Dla obserwatorów polskiej i europejskiej sceny energetycznej tematem numer jeden była w zeszłym tygodniu warunkowa zgoda Komisji Europejskiej na przejęcie przez Orlen Lotosu. Głos w sprawie tej transakcji zabrali jej promotorzy, czyli Daniel Obajtek, prezes Orlenu, Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, Mateusz Morawiecki, szef rządu… Kto głosu nie zabrał? To też informacja. Dla przypomnienia: w miniony wtorek, po dwóch latach analiz, KE ogłosiła, że zgadza się na przejęcie przez Orlen Lotosu, pod warunkiem że sprzedane zostanie 30 proc. udziałów w gdańskiej rafinerii Lotosu, a także 80 proc. należących dziś do Lotosu stacji paliw.
Ponadto narzuciła zobowiązania w zakresie logistyki, czyli m.in. sprzedaż na rzecz niezależnego operatora logistycznego 100 proc. akcji spółek Lotos Terminale i Lotos Infrastruktura. O komentarz na temat uzgodnionych przez Orlen z KE warunków poprosiliśmy Piotra Naimskiego, pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Piotr Naimski nadzoruje PERN, czyli operatora ropociągów, który pod jego rządami kupił w 2017 r. prawie 5 proc. akcji Orlenu. Ponadto na czele Lotosu stali w ostatnich latach menedżerowie kojarzeni z ministrem-pełnomocnikiem, potwierdzając tezę o jego szczególnej atencji dla gdańskiej spółki. Jeszcze w 2019 r. Piotr Naimski chętnie komentował plany Orlenu wobec Lotosu.
— Minister nie będzie się wypowiadał na ten temat — przekazała nam tymczasem w poniedziałek telefonicznie osoba z biura Piotra Naimskiego.
Komentarza Piotra Naimskiego na temat warunków ogłoszonych przez KE nie znaleźliśmy w żadnym innym medium. Dla porównania: w ostatnich tygodniach chętnie zabierał głos w sprawie energetyki jądrowej oraz dostaw gazu LNG. Nieoficjalnie można usłyszeć, że warunki narzucone przez KE pełnomocnik uważa za zbyt surowe. Ma być przeciwny realizacji przejęcia na takich zasadach. Nie on jeden.
— To milcząca opozycja — mówi nasz rozmówca, znający polityczne kulisy transakcji.
Milcząca, bo rząd miał i ma na głowie inne ważne tematy, m.in. szczyt w Brukseli. Według naszego rozmówcy krytycznie na warunki związane z przejęciem Lotosu patrzy również Janusz Kowalski, wiceminister aktywów państwowych, członek Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. W latach 2015-16 był m.in. wiceprezesem PGNiG, współpracował też w przeszłości z Piotrem Naimskim, wówczas wiceministrem gospodarki. W otoczeniu Janusza Kowalskiego plan sprzedaży części aktywów nazywany jest prywatyzacją Lotosu, a ta miałaby niweczyć biznesowy sens całej transakcji.
Poparcie ma w tym gronie teza, że należałoby najpierw doprowadzić do przejęcia Lotosu przez gazowy PGNiG, w którym państwo ma 70 proc. akcji i którego działalność nie pokrywa się z działalnością Lotosu. Dopiero w kolejnym kroku można by myśleć o transakcji z Orlenem. O komentarz poprosiliśmy również ministra Kurtykę, ministra klimatu, nadzorującego zarówno politykę energetyczną kraju, jak i sektor ropy i gazu. Prośbę wysłaliśmy w czwartek, do zamknięcie tego wydania nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
— Na pewno znajdą się tacy, którzy będą mówić, że można było zrobić to lepiej. O połączeniu Orlenu z Lotosem mówiło wiele formacji politycznych, ale dopiero my to przeprowadzamy — mówił tydzień temu Daniel Obajtek.
Rzeczywiście, w latach 2008-15 zarząd Jacka Krawca, ówczesnego szefa Orlenu, analizował możliwości przejęcia nie tylko Lotosu, ale również Energi i PGNiG. Nasi rozmówcy wskazują, że odstraszały go jednak wysokie notowania giełdowe firm. Dziś głosy krytyki płyną m.in. ze strony Andrzeja Czerwińskiego, ministra skarbu w czasach koalicji PO-PSL, a także Janusza Steinhoffa, wicepremiera i ministra gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. Mateusz Morawiecki przekonywał w zeszłym tygodniu, że Polskę czekają dekady inwestycji w nowe technologie, w transformację energetyczną, a do tego niezbędna jest odpowiednia siła kapitałowa, która pojawi się dopiero wraz ze skalą biznesu. Tym uzasadniał przejęcie przez Orlen Energi, Lotosu, a także uruchomienie przygotowań do przejęcia PGNiG.