Miliarder z Litwy ogrzeje Polskę

Augustinas Rakauskas chce inwestować w elektrociepłownie biomasowe, wiatraki i spalarnie. Za 4-5 lat rozważy debiut swojej firmy na GPW

W rankingu najbogatszych Litwinów, przygotowanym przez magazyn „Veidas”, Augustinas Rakauskas plasuje się na trzecim miejscu. Majątek właściciela sieci Senukai, czyli marketów dla majsterkowiczów, wyceniono na 825 mln litów, czyli około 1 mld zł. Poza Litwą miliarder inwestuje już na Białorusi. Teraz wchodzi do Polski.

NOWY KRAJ: Augustinas Rakauskas
ma sieć marketów dla majsterkowiczów,
inwestuje w nieruchomości
i sektor finansowy. Ma już doświadczenie
na Białorusi. Czas na Polskę.
[FOT. JUDITA GREGELYTE „VERSLO ZINIOS”]
Wyświetl galerię [1/2]

NOWY KRAJ: Augustinas Rakauskas ma sieć marketów dla majsterkowiczów, inwestuje w nieruchomości i sektor finansowy. Ma już doświadczenie na Białorusi. Czas na Polskę. [FOT. JUDITA GREGELYTE „VERSLO ZINIOS”]

Etap poszukiwań

Ekspansja ma się odbyć pod szyldem Geco Energy Company, czyli firmy energetycznej, w której Augustinas Rakauskas ma 70 proc. udziałów. Geco celuje w sektor odnawialny — interesuje się i produkcją ciepła, i energii elektrycznej.

Ciepło poszło na pierwszy ogień — za 8 mln EUR Geco wybudowało już na Litwie dwa zakłady o łącznej mocy 24 MW, paliwem jest biomasa. Zlokalizowane w Kownie i w Joniskis dostarczają ciepło do miejskich sieci. W trakcie realizacji są dwa projekty w Wilnie, a na etapie przygotowań jest jeszcze kilka kolejnych inwestycji w innych miastach. Łącznie nowych na Litwie będzie 235 MW mocy cieplnych i 45 MW elektrycznych. Geco wyda na nie ok. 200 mln EUR.

W Polsce firma na razie szuka.

— Interesują nas przede wszystkim małe projekty biomasowe, wytwarzające tylko ciepło lub ciepło i prąd w skojarzeniu. Celujemy w mniejsze miasta i analizujemy oferty prywatyzacyjne. Przyglądaliśmy się m.in. prywatyzacji sieci ciepłowniczej w Bydgoszczy — mówi Raimondas Streimikis, prezes Geco.

Geco nie jest jedynym zagranicznym inwestorem, który interesuje się polskim sektorem ciepłowniczym. Wystarczy przypomnieć, że do niedawnego przetargu na prywatyzację Energetyki Cieplnej Opolszczyzny, opartej na węglu, stanęło sześć firm, w tym aż cztery zagraniczne. Ich model biznesowy opiera się jednak w większości na modernizowaniu lub przebudowywaniu przejętego majątku. Litwinów też to interesuje, ale najbardziej lubią budować od zera.

— Nasz model inwestycyjny zakłada przede wszystkim budowanie elektrociepłowni biomasowych od podstaw, bo to prostsze i tańsze niż modernizowanie infrastruktury — uważa Raimondas Streimikis.

Droga przez mękę

Polskie ciepłownictwo przyciąga, bo jest to rynek z regulowanymi taryfami, a zatem przewidywalny, co inwestorzy sobie cenią. Zachęcają też niedawne decyzje Urzędu Regulacji Energetyki, zmierzające do zwiększenia zwrotu z kapitału w tym sektorze. Jacek Szymczak, szef Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie, ostrzega jednak przed nadmiernym optymizmem.

— Ten, kto taryfy uważa za zaletę, nie wie, jak długie i niejasne są procedury ich zatwierdzania — mówi Jacek Szymczak.

Sceptycznie ocenia też plany Geco związane z ciepłownictwem opartym na biomasie.

— Po pierwsze, wciąż nie ma ustawy o odnawialnych źródłach energii. Po drugie, w Polsce wspierana jest tylko produkcja zielonej energii elektrycznej, a nie zielonego ciepła. Wreszcie po trzecie, w Polsce najpopularniejszym i najtańszym źródłem ciepła wciąż jest węgiel, więc droższej biomasie trudno będzie z nim konkurować. Inaczej jest na Litwie, gdzie ciepłownictwo oparte jest głównie na gazie, a ten surowiec jest w tej chwili drogi. Biomasa jest więc na Litwie relatywnie bardziej atrakcyjna — zauważa Jacek Szymczak.

Przedstawiciele Geco są jednak dobrej myśli, bo Litwa przyzwyczaiła ich już do tego, że biznes nie jest usłany różami.

— W sektorze ciepłowniczym na Litwie wyzwaniem jest struktura rynku, czyli konkurencja w wytwarzaniu zderzona z monopolem spółek państwowych w dystrybucji. Konkurujemy jednak skutecznie, bo mamy nowoczesne zakłady o niskich kosztach wytwarzania — tłumaczy Raimondas Streimikis.

Wiatr też kusi

Na ciepłownictwie plany się nie kończą. Geco myśli też o budowie w Polsce spalarni odpadów. Analizuje już dwa takie projekty o wartości 500 mln zł każdy. Litwinom marzą się również wiatraki — i na Litwie, i w Polsce.

— Rozważamy inwestycje w energetykę wiatrową na Litwie, ale najpierw państwo musi przeprowadzić kolejną aukcję na projekty, które otrzymają wsparcie. Bez wsparcia wiatr nie jest jeszcze opłacalny — przyznaje Raimondas Streimikis. W Polsce Geco interesuje się projektami wiatrowymi do 100-150 MW łącznej mocy. I nie boi się nadchodzącego nowego systemu wsparcia opartego na aukcjach.

— Planowane wprowadzenie systemu aukcji uważamy wręcz za zachęcające, bo jesteśmy do nich przyzwyczajeni na Litwie — podkreśla Raimondas Streimikis. Zachęcają też wyliczenia. Z prognoz Instytutu Energetyki Odnawialnej wynika, że w nowym systemie aukcji dla OZE najlepiej poradzi sobie właśnie energetyka wiatrowa, a najsłabiej — fotowoltaika.

Pieniądze się znajdą

Zsumowanie zamiarów inwestycyjnych Geco daje kwotę ok. 2 mld zł. Jak firma zamierza je sfinansować? Pomysłów jest kilka. Po pierwsze, z własnych pieniędzy. Po drugie, przy wykorzystaniu formuły partnerstwa publiczno-prywatnego, np. przy budowie spalarni odpadów. Po trzecie, dzięki umowie z niemiecką firmą energetyczną Danpower Group, zakładającej wspólne budowanie spalarni i udział w prywatyzacji w Polsce. Wreszcie po czwarte, w grę wchodzi giełda w Warszawie — ale za kilka lat.

— Na razie mamy wystarczająco dużo kapitału, żeby znacząco rozwinąć nasz portfel projektów. Za 4-5 lat, kiedy będziemy myśleli o większych inwestycjach, rozważymy upublicznienie Geco — mówi Raimondas Streimikis.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu