Fundusze emerytalne zarobiły więcej niż ZUS dopisał do rachunku. A byłyby jeszcze lepsze, gdyby poluźnić limity.
Im więcej uzbierasz w funduszu emerytalnym, tym większą będziesz miał emeryturę — to był fundament reformy emerytalnej z 1999 r. Drugi filar podparty był na trzech nogach: wysokości składki (zależna od pensji), długości pracy i stopy zwrotu osiąganej przez fundusz. Reforma, którą szykuje minister pracy, podpiłowuje trzecią. Do funduszy będzie trafiało 3, a nie 7,3 proc. jak dziś. Tym samym wpływ części kapitałowej na wysokość przyszłej emerytury będzie minimalny. O tym, ile uzbieramy, zdecyduje waloryzacja (zależna od inflacji, wzrostu wynagrodzeń i liczby pracujących). Minister przekonuje, że jest równie dobra.
Liczby nie potwierdzają tezy. W ciągu 10 lat wskaźnik waloryzacji tylko trzykrotnie był wyższy niż średnia stopa zwrotu OFE. Znacząco jedynie w kryzysowych latach 2007 i 2008. W pozostałych fundusze były wyraźnie lepsze (patrz infografika). Średnia stopa zwrotu OFE w ciągu 9 lat jest o 2,2 pkt proc. wyższa od średniej waloryzacji. W 2009 r. średnia dla OFE to 14,3 proc., poziom waloryzacji poznamy w maju, ale według szacunków "PB" nie przekroczy inflacji, czyli 3,5 proc. OFE znów powiększą przewagę.
Zdaniem ekspertów, waloryzację ma też inną wadę — jest równa dla wszystkich. Tymczasem wyniki funduszy są bardzo rożne — między najlepszymi a waloryzacją jest przepaść.
Więcej o emerytalnych "pomysłach" w piątkowym Pulsie Biznesu