Miliardy PSE mają moc przyciągania

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2013-09-10 00:00

Coraz więcej firm walczy o zlecenia od giganta. Polskie, chińskie, nowe i doświadczone. Oby nie było jak z drogami

Można kręcić ósemki, a można kręcić się wokół ósemki. Działające na wyobraźnię 8 mld zł to budżet PSE, czyli operatora krajowej sieci energetycznej, na inwestycje do 2017 r. w sieci energetyczne wysokich napięć. Wykonawcy kręcą się wokół tej kwoty i coraz liczniej startują w przetargach.

— Wzrost zainteresowania wykonawców naszymi inwestycjami jest widoczny. Pojawiają się też na tym rynku zupełnie nowe firmy, czyli takie, które wcześniej nie startowały. W poprzednich latach w ramach przetargu składano nam po trzy-cztery oferty, teraz wpływa ich pięć-sześć. W tym roku, z grubsza licząc, odnotowałem pojawienie się w naszych przetargach ok. 20 nowych firm. Na spotkaniach informacyjnych też jest większa frekwencja niż kiedyś — przyznaje Henryk Majchrzak, szef PSE.

Jest o co walczyć. Wartość zawartych już przez PSE umów to 5,6 mld zł, co oznacza, że do wzięcia w ramach obecnej strategii jest jeszcze 2-3 mld zł. A wykonawcy patrzą również na budżety firm energetycznych, które też mają do wydania miliardy, choć inwestują w nieco innych segmentach rynku — raczej w średnie i niskie napięcia.

Chińczycy niestraszni

Nic dziwnego, że grono wykonawców pęcznieje. Nowe firmy to zarówno te, które wcześniej specjalizowały się w usługach innego typu, jak i zagraniczne, które wchodzą na nasz rynek.

— Zagraniczni zaczęli się pojawiać w tym roku, np. Hiszpanie, Portugalczycy, ale również Chińczycy — mówi Henryk Majchrzak.

Z dostępnych publicznie dokumentów przetargowych wynika, że Pinggao Group z Chin uczestniczy obecnie w trzech przetargach PSE, w tym w ostatnim dużym — na budowę linii Jasiniec — Grudziądz (na północ od Torunia). Konkuruje w nim m.in. z hiszpańską Aldesą. Prezesowi PSE obce są jednak obawy związane z krajem pochodzenia oferentów.

— Nie mamy żadnych obaw, które miałyby wynikać np. z wcześniejszych negatywnych doświadczeń polskich inwestorów z inną chińską firmą COVEC. Gdybym miał zresztą mówić o obawach, to wskazałbym raczej na długotrwałe i trudne do przewidzenia procedury administracyjne związane z uzyskiwaniem rozmaitych pozwoleń — zauważa Henryk Majchrzak.

Obawy, choć innego typu, ma Jarosław Pałasz ze stowarzyszenia Energetus, zrzeszającego osoby fizyczne i firmy zajmujące się projektowaniem lub budownictwem energetycznym.

Drogowa lekcja

— Regularnie pojawiają się nowi wykonawcy, ale część z nich już się sparzyła. Zaproponowali niskie ceny i teraz mają problem z realizacją kontraktów. PSE prowadzi bowiem politykę zakładającą niezmienność warunków, na jakich została podpisana umowa. A to oznacza, że inwestor, który daje najniższą cenę i liczy, że w trakcie realizacji podniesie sobie rentowność zamówieniami uzupełniającymi, ma kłopot. Uważam, że to niebezpieczna sytuacja. Mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją w przypadku kontraktów drogowych. Niskie ceny spowodowały, że podwykonawcy nie dostali pieniędzy — mówi Jarosław Pałasz.

Nie przewiduję jednak, że rosnąca konkurencja wpłynie na dalszy spadek cen oferowanych w przetargach. — I tak są już niskie w porównaniu z cenami w Europie — uważa Jarosław Pałasz.

Energetus wadzi się już z PSE za pośrednictwem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zarzucił operatorowi, że ten nadużywa pozycji dominującej i narzuca niekorzystne warunki realizacji zadań inwestycyjnych. Wniosek trafił do urzędu antymonopolowego w maju.

— Uzupełniamy materiały. Komplet dokumentów złożymy za dwa, trzy tygodnie — zapowiada Jarosław Pałasz.

Firmy jednak wytrwale startują. Na kawałek tortu liczy m.in. IDS Bud — spółka Marka Stefańskiego, założyciela budowlanej Pol-Aquy. Startuje po kontrakt Jasiniec- –Grudziądz.

— Wcześniej wygraliśmy przetarg na odcinek od Litwy do Ełku. W dwóch innych braliśmy udział. Przetargów jest więcej, a będzie ich jeszcze więcej — mówi Marek Stefański. O zlecenia od PSE walczy też giełdowa Elektrobudowa. Ma już w portfelu zlecenia na ok. 500 mln zł.

— To dla nas nowy rynek, ale leży bardzo blisko naszej podstawowej działalności — mówił niedawno „PB” Jacek Faltynowicz, prezes Elektrobudowy.