Miliardera ruszyło sumienie

W wieku 69 lat Bill Gross zdecydował się na spowiedź. Chce wyższych podatków dla takich jak on

Znany bogacz i inwestor, Bill Gross, w tekście na stronie internetowej swojej firmy inwestycyjnej PIMCO nazywa swoich kolegów, potentatów z branży finansów, którzy narzekają na podatki, „ sknerusami McKwaczami”. Starsi czytelnicy być może pamiętają tę postać z bajek Disneya. Nadęty „kaczorek” słynął z chciwości i skąpstwa. Inwestor postuluje, żeby 1 proc. najbogatszych osób płacił wyższe podatki.

ICH I NASZE KACZORKI: Bill Gross wzywa do refleksji głównie amerykańskich „sknerusów McKwaczów”, ale takie „kaczorki” zapewne znajdują się też w Polsce. Zgodnie z danymi Credit Suisse, w naszym kraju mieszka 45 tys. „dolarowych” milionerów, ale za pięć lat ma ich być 85 tys. [FOT. BLOOMBERG]
Zobacz więcej

ICH I NASZE KACZORKI: Bill Gross wzywa do refleksji głównie amerykańskich „sknerusów McKwaczów”, ale takie „kaczorki” zapewne znajdują się też w Polsce. Zgodnie z danymi Credit Suisse, w naszym kraju mieszka 45 tys. „dolarowych” milionerów, ale za pięć lat ma ich być 85 tys. [FOT. BLOOMBERG]

Dołącza tym samym do innych znanych bogaczy — Warrena Buffetta, guru inwestorów, i Stanley'a Druckenmillera, menedżera funduszy hedgingowych. Bill Gross nie kwestionuje pracowitości tych, którym udało się zbić fortunę, i wysyła jasny komunikat, że system gospodarczy powinien zawsze stwarzać możliwości do osiągnięcia sukcesu. Bogaczom gratuluje i życzy radości z wypalanych cygar i picia Chateau Lafite, rocznik 1989. Przypomina jednak, że większość tych, którzy zdobyli wielkie majątki, są cudownymi dziećmi dzięki czasom, w których się urodzili.

A jakie to czasy? Przyszli na świat w latach 40., 50. lub 60., 25 lat później wkroczyli na rynek pracy zdominowany przez mężczyzn i wreszcie korzystali z kredytowego boomu ostatnich trzech dekad. Teraz według Grossa nadszedł czas, by podzielić się szczęściem poprzez płacenie wyższych podatków lub zreformowanie systemu podatkowego w kierunku sprzyjającym wzrostowi gospodarczemu i poprawie sytuacji na rynku pracy, kosztem korporacyjnych zysków i bajecznych indywidualnych bogactw.

„Nadal będziecie mogli uczestniczyć w tych charytatywnych galach i demonstrować podziwiającej publiczności swoje dobrodziejstwo i filantropijny charakter” — napisał Bill Gross, odwołując się do popularnych balów charytatywnych. Postulaty Billa Grossa nie są żadną nowością, kryzys wprawdzie ciągle zbiera żniwo i wykrwawia wiele gospodarek, ale najbogatszych ludzi przybywa. Z opublikowanego w październiku przez Credit Suisse „Global Wealth Report 2013” wynika, że w USA jest już 13,2 mln milionerów.

Co jednak ciekawsze, w ciągu pięciu lat ich liczba ma się zwiększyć o 41 proc. W skali globalnej liczba milionerów wzrośnie w tym czasie z 32 do 48 mln. Jeden Bill Gross jest więc w tym towarzystwie zaledwie jednym z milionów, a to za mało, by przeforsować jakiekolwiek zmiany. Ultrabogacze kontrolują świat — w ich rękach spoczywa 46 proc. globalnego majątku. Spowiedź Billa Grossa poruszy raczej niewielu, ale zawsze to jakiś głos.

BILL GROSS jest współzałożycielem i szefem Pacific Investment Management Company (PIMCO), największego na świecie funduszu obligacyjnego. Jego majątek jest szacowany przez amerykański magazyn „Forbes” na 2,2 mld USD, co daje mu 641. miejsce na liście światowych miliarderów i 221. w rankingu amerykańskim.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Miliardera ruszyło sumienie