Milion za nic Interes z polecenia

Jacek Konikowski
25-09-2008, 00:00

Inwestorzy szperają w firmach potrzebujących pieniędzy. Niektórzy dają nawet milion złotych. Za świetny pomysł na start-up.

Zrobić coś z niczego — i na tym zarobić? Marzenie inwestora. Jest tylko jeden problem, wcale niełatwe zadanie: jak znaleźć owo nic? Są tacy, którzy płacą za nie krocie. Czyli — za co? Za wirtualne firmy, których jedyną wartością jest niekiedy sam pomysł na biznes. W sumie: nie nowość.

Rzecz w tym, że w polskim internecie start-upów jest mniej, niż można by się spodziewać. Mniej niż pieniędzy, które inwestorzy są gotowi za nie zapłacić. A gdy podaż maleje, ceny rosną. Dlatego niektóre firmy płacą już nawet tym, którzy wskażą adres internetowy ciekawego, raczkującego serwisu.

Interes z polecenia

"Wiesz o ciekawym projekcie, który szuka finansowania? Ktoś z Twoich znajomych właśnie zakłada firmę i szuka pieniędzy na rozwój? Słyszałeś o utalentowanym zespole, który chce stworzyć innowacyjny produkt? Jeśli tak, napisz o nich do nas. Oni zyskają możliwość zrealizowania swoich planów z doświadczonym inwestorem, a Ty otrzymasz pieniądze za polecenie inwestycji" — zachęca fundusz inwestycyjny Internet Investment Fund (IIF), oferując 25 tys. zł za informację. Jego twórcą i prezesem jest Rafał Styczeń, człowiek Janusza Filipiaka, współzałożyciel Comarchu.

25 tysięcy? Brzmi jak chytra reklama. Albo akt desperacji.

— Absolutnie nie — to jedynie jeden ze sposobów zyskiwania ciekawych projektów. A proponowana suma za dobry pomysł, w który zainwestujemy kilka milionów złotych, nie jest wygórowana. Większość polskich start-upów chciałoby odnotować na koncie sukces podobny do Naszej-klasy, ale to ewenement, nie standard… Naszym zdaniem, na polskim rynku nie jest już możliwe powtórzenie podobnej operacji na taką skalę: w bardzo krótkim czasie pozyskać ogromną liczbę użytkowników i sprzedać serwis dużemu inwestorowi — uważa Aleksandra Bienas, marketing manager IIF.

Ale żeby od razu rozdawać pieniądze za "kablowanie"?

— Program polecania projektów do rekomendacji (lead recommendation) jest dla nas nietypowym działaniem. Chcemy dotrzeć do projektów przygotowywanych "po godzinach", o których słychać wśród przyjaciół i znajomych, a które nie pojawiły się na rynku lub ich adres znany jest tylko niewielu — precyzuje Aleksandra Bienas.

Tymczasem nie znalazł się jeszcze szczęśliwiec, który zgarnąłby 25 tys zł. Czyli — nie takie łatwe.

— Bo nie dostaliśmy żadnego wskazania, które byłoby interesujące. Przesłano nam około setki projektów — niektóre dopiero w fazie pomysłu, a w takie z reguły nie inwestujemy. Większość propozycji dotyczyła serwisów społecznościowych, które trudno "zmonetyzować". Z takim problemem boryka się nawet Google: zapłacił miliony dolarów za YouTube. Inne rekomendacje były bardzo niszowymi przedsięwzięciami — i tym samym nadzwyczaj ryzykownymi — mówi Aleksandra Bienas.

Fundusz IIF Seed Fund działa od maja 2008 r. i na razie zainwestował w trzy przedsięwzięcia: Monetto (platformę pożyczek bezpośrednich), Wroom (motoryzacyjną wyszukiwarkę internetową) i Scool.ro (rumuński serwis społecznościowy).

