O rachunkach i rekompensatach za prąd będziemy dyskutować jeszcze co najmniej rok. Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, zadeklarował we wtorek, że wypłaty będą możliwe po zakończeniu 2020 r.

„Po końcu roku, kiedy każdy będzie już wiedział i będziemy mogli określić, ile więcej pojedyncza rodzina zapłaciła za prąd w wymiarze rocznym, zrekompensujemy tę różnicę" – oświadczył Jacek Sasin w wywiadzie dla TVN24.
Ciężar na gospodarstwach
Dyskusja na temat rekompensat zaczęła się pod koniec 2018 r. trwała w zasadzie przez cały 2019 r. Zaczęła się od koncepcji dopłacania do rachunku wszystkim odbiorcom, dużym i małym, a skończyła na modelu obejmującym tylko gospodarstwa domowe, spółki samorządowe i szpitale. To efekt sprzeciwu Komisji Europejskiej, która nie zgodziła się na dopłat dla firm.
Model rekompensat, nad którym pracuje teraz resort aktywów państwowych, obejmuje, według słów ministra, wyłącznie odbiorców indywidualnych. Takich gospodarstw, kupujących prąd w oparciu o ceny taryfowe, jest dziś w Polsce blisko 10 mln.
Koszt dopłat, czyli zwrotu tym gospodarstwom różnicy w cenie, może sięgnąć 3 mld zł. Minister podkreślił, że będzie to zależało od tego, ile „osób wystąpi o rekompensatę”. Może to oznaczać, że model będzie podobny do tego z pierwszego półrocza 2019 r., ale przeznaczonego dla firm. To na firmach spoczywał ciężar złożenia wniosku o rekompensatę, nie wszystkie drobne firmy sobie z nim poradziły.
Seria rezerw
Już wszystkie firmy energetyczne, sprzedające prąd w oparciu o taryfy, uzyskały zatwierdzenie tych taryf przez Urząd Regulacji Energetyki. Klienci PGE, Tauronu, Energi i Enei będą mieć rachunki wyższe o ok. 9 zł miesięcznie.
Nie są to taryfy, które pozwalają firmom pokryć koszty sprzedaży prądu do tego segmentu. Każda z nich zawiązała więc rezerwę – PGE na 220-260 mln zł, Tauron na 230-280 mln zł, Energa na 125 mln zł, a Enea na 70-147 mln zł.