Minister gospodarki wysyła strefy do szkół

opublikowano: 22-07-2014, 00:00

Resort pomoże rozwijać szkolnictwo zawodowe, żeby zaspokoić głód fachowców. Prymusi wśród stref już są, np. Łódź. Oby inni chcieli ściągać

Specjalne strefy ekonomiczne (SSE) mają nie tylko przyciągać inwestycje. Resort gospodarki (MG) planuje w nowelizacji ustawy o SSE dopisanie do ich zadań współpracy ze szkołami zawodowymi. W ślad za pomysłem pójdą pieniądze.

Zobacz więcej

Nauką i pracą strefy się wzbogacą (FOT. MW)

— Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju zgodziło się przeznaczyć na ten cel 200 mln zł w latach 2014-20 w ramach programu PO WER. Strefy przygotowują się do tego zadania już od ponad roku i mają przedsiębiorców gotowych wejść w projekt — mówi Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki.

MG przewiduje dofinansowanie kształcenia zawodowego — wynagradzanie młodocianych pracowników, stypendia dla praktykantów i absolwentów w pierwszym roku pracy, refundację kosztów dojazdu oraz pomocy naukowych, dodatki do wynagrodzeń opiekunów uczniów lub stażystów przydzielonych przez pracodawców, refundację kosztów odzieży, szkolenia BHP, zużytych materiałów itp. Program musi zatwierdzić Komisja Europejska.

— Wciąż negocjujemy jego kształt. Bruksela, która postrzega spółki zarządzające strefami wyłącznie jako zarządców gruntów, chciałaby, żeby pieniędzmi dysponowali marszałkowie. Ale chcemy wykorzystać potencjał stref, w których działa 1500 firm, i przygotować ogólnopolski program ze standardowymi warunkami dla wszystkich przedsiębiorców. Gdybyśmy musieli prowadzić odrębne negocjacje w 16 regionach, z projektu nic by nie wyszło — mówi Ilona Antoniszyn-Klik.

Chcą szkolić

SSE już mają pomysły, jak wykorzystać pieniądze.

— Od ośmiu lat wspieramy szkolnictwo zawodowe. Zaczęliśmy od obróbki skrawaniem, szlifierzy, teraz są też technicy logistyki. Co roku jest 30 absolwentów zawodówek i 15 techników. Jesteśmy na etapie tworzenia kierunku obróbka drewna i przetwórstwo papieru. Problemem jest laboratorium papiernicze za 5 mln zł i tu liczymy na pieniądze z ministerstwa — przyznaje Roman Dziduch, wiceprezes Kostrzyńsko-Słubickiej SSE. Na razie ze strefą współpracuje na stałe tylko jedna firma: Teleskop. Natomiast słupska strefa wybudowała pracownię automatyki, robotyki i systemów wizyjnych.

— Chcielibyśmy dokupić sprzęt, żeby prowadzić szkolenia. Jeśli będziemy w stanie wpasować się w program PO WER, chcielibyśmy stworzyć własne centrum szkolenia i wydawać certyfikaty. Rozpoczęliśmy rozmowy ze szkołami i organami założycielskimi — mówi Mirosław Kamiński, prezes Słupskiej SSE. W Pomorskiej SSE udana współpraca firm ze szkołami to również rzadkość. Wśród pozytywnych wyjątków są Cargotec, który kształci pracowników w szkole ze Stargardu Szczecińskiego, i Flextronics, który wchodzi we własne szkolnictwo.

— Rozmawialiśmy ze wszystkimi firmami związanymi z przemysłem stoczniowym z regionu. Mamy pomysł, by stworzyć agencję, która będzie zarządzała pracownikami. Dziś pracują od kontraktu do kontraktu, bez pewności, że dostaną pracę w następnej firmie. Chcemy zagwarantować im ciągłość zatrudnienia. Ten projekt zamierzamy zgłosić do MG — mówi Teresa Kamińska, prezes PSSE. Krakowska strefa nawiązała współpracę ze szkołami w Wieliczce, Niepołomicach, Zatorze i Oświęcimiu.

— Przedsiębiorcy nie zdają sobie sprawy, że szkoły mogą tworzyć klasy profilowane. Organizujemy dla nich spotkania z dyrektorami szkół. Mamy nadzieję, że od września ruszą pierwsze praktyki — zapowiada Krystyna Sadowska z Krakowskiego Parku Technologicznego.

W legnickiej strefie Volkswagen Motor Polska, Sitech, Winkelmann, Haerter Technika Wytłaczania i Vorwerk Dichtungssysteme mają klasy patronackie. — Rozmawiamy z placówkami edukacyjnymi i wspieramy BASF, Faurecię, Casetech i Haerter Technika Wytwarzania w stworzeniu nowych klas patronackich w roku szkolnym 2015/16 — mówi Maciej Rojowski z Legnickiej SSE. Strefa wspiera też m.in. LEAR Corporation i firmy Sanden czy wezi-tec w organizacji praktyk i staży zawodowych.

Pięć lat do przodu

Bardzo zaawansowana jest łódzka strefa, w której jeden z inwestorów, Haering, już w 2009 r. wystartował w Piotrkowie Trybunalskim z własną szkołą zawodową, bo brakowało pracowników. Z pomocą przyszedł marszałek, który założył szkołę dla dorosłych, przekształconą w 2013 r. w Centrum Kształcenia Ustawicznego, co pozwala na prowadzenie kursów modułowych zamiast dwuletniej nauki.