Pieniądze z ogłoszenia

Ale nie tylko fundusz Stycznia sypie pieniędzmi jak z rękawa (przynajmniej w deklaracjach) na start-upy. Chrapkę na raczkujące biznesy ma również Arkadiusz Osiak, prezes Money.pl. Idzie na całego i deklaruje: daję milion! W jednym z ostatnich numerów "Polityki" i jednym z dzienników serwis Money.pl zamieścił całostronicową reklamę — obiecuje właśnie tyle temu, kto zaskoczy pomysłem na biznes. Odzew?

— Bardzo duży. Oczywiście nie wszystkie propozycje kwalifikują się do inwestycji na tym poziomie — mówi Arkadiusz Osiak.

I dodaje to, co oczywiste: dlatego na razie nikt jeszcze nie "trafił" miliona.

Money.pl to największy polski portal finansowy i grupa sześciu spółek internetowych o różnym profilu. Niektóre istnieją od kilku lat, inne to start-upy powstałe przed miesiącami.

— Przez ostatni rok zainwestowaliśmy w takie spółki, jak: BusinessClick, Legalsupport Sp. z o.o. (wydawca serwisu E-prawnik.pl), Favore Sp. z o.o. (internetowa platforma komunikacji dla usługodawców i ich klientów Favore.pl), Brand New Media Sp. z o.o. (sieć usług marketingowych na blogach — Blogvertising.pl. Sieć obejmuje już kilkaset blogów), Digital All Sp. z o.o. (dystrybutor e-booków i prasy cyfrowej, działa na platformie Zixo.pl i poprzez sieć sklepów w systemie partnerskim KlubZixo.pl. Spółka ma podpisane umowy na digitalizację i dystrybucję treści z kilkudziesięcioma wydawnictwami w Polsce) — cierpliwie wylicza prezes.

Na start-upy ostrzą sobie zęby również założyciele portalu o2.pl — Michał Brański, Krzysztof Sierota i Jacek Świderski. Niedawno utworzyli fundusz pod nazwą SailFund.

— Inwestujemy zyski wypracowane przez o2.pl. Dla większych projektów — w przyszłości — rozważamy finansowanie wspólnie z innymi funduszami — twierdzi Michał Brański.

Proste pytanie: dlaczego, zamiast inwestować w portal, szukają start-upów?

— W internetowej przedsiębiorczości liczy się talent, ten kapitał ludzkiej energii, który jest zasobem rzadkim. Wielu zdolnych ludzi da się przyciągnąć wyłącznie perspektywą udziałów i partycypacji w wielomilionowym sukcesie start-upu — tłumaczy Michał Brański.

Zasób rzadki

Desperacja inwestorów w poszukiwaniu ciekawych start-upów jest zrozumiała. Nikt nie chce przegapić takiej okazji, jaką okazała się Nasza-klasa (z braku zainteresowania w kraju znalazła sobie inwestora w Niemczech). Z drugiej strony: na "rynku" panuje taka posucha, że za niewielkie pieniądze można "wyhodować" całkiem ciekawą firmę. Pod warunkiem że uda się ją znaleźć, a to przypomina szukanie igły w stogu siana lub wędkowanie w morzu kreatywności.

Bo choć pomysłów mnóstwo, tych sensownych — niewiele. Oto serwis Loveago, w którym można odnaleźć widzianą na ulicy piękność i nawiązać z nią kontakt — pod warunkiem że i ona tego zechce. Użytkownicy? Niewielu. Szansa na sukces? Jeszcze mniejsza, nie mówiąc o milionach zarobku. Co prawda, powstaje sporo serwisów promujących pomysły na internetowe fortuny, ale to, co oferują, jest zazwyczaj żałosne. Kto bowiem zainwestuje w kolejny portal o nieruchomościach, biuro turystyczne czy kursy online? Twórcy serwisu Szybkie-info.pl są przekonani, że kolejny "obiektywny news-letter" z najważniejszymi informacjami dnia, wysyłany e-mailem, może zrewolucjonizować media i zachęcić inwestorów. Podobnie jak kolejny serwis piłkarski czy lokalizator internetowy. Żaden z twórców tych "odkryć" nie słyszał chyba o podstawowej zasadzie marketingu: bądź pierwszy lub inny. W ostateczności — wydaj miliony na reklamę. Stąd wziął się sukces Naszej-klasy, YouTube czy Zumi. Tymczasem większość twórców wirtualnych firm to hurraoptymiści.

