakter masowy, a takiego mieć nie będzie — uważa Grzegorz Wiśniewski, szef Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO). Z jednej strony ustawa ułatwi życie właścicielom mikroinstalacji, bo nie będą musieli mieć koncesji na handel energią, nie będą też musieli prowadzić działalności gospodarczej. Z drugiej strony przeszkodą w ich rozwoju może okazać się cena, po której ich właściciele będą mogli sprzedać energię do systemu — będzie to tylko 80 proc. ceny rynkowej.

Poza tym wspierane jest wyłącznie wytwarzanie „zielonego” prądu, a ciepła — już nie. Według symulacji finansowej, przygotowanej w zeszłym roku przez IEO, zainstalowaniepanelu fotowoltaicznego o mocy 10 kW za około 100 tys. zł w typowym domku jednorodzinnym w Warszawie zwróci się za… 27 lat.

Ratunkiem dla rynku mikroinstalacji może być uruchamiany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) program Prosument z budżetem 600 mln zł. Zakłada on wspieranie mikroinstalacji produkujących energię elektryczną (dotacja na 40 proc. inwestycji), a dodatkiem do tego może być instalacja produkująca ciepło (20 proc.). Pozostałą kwotę fundusz zamierza oferować w formie 15-letniej pożyczki na 1 proc.

— To źle, że zarówno wsparcie rządowe, jak też NFOŚiGW popłynie w stronę mikrowytwórców prądu, a „zielonego” ciepła, tańszego od prądu, już nie. Kumulacja wsparcia sprawi, że pieniądze zasilą droższe projekty — uważa Grzegorz Wiśniewski.

Małgorzata Skucha, prezes NFOŚiGW, jest jednak dobrej myśli. — Sądzę, że wiele wniosków będzie dotyczyło fotowoltaiki, głównie ze względu na malejące koszty tej technologii. Liczę też na zainteresowanie mikrobiogazowniami, które nie tylko zaopatrzą gospodarstwo w prąd, ale rozwiążą też problem odpadów — mówi Małgorzata Skucha.

Branża przebiera nogami

Cieszą się natomiast producenci mikroinstalacji, przede wszystkim z sektora fotowoltaiki i wiatru.

— Program Prosument na pewno zaowocuje zwiększonym popytem na panele fotowoltaiczne. Zresztą już obecnie wiele firm ma umówionych klientów, którzy tylko czekają na uruchomienie programu. Szkoda tylko, że nie objęto nim przedsiębiorców — mówi Adam Pęziak z czeskiej firmy IBC Solar.

— W tej chwili interesy stoją, a sytuację jeszcze pogarszają przepisy antydumpingowe nałożone na import z Chin. Czekamy więc na konkrety wynikające z ustawy o OZE, a Prosument może tylko pomóc — mówi Artur Łukaszewicz z RA Solar Systems z Wrocławia.

Wiele sobie obiecuje także Polbud, który kilka miesięcy temu uruchomił w Bielsku Podlaskim fabrykę małych turbin wiatrowych.

— Nasze turbiny wiatrowe idealnie się w niego wpisują, zarówno ze względu na moc: 1, 5 lub 10 kW, jak również ze względu na wymagania cenowe i jakościowe. Już widzimy zainteresowanie potencjalnych klientów — mówi Marek Grabowski z Polbud Eko Energia. O wsparcie z NFOŚiGW można się ubiegać za pośrednictwem banków, gmin oraz, jeśli uda się to dopiąć, wojewódzkich funduszu ochrony środowiska. Banki już się na to szykują.

— Inwestorzy sami dopytują o tego rodzaju wsparcie dla inwestycji, bo dobrze wspominają program kolektorowy. W przypadku Prosumenta chodzi ponadto o większe kwoty, czyli o inwestycje od kilkudziesięciu do nawet 300 tys. zł [w przypadku mikrobiogazowni — red.], podczas gdy przy budowie kolektorów było to zazwyczaj kilkanaście tysięcy. Oznacza to, że grono zainteresowanych programem może być bardzo szerokie — twierdzi Anna Żyła, główny ekolog BOŚ.

Wytwórcy mają wybór

To, co rząd przyjął, to wersja ustawy o OZE o numerze 6.3. Daje to obraz liczby zmian, również fundamentalnych, które ten projekt przeszedł od 2011 r. Przed nim jeszcze cała droga parlamentarna. Fundamentem obecnego dokumentu jest system wsparcia oparty na aukcjach. Źródła OZE będą rywalizować o wsparcie kosztem wytwarzania energii, a w zamian dostaną gwarancję wsparcia przez 15 lat. Dotychczasowi wytwórcy będą jednak mogli wybrać, czy wolą nowy system czy stary, oparty na zielonych certyfikatach. Koszt proponowanej ustawy to około 4 mld zł rocznie. Konsumenci będą więc musieli dopłacić 2,27 zł za każdą zużytą MWh.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu