Minister finansów uważa, że stopy procentowe w Polsce są irracjonalnie wysokie i jest miejsce na ich redukcję, choć RPP tego nie zrobi. Jego zdaniem, inflacja będzie spadać, a dynamika PKB rosnąć.
Grzegorz Kołodko, minister finansów, uważa, że w obecnych realiach gospodarczych jest miejsce na obniżkę stóp procentowych o 300 pkt bazowych. To pierwsze tak zdecydowane wystąpienie ministra finansów przeciw Radzie Polityki Pieniężnej od początku urzędowania 6 lipca 2002 r. Wówczas zapowiadał rozejm i przyjacielskie stosunki pomiędzy oboma stronami ul. Świetokrzyskiej.
— Niska inflacja to nasze osiągnięcie, trzeba ją chronić. Szanuję niezależność banku centralnego i nie zamierzam ingerować w politykę RPP — mówił wówczas Grzegorz Kołodko.
Główna stopa procentowa NBP — interwencyjna — wynosi dziś 6,5 proc. Dwa lata temu wynosiła 19,5 proc. To jednak nie wystarcza politykom — ich zdaniem powinna być o połowę niższa.
— Nie mam najmniejszych wątpliwości, i mówię to jako niezależny ekonomista, że w polskich realiach jest miejsce na obniżenie stóp aż o 3 proc. Również nie mam wątpliwości, że bank centralny tego nie uczyni, nad czym ubolewam, gdyż szkodzi to polskiej gospodarce — mówi minister finansów.
Jego zdaniem, utrzymywanie stóp procentowych na obecnym poziomie buduje siłę złotego i automatycznie niszczy polski eksport.
— Wysokie stopy szkodzą polskiemu eksportowi. Ożywienie w eksporcie, które zwiększyło się tak znakomicie w drugim półroczu 2002 r., nie będzie trwać, jeśli nie będzie bardziej konkurencyjnego kursu. Najsłuszniejszym sposobem na to byłoby radykalne obniżenie stóp procentowych — uważa Grzegorz Kołodko.
Za silną obniżką — w opinii ministra — przemawia też niska inflacja i brak presji na wzrost tego wskaźnika.
— Inflacja wyniosła w styczniu 0,5 proc. To efekt irracjonalnie wysokich stóp procentowych — twierdzi Grzegorz Kołodko.
W jego ocenie problem inflacji jest zasadniczo rozwiązany, ale wymaga to utrzymywania dyscypliny budżetowej i właściwej polityki pieniężnej.
— Przez kilka najbliższych miesięcy wskaźnik CPI będzie się utrzymywał poniżej 1 proc., a potem będzie oscylował wokół 1,2 proc., co nie powinno być dotkliwe dla konsumentów — cieszy się minister finansów.
Wicepremier szacuje, że wzrost gospodarczy w pierwszym kwartale może przyspieszyć do 2,5 proc. Optymizm ministra finansów ochłodził jednak chwilę potem superminister Jerzy Hausner.
— Obecne symptomy ożywienia w gospodarce nie są trwałą tendencją, gdyż brakuje istotnych stymulatorów. W wymiarze makropolityki gospodarczej nie ma istotnych stymulatorów, które mogłyby ożywić polską gospodarkę — ocenia szef resortu gospodarki, pracy i polityki społecznej.
Obaj ministrowie nie ustalili też wspólnej wersji oświadczenia w sprawie sytuacji na rynku pracy.
— Bezrobocie w styczniu wyniesie tyle samo, ile mieliśmy na koniec grudnia, czyli około 18,2 proc., ale już pojawia się tendencja obniżania bezrobocia w niektórych regionach — mówi Grzegorz Kołodko.
Minister gospodarki ma swoje zdanie na ten temat.
— Zbliżamy się do przełomowego momentu, gdy bezrobocie zacznie spadać, ale nie nastąpi to tak szybko. Stopa bezrobocia w styczniu może być wyższa, niż 18,2 proc., przynajmniej o 0,1 pkt proc. To wstępne szacunki, bo nie mam jeszcze ostatecznych danych — mówi Jerzy Hausner.