— Najczęstsze błędy popełniane przez start-upy to brak jasnej koncepcji modelu biznesowego, niedoszacowanie kosztów i przeszacowanie spodziewanych przychodów — mówi Arkadiusz Owsiak.

Nic dziwnego, że musi szukać pomysłów przez ogłoszenie w gazecie... Nic dziwnego, że tylko nieliczne pomysły przyciągają pieniądze inwestorów.

— Co tydzień przeglądamy 3-4 nowe biznesplany i opracowania na temat start-upów, trafiające do Sail Fund. W ciągu dwóch lat zainwestowaliśmy w cztery spółki, prócz tego dwa małe projekty przejęliśmy całkowicie. Teraz szykujemy trzy kolejne inwestycje, z których pewnie dwie domkniemy do końca roku — opowiada Michał Brański.

W sumie: o2.pl zainwestowało w start-upy około 3 mln zł — od 100 tys. do ponad miliona za projekt. Money.pl — kilka milionów przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Niewiele… Dla porównania: po niedawnym ataku dwóch małoletnich hakerów na serwis Nasza-klasa jego właściciele wycenili powstałe przez dwa miesiące straty na blisko 60 mln zł. Milion dziennie! n

Anioły w sieci

Business Angels (anioły biznesu) to osoby inwestujące stosunkowo niewielkie kwoty w przedsięwzięcia o dużych możliwościach rozwoju i wnoszące jednocześnie do przedsięwzięcia swoje zdolności, doświadczenie, operacyjny know-how. Często dzielą się z inwestorem swoimi kontaktami i pomagają, nie tylko finansowo, realizować pomysł. Od 2003 r. działa Polska Sieć Aniołów Biznesu Polan, skupiająca rodzimych aniołów z pieniędzmi. Wielu biznesmenów, nierzadko w większej grupie, zakłada własne fundusze. Jeden z nich to Business Angel Seedfund, założony przez Macieja Dudę (przemysł mięsny), Jędrzeja Wittchena (galanteria skórzana), Macieja Grabskiego i Jacka Kawalca (współzałożyciele portalu Wirtualna Polska).

Start-up, czyli co?

( Start-up, ang: rozruch, niedawno założona firma). Potoczna nazwa nowo utworzonych firm w początkowej fazie rozwoju, których podstawowym kapitałem jest zazwyczaj oryginalny pomysł na biznes, bolączką zaś — brak pieniędzy na rozwój. Wysyp start-upów, głównie w branży high-tech, zaczął się kilka lat temu, w czasach rozrastania się internetowej bańki.

Trzy typowe błędy…

Brak jasnej koncepcji

modelu biznesowego.

Hurraoptymizm — niedoszacowanie kosztów, przeszacowanie przychodów.

Mały potencjał kapitalizacyjny — projekty niszowe, zlokalizowane na rynkach o niewielkiej wartości i ograniczonym potencjale sprzedaży.

Być jak

Google

O czym śnią po nocach twórcy raczkujących firm oraz ich przyszli mentorzy? O Google! To typowy przykład sukcesu start-upa! Serwis założyli w 1998 r. dwaj doktoranci, Larry Page i Sergey Brin, którzy opracowali nowatorską metodę analizy powiązań hipertekstowych — tzw.: algorytm BackRub.

Początkowo za siedzibę firmy robił garaż. Gdyby nie czek na 100 tys. dol., wypisany przez Andiego Bechtolsheima, współzałożyciela Sun, i jego pomoc w rozwoju firmy (jako anioła biznesu), zapewne to nie Google przejąłby YouTube, lecz odwrotnie.

YouTube też jest zresztą przykładem start-upa, któremu się udało. Z własnego podwórka? Nasza-klasa, Wroom, o2.pl, audioteka.pl.

Jacek

Konikowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Milion za nic Interes z polecenia