Minister pracy podpiłowuje II filar

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2010-01-15 00:00

Fundusze emerytalne zarobiły więcej niż ZUS dopisał do rachunku. A byłyby jeszcze lepsze, gdyby poluźnić limity.

Dużo zarabiaj, długo pracuj i wybierz dobry fundusz — to była recepta na dostatnią emeryturę w nowym systemie. Jolanta Fedak chce zatamować jedno źródło

Fundusze emerytalne zarobiły więcej niż ZUS dopisał do rachunku. A byłyby jeszcze lepsze, gdyby poluźnić limity.

Im więcej uzbierasz w funduszu emerytalnym, tym większą będziesz miał emeryturę — to był fundament reformy emerytalnej z 1999 r. Drugi filar podparty był na trzech nogach: wysokości składki (zależna od pensji), długości pracy i stopy zwrotu osiąganej przez fundusz. Reforma, którą szykuje minister pracy, podpiłowuje trzecią. Do funduszy będzie trafiało 3, a nie 7,3 proc. jak dziś. Tym samym wpływ części kapitałowej na wysokość przyszłej emerytury będzie minimalny. O tym, ile uzbieramy, zdecyduje waloryzacja (zależna od inflacji, wzrostu wynagrodzeń i liczby pracujących). Minister przekonuje, że jest równie dobra.

— Patrząc na dotychczasowe wyniki funduszy, jestem skłonna złożyć deklarację, że waloryzacja w ZUS nie będzie mniej korzystna niż wynik inwestowania w OFE. Jeśli będzie wzrost gospodarczy i rosły wpływy do budżetu, to politycy nie będą się bronić przed waloryzacją. A jeśli nie będzie wzrostu gospodarczego, to i giełda nie będzie rosła — mówi Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej.

Waloryzacja przegrywa…

Liczby nie potwierdzają tezy. W ciągu 10 lat wskaźnik waloryzacji tylko trzykrotnie był wyższy niż średnia stopa zwrotu OFE. Znacząco jedynie w kryzysowych latach 2007 i 2008. W pozostałych fundusze były wyraźnie lepsze (patrz infografika). Średnia stopa zwrotu OFE w ciągu 9 lat jest o 2,2 pkt proc. wyższa od średniej waloryzacji. W 2009 r. średnia dla OFE to 14,3 proc., poziom waloryzacji poznamy w maju, ale według szacunków "PB" nie przekroczy inflacji, czyli 3,5 proc. OFE znów powiększą przewagę.

Zdaniem ekspertów, waloryzację ma też inną wadę — jest równa dla wszystkich. Tymczasem wyniki funduszy są bardzo rożne — między najlepszymi a waloryzacją jest przepaść.

— Jeśli ktoś potrafi wybrać lepiej, jest premiowany, bo będzie miał wyższą emeryturę. To buduje świadomość i przekonanie, że przyszła emerytura jest w naszych rękach. Waloryzacja wrzuca wszystkich do jednego worka — mówi Tomasz Publicewicz, analityk Analiz Online.

— Założenie było takie, że fundusze konkurują i dają dodatkowy zysk. Tu jest dużo do poprawienia, ale można to łatwo zrobić — dodaje Paweł Majtkowski, główny analityk Expandera.

Eksperci zwracają uwagę, że o ile sposób wyliczania waloryzacji można uznać za hojny, to wynik funduszu mógłby być dużo lepszy.

— Fundusze w akcjach nie miały nigdy więcej niż 40 proc. Gdyby mogły mieć więcej, w hossie miałyby jeszcze lepszy wynik — mówi Tomasz Publicewicz.

— Gdyby mogły inwestować w instrumenty pochodne, spółki niepubliczne czy nieruchomości, to mniej straciłyby na bessie w 2008 r. — dodaje Paweł Majtkowski.

…jest w rękach polityków

Nie można też zapomnieć, że poziom waloryzacji jest w rękach polityków — mogą przegłosować zmianę metody wyliczania.

— Nawet jeśli waloryzacja byłaby na tym samym poziomie, co średni wynik OFE, to lepiej, żeby składka trafiała do OFE. To jest czysty system — wynik zależy od rynku kapitałowego. Waloryzacja zależy od polityków, a oni powinni mieć jak najmniejszy wpływ na wysokość emerytur — mówi Tomasz Publicewicz.

Eksperci zwracają też uwagę, że waloryzacja to zapis księgowy. W rzeczywistości pieniądze trafiające do ZUS wydawane są na bieżące świadczenia. Tymczasem pieniądze, które przelewane są do OFE, w dużej części trafiają na giełdę i wspomagają wzrost gospodarczy.