— Ponieważ to szkoła podlegająca marszałkowi, jej filie mogą działać w całym województwie. Pierwsza powstała w Piotrkowie Trybunalskim — dla Haeringa, w tym roku otworzyliśmy kolejną w Radomsku przy spółce FON-SKB, a w połowie przyszłego roku uruchomimy prawdopodobnie filię w Kutnie — zapowiada Bartosz Rzętkiewicz z Łódzkiej SSE.

Kierowana przez Tomasza Sadzyńskiego strefa była też motorem powstania przy Uniwersytecie Łódzkim międzynarodowej szkoły dla obcokrajowców.

Mamy braki

Przedsiębiorcom brakuje 610 tys. pracowników z odpowiednimi kwalifikacjami — twierdzą autorzy opublikowanego w tym roku raportu PARP „Bilans kapitału ludzkiego”. Jednocześnie z cytowanych w raporcie danych Eurostatu wynika, że Polska jest na szarym końcu, jeśli idzie o inwestycje firm w szkolenia pracowników. Budżet szkoleniowy miało w 2010 r. zaledwie 13 proc. firm, gorzej było tylko na Łotwie, w Bułgarii i Rumunii. Zdaniem Teresy Kamińskiej, trzeba zmienić cały system.

— Główna bariera to dążenie gimnazjów, by jak najwięcej absolwentów wysłać do szkół ogólnokształcących. Gimnazjaliści są pozbawieni fachowego doradztwa. Trzeba przemodelować podejście do szkolnictwa zawodowego. Dziś cyfrowa obrabiarka to technologiczne wyzwanie — uważa Teresa Kamińska. Opowieści o masie wykwalifikowanych pracowników w Polsce to tylko mit, uważa Jacek Gałek, dyrektor generalny Haeringa.

— Pomysł ministerstwa to kropla w morzu potrzeb, ale słuszne działanie. Od czegoś musimy zacząć. Dziś przedsiębiorcy są zostawieni sami sobie — uważa Jacek Gałek.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCÓW

Niemiecki wzorzec

JACEK GAŁEK

dyrektor generalny Haeringa

Personel kształcimy od momentu uruchomienia produkcji w 2002 r., bo brakowało wykwalifikowanej kadry w obróbce skrawaniem. Od 2009 r. ruszyła nasza szkoła. Podstawą jest dualny system kształcenia (dwa dni teorii, trzy dni praktyki), gdzie oprócz pracy na najnowocześniejszym sprzęcie uczniowie intensywnie uczą się języka niemieckiego. Po dwóch latach nauki (w tym czasie uczniowie są zatrudnieni na etat, choć nie świadczą obowiązku pracy) przez rok szkolimy ludzi na wydziałach produkcyjnych. Szkoła ma renomę, we wrześniu 2013 r. na 100 miejsc było 400 chętnych. Budujemy teraz za ponad 100 mln zł Akademię Haeringa, czyli budynek przystosowany do potrzeb kształcenia. Chcemy, by podobnie jak w niemieckim oddziale stał się on naszą perełką, miejscem spotkań ludzi kultury, sztuki, polityki i nauki. Kształcenie zawodowe dużo kosztuje, ale nie można patrzeć na to w ten sposób. Obróbka skrawaniem to najnowsze technologie, które Polsce trochę uciekły, trzeba to nadrobić, żeby firmy nadal chciały u nas inwestować.

Pierwsze doświadczenia

EWELINA CYGAN

FON-SKB

Przyzakładowa szkoła w naszej fabryce działa od lutego 2014 r. Prowadzone jest tu nauczanie w systemie dualnym: dwa dni teorii i trzy dni praktyki z opiekunami — naszymi pracownikami. Mamy 40 uczestników 8-miesięcznego kursu na operatora obrabiarek skrawających. Połowa z nich to nasi pracownicy, którzy podniosą kwalifikacje. Z pozostałej dwudziestki 15 osób znajdzie u nas zatrudnienie. Przez pierwsze trzy miesiące słuchacze uczą się nieodpłatnie, potem podpisujemy z nimi umowy na 3/5 etatu. Dzięki szkole możemy podnosić kwalifikacje naszych pracowników, zatrudniać osoby znające zakład i już przeszkolone, co zmniejsza koszty nowo zatrudnionych osób. Prawdopodobieństwo, że ktoś, kto przeszedł 8-miesięczny kurs, zostanie u nas na stałe, a nie zrezygnuje po trzech miesiącach, jest większe.

We wrześniu ruszy kurs na ślusarza. Przy zakładzie powstaje odlewnia, więc planujemy otwarcie kolejnej specjalności — odlewnika. Będziemy potrzebowali około 10 absolwentów kursów rocznie. Jesteśmy otwarci na współpracę z innymi przedsiębiorcami z Radomska.

Na początku drogi

SYLWIA SZMIDT

BASF

Od września 2015 r. chcemy ruszyć z programem nauczania we współpracy z jedną lub dwiema szkołami ze Środy Śląskiej. Interesują nas kierunki: technik analityk, mechanik i elektryk. Bardzo nam zależy na wykształceniu takich specjalistów, bo bardzo długo musimy szukać np. elektryków z wiedzą o zautomatyzowanej produkcji. W naszym zakładzie chcielibyśmy umożliwić praktyczne szkolenie. Na pewno bardzo interesujący będzie dla nas rządowy program wspierający przedsiębiorców zaangażowanych w szkolnictwo zawodowe, chętnie skorzystamy ze wsparcia.

Szkoła ma renomę, we wrześniu 2013 r. na 100 miejsc było 400 chętnych. Budujemy teraz za ponad 100 mln zł Akademię Haeringa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu