MILENIUM POZOSTAJE WIELKĄ NIE WIADOMĄ
Nie powinno się lekceważyć problemu roku 2000
PÓŹNE OBUDZENIE: Trochę szkoda, że dopiero w tym roku, a nie w poprzednim, zintensyfikowano działania przygotowujące branżę teleinformatyczną na niełatwą próbę roku 2000 — mówi Tomasz Kulisiewicz, redaktor naczelny „Teleinfo”. fot. JL
Od dawna zbliżający się nieuchronnie problem roku 2000 jest tematem dyżurnym. Nie wszyscy jednak biorą tę sprawę na poważnie. Na rozpoczęcie przeglądu oprogramowania jest już zbyt późno. Firmom, które dopiero teraz zaczęły o tym myśleć, pozostaje przygotowanie planów awaryjnych lub ochrona przed zarazą milenijną najbardziej istotnych danych.
Następstwa ewentualnych awarii systemów komputerowych i współpracujących z nimi urządzeń, wynikające z nieprawidłowego zapisu dat, opisuje się na wiele sposobów. Część firm zajmujących się konsultingiem z zakresu systemów komputerowych zapowiada wręcz apokalipsę, co leży oczywiście w ich interesie. Niestety tak naprawdę nikt nie potrafi przewidzieć zdarzeń, które mogą nastąpić na początku roku 2000. Najlepsi specjaliści z firm konsultingowych, instytucji finansowych i badawczych obliczają jedynie prawdopodobieństwo wystąpienia pewnych zjawisk. Dane te nie są jednak miarodajne, o czym świadczyć może niejednoznaczne stanowisko wobec tej kwestii nawet największych firm ubezpieczeniowych na świecie.
— Bardzo niepokojące jest zachowanie niektórych firm, podających się za konsultingowe, które po pobieżnym audycie, bardzo ochoczo wydają certyfikaty świadczące o odporności systemów informatycznych przedsiębiorstw na problem roku 2000. Wiele z takich firm powstało tylko i wyłącznie po to, aby w jak najszybszym czasie zarobić sporo pieniędzy, a następnie zamknąć działalność, nie ponosząc odpowiedzialności za ewentualne awarie — stwierdza Aleksander Kwiatkowski, dyrektor działu doradztwa w zakresie zarządzania w Price-waterhouseCoopers Polska.
Generalne porządki
Nie wszyscy jednak kreślą obraz roku 2000 w czarnych barwach. Nieodosobnione są wypowiedzi optymistyczne, stwierdzające, że obawa przed załamaniem systemów komputerowych jest dla wielu firm okazją do zrobienia generalnych porządków w posiadanej infrastrukturze teleinformatycznej i to zarówno sprzętowej, jak i softwareŐowej. Inwestycje takie mogą zaowocować nie tylko poprawnym funkcjonowaniem systemów po roku 2000, ale również wspomóc przedsiębiorstwa w dłuższej perspektywie czasu. Najbardziej niebezpieczne jest jednak dość powszechne podejście szefów małych firm, które sprowadza się do stwierdzenia: „nas to nie dotyczy”. Z badań Banku Światowego wynika, że ponad 80 proc. takich przedsiębiorstw nie rozpoczęło jeszcze żadnych przygotowań związanych z ochroną przed bombą milenijną.
Reakcja łańcuchowa
W naszym społeczeństwie krąży, zdaniem wielu specjalistów, błędna opinia o tym, że Polska czerpie korzyści ze swojego zacofania technologicznego. Podaje się tu jako przykład banki, które zaczęły się komputeryzować dopiero w ostatnich latach, kiedy już wszystkie systemy miały datę czterocyfrową. Z tego powodu w żadnym z polskich banków nie ma konieczności wymiany podstawowych systemów informatycznych, a ewentualnych poprawek należy dokonać w aplikacjach pomocniczych. Jak się okazuje, niepewność banków i innych instytucji finansowych co do odporności programów komputerowych na zarazę milenijną sporo je kosztowała. Zresztą świadomość zagrożeń związanych ze zmianą daty jest w tych instytucjach największa, przez co stały się one liderami przygotowań. W innych sektorach gospodarki, co nie jest polską specyfiką, jest już znacznie gorzej.
Wyjście awaryjne
Nawet dobre przygotowanie ze strony polskich firm nie gwarantuje im spokoju. Współczesna gospodarka światowa to system połączonych naczyń i to na nieszczęście ogólnoświatową siecią komputerową. Jeśli nie zmieni się dwucyfrowego zapisu daty w niektórych programach komputerowych na czterocyfrowy, to po nastaniu roku 2000 największe straty z tytułu chaosu w sieci informatycznej poniosą duże, skomputeryzowane przedsiębiorstwa, banki, instytucje centralne oraz firmy telekomunikacyjne. Duże zagrożenie może też stanowić błędne odczytywanie daty w aparaturze pomiarowej i medycznej.
Dla firm, które dopiero teraz zaczynają myśleć o przygotowaniach do powitania nowego roku, jest już raczej za późno. Na dobrą sprawę projekty naprawcze powinny być już zakończone lub przynajmniej znajdować się w ostatniej fazie, tak aby w połowie roku zostały zamknięte. Specjaliści zalecają, żeby nie prowadzić już żadnych prac po upływie tego okresu. Nie przygotowani powinni więc skoncentrować się na przejściu bezpośrednio do ostatniej fazy przygotowań, opracowując plany awaryjne, mające na celu zapewnienie ciągłości działania firmy lub instytucji po ewentualnej awarii urządzeń komputerowych. Nie są to więc działania spoczywające na barkach informatyków. Teraz odpowiedzialność spada na specjalistów od zarządzania ryzykiem i sytuacji kryzysowych.
Chronić kasę
Z ofertą dla zdesperowanych przedsiębiorstw, które mają świadomość zagrożenia, a jednocześnie posiadają systemy komputerowe nieodporne na problem roku 2000, wychodzi wiele firm komputerowych. Jedną z wielu takich propozycji, związanych z zabezpieczeniem najbardziej istotnych danych finansowych zgromadzonych przez firmy, jest rozwiązanie o nazwie Fast Forward. Aplikacja ta jest efektem współpracy producenta oprogramowania — Oracle oraz firmy konsultingowej Arthur Andersen i producenta komputerów — Hewlett-Packard. Firmy te obiecują wdrożenie trzech najważniejszych modułów, będących częścią zintegrowanego systemu wspomagającego zarządzanie, których praca może zapewnić przetrwanie firmy w okresie największego chaosu. Są nimi księga główna, zobowiązania i należności.
Karol Wieczorek