Miliardowy bonus na cele charytatywne

Założyciel popularnego producenta gadżetów otrzymał gigantyczną premię, ale obiecał przekazać ją na cele dobroczynne

Pamiętacie swoje premie za poprzedni rok? Z dużym prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością, zebranie bonusów wszystkich osób, które przeczytają ten tekst, i tak nie dałoby takiej kwoty, którą otrzymał Lei Jun. O tym, że założyciel i prezes Xiaomi, chińskiego producenta smartfonów, otrzymał ogromną premię za rok, w którym firma weszła na giełdę, poinformowała telewizja CNN.

Lei Jun w grudniu będzie świętował 50. urodziny, więc to, co
najlepsze, spotkało go w karierze po „40”. Xiaomi jest fundamentem fortuny, ale
poza tym Chińczyk posiada także spore pakiety w innych spółkach, m.in.
producencie oprogramowania Kingsoft i w platformie społecznościowej YY. [
Zobacz więcej

PREZENT URODZINOWY:

Lei Jun w grudniu będzie świętował 50. urodziny, więc to, co najlepsze, spotkało go w karierze po „40”. Xiaomi jest fundamentem fortuny, ale poza tym Chińczyk posiada także spore pakiety w innych spółkach, m.in. producencie oprogramowania Kingsoft i w platformie społecznościowej YY. [ Fot. Bloomberg

Spółka notowana na giełdzie w Hongkongu zawiadomiła nadzorcę, że Lei Jun dostał 636,6 mln akcji jako bonus za wkład wniesiony w rozwój firmy. Wartość tego pakietu według obecnych notowań sięga 7,54 mld HKD, czyli około 961 mln USD. W tym samym komunikacie spółka poinformowała, że Lei Jun obiecał przekazać otrzymany bonus na cele charytatywne po odjęciu wszystkich obciążeń podatkowych. Informacja szturmem wdarła się na czołówki różnych mediów. CNN próbowała się bezskutecznie dowiedzieć, gdzie dokładnie trafią pieniądze.

„South China Morning Post” zauważa, że premia dla prezesa jest nieznacznie mniejsza od skorygowanego rocznego zysku netto Xiaomi w 2018 r., który wyniósł równowartość 1,3 mld USD. Xiaomi mierzy się ze spowolnieniem na swoim najważniejszym, lokalnym rynku, bo Chińczycy kupują mniej smartfonów. Gdy w domu jest pod górkę, trzeba szukać szansy za granicą, a tam wyniki są coraz lepsze.

Xiaomi zrzuciło w zeszłym roku Samsunga z pozycji lidera w Indiach i prowadzi ekspansję w wielu krajach europejskich, w tym w Polsce. Smartfony tej marki oficjalnie pojawiły się w naszym kraju w 2016 r. Dziś sieć sklepów liczy już sześć punktów, ale kolejne mają powstać jeszcze w tym roku. W marcu otwarto sklep w Centrum Riviera w Gdyni, pierwszy na Pomorzu.

Taki chińsko-światowy miks smartfonowych nastrojów ostatecznie daje wzrost. Z danych firmy badawczej IDC wynika, że globalna sprzedaż Xiaomi wzrosła w zeszłym roku o ponad 32 proc. — z 92,7 mln do 122,6 mln sztuk, co daje udział w rynku na poziomie 8,7 proc. Lepiej wypadają Samsung, Apple i Huawei, ale tuż za spółką Lei Juna plasuje się inny „chiński tygrys”, czyli Oppo, które dostarczyło klientom 113,1 mln urządzeń i też inwestuje np. w polski rynek.

Na początku roku informowaliśmy, że Xiaomi wchodzi w kolejny etap rozwoju i reorganizuje zarządzanie markami. Spółka ogłosiła, że Redmi stanie się niezależną i samodzielną marką smartfonów, choć do tej pory była to tylko nazwa jednej z serii chińskich gadżetów. Redmi ma się skupić na rynku e-commerce i sprzedawaniu smartfonów z niższej półki cenowej, co oznacza, że Xiaomi będzie mogło skoncentrować się na oferowaniu gadżetów określanych jako „high-end” i prowadzeniu fizycznych sklepów.

Lei Jun założył firmę zaledwie dziewięć lat temu, a dziś jest jednym z kilkunastu najbogatszych Chińczyków i zajmuje 132. pozycję na liście światowych miliarderów przygotowanej przez agencję Bloomberg. Jego majątek szacowany jest na 11,1 mld USD. W zdecydowanej większości pochodzi on z pakietu prawie 30 proc. akcji Xiaomi, które kontroluje poprzez inne spółki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy