Mikroskopijne, inteligentne, idiotoodporne...

Karol Jedliński
07-11-2008, 00:00

O sukcesie pianki do uszczelniania decydują setne części milimetrów. Tak wygląda chemia w praktyce.

Nauka W branży chemicznej wymyśla się rzeczy wielkie, choć w skali nano

O sukcesie pianki do uszczelniania decydują setne części milimetrów. Tak wygląda chemia w praktyce.

Gdyby wycofać całą żywność ulepszaną chemicznie, to sieć sklepów Wal Mart i cały naród amerykański stanęłyby w obliczu katastrofy. Firma z powodu braku towaru, nacja za sprawą głodu. Jeden z ulubionych przez Amerykanów serków w tubce ma przecież składniki tożsame ze spotykanymi w paliwie lotniczym czy obudowach lodówek.

Genialni chemicy nie używają jednak swojego potencjału jedynie do tworzenia składników opisywanych zwykle jako "identyczne z naturalnym" czy do ochrony pól pszenicy przed chorobami i szkodnikami. Ci od leków opracowali na przykład pochodną popularnej viagry ułatwiającą rehabilitację mięśni. Inni z kolei zauważyli, że samochód wyposażony w specjalną instalację termoelektryczną jest w stanie uzyskać 40 proc. więcej energii z litra benzyny. Jak dotychczas 75 proc. energii z baku wylatuje po prostu przez rurę wydechową. Słowa-klucze w branży to: nanotechnologia i biotechnologia.

— Ważny w ostatnich latach jest też trend proekologiczny. Środowisko naturalne stało się jednym z głównych odniesień postępu w dziedzinie chemii na Zachodzie. W krajach takich jak Polska dla konsumenta wciąż najważniejszy jest praktyczny aspekt produktu — uważa Mariusz Garecki, szef działu technicznego firmy Henkel Polska.

Dlatego informacja o szkodliwości atrazyny, powszechnie stosowanej do zwalczania chwastów w uprawie kukurydzy, a niszczącej układ odpornościowy żab, nie jest traktowana jedynie jako ciekawostka.

— Trzeba znaleźć alternatywę — orzekli chemicy i zabrali się do roboty.

Czekamy na efekty.

Niemiecki klej w Łodzi

Dodatek do polimerów powodujący, że naprawiają się same w razie uszkodzeń, to już wcale nie matriksowe dywagacje. Zapytajcie w dowództwie sił powietrznych USA, tam już testują tego typu technologię. Jeśli się sprawdzi, to zapewne podobnie jak teflon zejdzie na ziemię i posłuży choćby do produkcji samochodów. To rezultat wieloletnich badań.

— Bywają projekty, takie jak te dotyczące odporności na korozję w trudnych warunkach, w przypadku których receptury dopracowuje się nawet przez półtora roku — podkreśla Mariusz Garecki.

Warto, bo na co dzień firmy z branży chemicznej zarabiają na wynalazkach nawet sprzed kilkudziesięciu lat. Dobra receptura i patent, niczym pomysł na dżinsy, jest długowieczny. Zawsze można ją też udoskonalić.

— Słuchajcie, pan musi coś poważnego napisać, bo jak się okaże, że jesteśmy tacy kretyni, to będziemy mieli nie 130 konkurentów, tylko 600. Każdy dojdzie do wniosku, że wystarczy być średnio inteligentnym debilem, by zrobić klej! — apelował niegdyś w rozmowie z "PB" jeden z właścicieli i założycieli Atlasu, producenta chemii budowlanej.

Na początku lat 90. trójka łódzkich inżynierów — architekt, budowlaniec i elektryk — zainteresowała się rozsypanym na budowie workiem kleju do glazury. Niemieckim, znakomitym w porównaniu ze zwykłą, a stosowaną wówczas powszechnie, zaprawą. Po trzech miesiącach udało im się odwzorować jego recepturę. I tak zaczęła się potęga Atlasu. Ale przed nimi niejedna tęga głowa siedziała nad tym, by ktoś mógł po latach zostawić w Łodzi rozpruty worek kleju.

— Nadboran i krzemian — tak od ponad stu lat każdy kolejny prezes Henkla odpowiada, pytany o klucz do sukcesu tego światowego potentata.

Wymienia tym samym podstawowe składniki proszku do prania Persil, który zadebiutował na rynku w 1907 r. To było odkrycie, szczególnie dla gospodyń domowych. Czy dziś możliwe są podobne? Tak, może nie aż tak spektakularne, ale za to znacznie bardziej skomplikowane, bo "nano".

— Wraz z rozwojem nanotechnologii pragniemy dalej umacniać naszą pozycję i korzystać z tej technologii wszędzie tam, gdzie oferuje ona przewagę nad tradycyjnymi produktami i procesami — podkreśla prof. dr Franz Brandstetter, kierownik badań nad polimerami w BASF.

Bambus w cemencie

Kiedyś np. lekkie wypełniacze robino z surowców pochodzenia naturalnego, choćby wulkanicznego. Obecnie świetnie sprawdzają się, zbadane metodą szkiełka i oka, te z dodatkiem granulatu styropianowego czy z pozostałościami po wszędzie dostępnych butelkach PET. Taniej i ekologiczniej a zarazem bardziej… "idiotoodpornie". Tak nieoficjalnie w branży mówi się o tych, którzy niezbyt przejmują się np. w jakich warunkach należy robić zaprawy cementowe.

— Dzięki dodatkowi z przetworzonych włókien bambusa można stosować zaprawy w niesprzyjających warunkach lub na silnie nasiąkliwych podłożach — tłumaczy Mariusz Garecki.

Kolejne niby małe rewolucje: spoiny do płytek ceramicznych już nie lubią się z pleśnią. Teraz spece pracują nad tym, by były także bardziej odporne na zabrudzenia. Tu przydaje się opracowywanie struktur specyfików na poziomie nanocząsteczek. Na razie oznacza to nawet trzykrotnie wyższe koszty produkcji. Ale za jakiś czas ta technologia stanie się powszechna. Dziś przecież mało kogo obchodzi, że nasi przodkowie farby robili z ochry, jaj i zwierzęcej krwi.

Małe wielkie rzeczy

Nanotechnologia to zestaw technik i sposobów tworzenia rozmaitych struktur o rozmiarach nanometrycznych (od 0,1 do 100 nanometrów), czyli na poziomie pojedynczych atomów i cząsteczek. Efektowny przykład: w zeszłym roku nanotechnolodzy umieścili cały hebrajski tekst Starego Testamentu na zaledwie 0,5 milimetra kwadratowego na pokrytej złotem krzemowej płytce. Tekst wyryto, kierując na płytkę skupiony strumień jonów galu. W praktyce? Tworzywa i włókna sztuczne o niespotykanych wcześniej właściwościach mechanicznych.

Nobel za meduzę

Części branży chemicznej, nie związanej z medycyną, najpewniej bardziej w pamięci utkwił chemiczny Nobel z 2000 r. przyznany Alanowi G. McDiarmidowi za badania nad polimerami przewodzącymi prąd. Tegoroczną nagrodę Nobla w dziedzinie chemii dostał zespół badaczy: Osamu Shimomura, Martin Chalfie i Roger Y. Tsien, za odkrycie i rozwój zielonych białek fluorescencyjnych. Te występują jedynie u meduzy Aequorea victoria. Naukowcom zielone białka służą za to jako łatki, przypinane do komórek, dzięki czemu mogą śledzić ich przemieszczanie się.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Chemia / Mikroskopijne, inteligentne, idiotoodporne...