Minister Rostowski zaciągnął hamulec

Agnieszka Jabłońska, Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 14-01-2011, 00:00

Od czterech miesięcy kolejarze nie dostali ani złotówki. Ministerstwo rozwoju uważa, że sami są sobie winni.

PKP PLK zarzuca resortowi finansów, że wstrzymuje kolejowe inwestycje

Od czterech miesięcy kolejarze nie dostali ani złotówki. Ministerstwo rozwoju uważa, że sami są sobie winni.

Pod koniec lutego do Warszawy zjadą przedstawiciele Komisji Europejskiej, żeby przejrzeć inwestycje infrastrukturalne realizowane przy udziale unijnych funduszy. Spędzą u nas dwa dni. Pierwszego sprawdzą projekty drogowe, drugiego kolejowe. Kolejarze liczą, że będzie to okazja do pokazania prawdy o tym, jak za pieniądze z Brukseli modernizowane są tory w Polsce. To dla nich być albo nie być. Kolej wlecze się w ogonie pod względem wykorzystanie dotacji i Ministerstwo Rozwoju Regionalnego straszy, że jeśli nie przyspieszą z pracami odbierze im fundusze i przekaże na drogi. Tymczasem kolejarze zapewniają, że to nie ich wina. PKP Polskie Linie Kolejowe, które za te inwestycje odpowiadają, mają niecały miesiąc, żeby udowodnić, że pieniędzy nie zmarnują. "Puls Biznesu" dotarł do prezentacji, którą spółka będzie się bronić w resorcie infrastruktury i na spotkaniach z oficjelami z Komisji Europejskiej (KE). Przekonują w niej, że hamulcowym w rozpoczęciu inwestycji jest Ministerstwo Finansów.

Zakręcony kurek z kasą

Według PKP PLK, resort nie zatwierdza finansowania, mimo że projekty są już gotowe. Z tego powodu nie może ruszyć pięć inwestycji za blisko 900 mln zł,. W pierwszym kwartale dojdą kolejne za 4,1 mld zł, a do grudnia jeszcze za 4,5 mld zł.

— Do połowy 2010 roku ministerstwo zapewniło finansowanie projektów za 11,8 mld zł. Potem wstrzymało wydawanie decyzji, przez co nie możemy podpisać umów, mimo że przetargi zostały już rozstrzygnięte — mówi Alina Gidryś z zarządu PKP PLK, dyrektor ds. projektów unijnych.

Niecierpliwią się już firmy, które wygrały przetargi, bo opóźnienia przekraczają przewidziane przepisami terminy — wynoszą od półtora do czterech miesięcy.

— Kolejarze wybierają wykonawców, ale nie mają przygotowanej dokumentacji zgodniej z europejskimi standardami, np. pozwoleń na budowę. Minister finansów nie może ich zaakceptować i zaryzykować, że potem nie uzyska zwrotu do budżetu z Unii — twierdzi Adam Zdziebło, wiceminister rozwoju regionalnego.

Kolej na drogi

Kolejarze twierdzą, że KE lepiej ocenia jakość kolejowych wniosków niż dokumentację składaną przez drogowców.

— Przekonamy się w lutym, jaka jest ostateczna wartość naszych wniosków. Nie zgadzamy się z tezą, że inwestycje kolejowe opóźniają się z naszej winy. Wszystkie mogą być zrealizowane do 2014 roku i nie grozi im utrata kwalifikowalności wydatków — twierdzi Alina Giedryś.

Kolejarze obawiają się, że rozpuszczane informacje o rzekomych opóźnieniach mają posłużyć jako argument do odebrania im części funduszy. Konkretnie — 7 mld zł z 27 mld zł, jakie PKP PLK mają do wykorzystania do 2015 r. Pieniądze miałyby zostać przeznaczone na drogi, na które, jak ogłosił ostatnio rząd, też brakuje pieniędzy.

— Nikt nam tego oficjalnie nie powiedział — zastrzega Alina Giedryś.

Według naszych informacji, pogłoski są jednak na tyle wiarygodne, że PKP PLK na wszelki wypadek przygotowały dwie listy inwestycji: za 27 mld zł i 20 mld zł. Ta druga jest krótsza o cztery pozycje. Według nieoficjalnych informacji, Ministerstwo Infrastruktury chce przesunąć na drogi 1,2 mld zł z 3 mld zł, jakie PKP PLK zaoszczędziło na rozstrzygniętych dotąd przetargach. Kiedy kolejarze zapytali w ministerstwie, dlaczego pieniądze pójdą na inwestycje drogowe, a nie na kolej, usłyszeli, że "drogi są bardziej sexy". Z kolei Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przekonuje, że chodzi o optymalne wykorzystanie pieniędzy, a są podejrzenia, że kolej je zmarnuje.

— Nie ma tylu dobrze przygotowanych projektów kolejowych, które mogłyby być rozliczone do 2015 r. Jeśli PLK twierdzi, że jest inaczej, niech potwierdzi to na konkretnych przykładach. Wiceminister infrastruktury ds. kolei ma czas na ich przedstawienie do 9 lutego — twierdzi Adam Zdziebło.

Gwarancje od ministra

Resort finansów zwalnia bieg kolejowych inwestycji w jeszcze jednej sprawie — kredytu z Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). Chodzi o 1 mld EUR, którego PKP PLK potrzebują na udział własny w unijnych inwestycjach. W tym roku musi dorzucić z własnej kieszeni 0,6 mld EUR, a w przyszłym już 1,7 mld EUR. Spółka nie ma własnych pieniędzy na ten cel. Nie może, jak Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która jest rządową agendą, zwrócić się o dofinansowanie bezpośrednio z budżetu państwa. EBI zgodzi się kolejom dać kredyt pod warunkiem, że dostanie gwarancje od resortu finansów. Ministerstwo jeszcze ich nie przyznało.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Jabłońska, Eugeniusz Twaróg

Polecane