Minister idzie na skróty w strefach

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2017-01-31 22:00

Pomysł, by poszerzeniami zajmował się nie cały rząd, lecz jeden resort, chwalą eksperci, a krytykuje kancelaria premiera.

Projekt nowelizacji ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych jest piękny w swej prostocie: niecałe półtorej strony, kilka punktów sprowadzających się do jednego — o zmianach granic miałby decydować już nie rząd, lecz minister właściwy ds. gospodarki, czytaj minister rozwoju. Cel: skrócenie procedur. „Jak pokazuje dotychczasowa praktyka, proces legislacyjnywydawania rozporządzenia przez Radę Ministrów wymaga bardzo dużo czasu, celem jest skrócenie całej procedury, której częścią jest legislacja. W wielu przypadkach czas zmiany granic decyduje o realizacji bądź nie danej inwestycji” — tłumaczy MR w ocenie skutków regulacji. Święta prawda.

Koniec paranoi Tadeusz Kościński, wiceminister rozwoju odpowiedzialny za specjalne strefy ekonomiczne, chce skrócić proces zmian granic, który w skrajnych przypadkach trwał nawet dwa lata.
Marek Wiśniewski

— To bardzo ważna i sensowna zmiana, która skróci proces o dwa miesiące. Nie trzeba będzie wpisywać projektów do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów, czekać w kolejce do komitetu stałego, a potem na wpisanie w porządek obrad lub zgodę na tryb obiegowy — komentuje Paweł Tynel, partner w EY.

— Polska będzie bardziej konkurencyjna, bo dziś przepisy dotyczące zwolnień podatkowych są bardziej sformalizowane niż w Czechach i na Słowacji, gdzie liczy się tylko mapa pomocy regionalnej. Poszerzanie stref trwa czasem pół roku, czasem rok, w wyjątkowych wypadkach nawet dłużej. Ministerstwo Rozwoju zajmuje się strefami i zmiany granic powinny leżeć w jego kompetencjach — uważa Kiejstut Żagun, dyrektor w KPMG. Jest jednak zdziwiony małą skalą zmian.

— Chodzą plotki o szerszym zreformowaniu SSE: ocenie innowacyjności projektów czy włączaniu gruntów prywatnych. Inwestorzy czekają też na informację,czy strefy będą funkcjonować po 2026 r., bo czasu na odebranie pomocy publicznej jest coraz mniej. Dobrze byłoby wprowadzić wszystkie zmiany jednocześnie — uważa Kiejstut Żagun. O wiele więcej uwag mają inni urzędnicy, a najwięcej: Henryk Kowalczyk, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów. Uważa, że dotychczasowy system działa dobrze, przez ostatnią dekadę stał się transparentny, obiektywny i prosty. Zgadza się, że należy skrócić proces poszerzenia SSE, jednak, zaproponowany sposób nie ma, jego zdaniem, merytorycznego uzasadnienia. Zaznacza, że uwagi członków Rady Ministrów niejednokrotniepozwalały wprowadzać korzystne zmiany. Proponuje, by uproszczeń szukać na styku zarządzający strefą — Ministerstwo Rozwoju. Resort już to robi.

— W grudniu skrócono listę dokumentów wymaganych przy poszerzeniu i ograniczono czas trwania procedur do pięciu miesięcy. Warto byłoby też powierzyć zarządom stref odpowiedzialność za poprawność formalną dokumentów przekazywanych do ministerstwa, co jeszcze bardziej przyspieszyłoby procedury — mówi Rafał Pulsakowski z PwC.

Minister Kowalczyk przypomina, że projekt ustawy nie znalazł się w wykazie prac legislacyjnych.To samo „uprzejmie zauważa” Rządowe Centrum Legislacji, które wskazuje też na konieczność uzupełnienia o pełne — zamierzone i spodziewane skutki prawne zmian, bo na pewno nie ograniczą się do głównego celu MR. Minister infrastruktury i budownictwa chce obowiązku ustanawiania stref wyłącznie na obszarach z obowiązującym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Według Tomasza Żuchowskiego, wiceministra infrastruktury podpisanego pod opinią, „funkcjonowanie SSE jest klasycznym przykładem braku koordynacji między polityką gospodarczą i przestrzenną”.