Rośnie liczba wniosków składanych przez deweloperów i osoby fizyczne do warszawskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK), o wykupienie tych części instalacji, które wnioskodawcy wybudowali poza granicami swojej działki, by przyłączyć się do miejskich sieci.
— Do tej pory wpłynęło ich około 200 i przybywa bardzo szybko, nawet po kilka dziennie. Szacunkowa wartość wniosków czekających na rozpatrzenie to ponad 50 mln zł. W latach 2011-12 spółka wydała około 33 mln zł netto na zakup urządzeń wodociągowych i kanalizacyjnych po pozytywnym rozpatrzeniu wniosków. Realizacja tych zobowiązań stanowi duże obciążenie dla naszego budżetu, dlatego tempo ich przyrostu będzie istotnym składnikiem wniosku taryfowego składanego przez nas do ratusza — mówi Roman Bugaj, rzecznik MPWiK.
Kto korzysta, ten płaci
Możliwość zażądania wykupu takich części instalacji inwestorzy dostali w 2008 r. Dwa lata później Sąd Najwyższy wskazał, że ten przepis działa wstecz — można żądać od dostawców mediów przejęcia infrastruktury wybudowanej wcześniej.
— Przedsiębiorstwa dostarczające wodę i odprowadzające ścieki korzystają z urządzeń i pobierają opłaty za usługi, pomimo że nie ponoszą żadnych kosztów związanych z ich budową i eksploatacją. Unikają przejmowania instalacji, bo muszą za nią zapłacić — mówi Anna Lengiewicz, partner z kancelarii LWB, której klient z sektora deweloperskiego stara się porozumieć z MPWiK.
Do najbardziej spektakularnego sporu doszło między Polnordem a MPWiK. Deweloper szacuje należności związane z Miasteczkiem Wilanów na 150 mln zł. Wiosną ubiegłego roku złożył pozew przeciwko miejskiemu przedsiębiorstwu o bezumowne korzystanie z tej infrastruktury.
— Myślę, że obie strony zdają sobie sprawę z tego, że poniesione nakłady powinny być nam zwrócone. To MPWiK zarabia na tej infrastrukturze, ale każdą naprawę musi przeprowadzać Polnord. Sąd jest ostatecznością, dlatego szukamy możliwości porozumienia — mówi Jan Wesołowski, prezes Polnordu. Zdecydowana większość inwestorów — zamiast iść do sądu — siada do rozmów.
— Instalacje przekazujemy spółce miejskiej bezpłatnie, nie możemy być zbyt roszczeniowi. Zależy nam na dobrych relacjach oraz na tym, by obowiązek utrzymania sieci spoczywał na MPWiK. Wybudowanie instalacji wliczamy w koszty inwestycji. Dla dużych osiedli są one zwykle relatywnie niewielkie, ale trzeba je brać pod uwagę już podczas kupowania działki — mówi Sławomir Horbaczewski, wiceprezes Marvipolu.
Wystarczy poczekać, ale nie za długo
— Nie mamy problemów z przejmowaniem instalacji, ale nie urbanizujemy pustych terenów. Zdarza się, że ustalamy z samorządowym przedsiębiorstwem wypłatę wynagrodzenia za rok, kiedy będzie ono miało pieniądze z nowego budżetu — mówi Igor Pawłowski, prezes dewelopera Budlex, który buduje mieszkania w Toruniu i Bydgoszczy.
Jeśli jednak deweloper chce przysporzyć miastu kosztów, musi uważać, by nie była to broń obosieczna.
— W skrajnych przypadkach, gdybyśmy mieli przejąć dwa kilometry instalacji z przepompowniami, możemy wprowadzićstrefowanie cen naszych usług. W efekcie koszt dostarczenia wody i odebrania ścieków dla oddalonego osiedla może być dla mieszkańców nawet kilka razy wyższy — mówi Marek Michoń, wiceprezes Wodociągów Miejskich w Radomiu.
Radom przeznacza rocznie na przejmowanie takich fragmentów instalacji kilkaset tysięcy złotych. Znacznie więcej wydaje na rozbudowę sieci, by terenów z takimi problemami było jak najmniej. Łódzka Spółka Infrastrukturalna (ŁSI) nie widzi przeszkód, by zainteresowani sami kładli rury.
— Jeśli w naszych trzyletnich planach nie ma fragmentu instalacji potrzebnego inwestorowi, to może on wybudować go samodzielnie i wystąpić o zwrot kosztów. Wcześniej wystarczy tylko uzgodnić warunki przyłączenia — mówi Marek Skarzewski, dyrektor ds. technicznych ŁSI. Jak przekonuje Anna Lengiewicz, im później deweloper wystąpi do przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego o przejęcie infrastruktury, tym będzie trudniej.
— Starsze instalacje wymagają napraw. Jeśli będą w złym stanie, przedsiębiorstwa mogą ich nie przejąć. Wówczas jedyne, co pozostaje inwestorowi, to modernizacja według wskazań spółki kanalizacyjnej, niestety, na własny koszt. Dopiero potem inwestor powinien zażądać przejęcia — mówi Anna Lengiewicz.