Bank zaskoczył rynek wynikami, kurs skoczył do góry. Jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej.
ING BSK zarobił w pierwszym kwartale na czysto 167,4 mln zł, czyli o 3,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Konkurencja przeważnie odnotowywała lepszą dynamikę. Ale przed rokiem na rezultatach zaważyło znacznie wyższe saldo rozwiązanych rezerw — aż 47 mln zł wobec 7 mln zł w tym roku. Analitycy też prognozowali, że zysk ING BSK będzie o kilkanaście milionów złotych niższy. Dlatego rynek zareagował z euforią. Kurs w pewnym momencie wzrósł nawet o ponad 6 proc. Później inwestorzy nieco ochłonęli.
— Wzrost dochodowości banku przyczynił się do poprawy wskaźnika kosztów do przychodów o 3,6 proc., do 62,7 proc. Zwrot z kapitału ROE przekroczył 20 proc. — oblicza Brunon Bartkiewicz, prezes ING BSK.
Bankowość korporacyjna osiągnęła 30-procentowy wzrost akcji kredytowej — niemal dwukrotnie szybszy od rynku. Spółka pomimo konsekwentnej polityki nieudzielania kredytów we frankach szwajcarskich zwiększyła znacząco również finansowanie potrzeb mieszkaniowych. W pierwszym kwartale pożyczyła 1,4 mld zł. Oznacza to podwojenie kredytów hipotecznych w porównaniu z takim samym okresem ubiegłego roku. W bankowości detalicznej ING BSK jednak przede wszystkim święci sukcesy na polu oszczędności klientów. Aktywa na kontach oszczędnościowych zwiększyły się o 24 proc. — do 16,4 mld zł. Odwrotnie jest w kredytach klientów indywidualnych. Tam widać powolny, lecz nieunikniony spadek — do 1,8 proc. udziału w rynku obecnie. Brunon Bartkiewicz obiecuje, że już w tym kwartale sytuacja zostanie opanowana.