Minister skarbu prześwietla 19 spółek

opublikowano: 13-09-2012, 00:00

Bez fuch w zarządach i radach spółek zależnych, ale także bez kominówki – taka przyszłość czeka prezesów państwowych gigantów

Nikt nie ma wątpliwości, że w państwowych spółkach trzeba zrobić porządki, o czym świadczy m.in. ujawniona przez „PB” afera taśmowa i nieprawidłowości w należącej do Agencji Rynku Rolnego spółce Elewarr. Minister skarbu zaczął od 19 strategicznych spółek.

— Na początku sierpnia minister skarbu zlecił przeanalizowanie wynagrodzeń wypłacanych w związku z pełnieniem funkcji w organach podmiotów należących do poszczególnych grup. Chodzi o sytuacje, w których pracownicy zatrudnieni w spółce pobierają pieniądze również od podmiotów zależnych. Rekomendujemy, by osoby zatrudnione w grupach kapitałowych nie uzyskiwały innego wynagrodzenia niż podstawowe — mówi Magdalena Kobos, rzeczniczka Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP). O wysokości tego wynagrodzenia mówi bardzo oględnie.

— Wynagrodzenia powinny odzwierciedlać zakres obowiązków menedżerów i uwzględniać tendencje rynkowe — uważa Magdalena Kobos. Resort chce też zrobić przegląd grup kapitałowych i ocenić: usytuowanie, przedmiot działalności, znaczenie dla podstawowej działalności i celowość istnienia spółek zależnych.

Trzeba wybrać, żeby brać

Zakaz łączenia funkcji zarządczych w firmach z grupy kapitałowej nie dotknie wielu prezesów spółek strategicznych — tak wynika z danych Krajowego Rejestru Sądowego. Dziś na 19 osób tylko Wojciech Dąbrowski stoi na czele Agencji Rozwoju Przemysłu i MS TFI. Funkcję prezesa TFI przestanie pełnić z końcem września. W prywatnym biznesie szefowanie dwóm spółkom jednocześnie to rzadkość.

— Unię personalną stosuje się tylko w przypadku holdingów i spółek powiązanych operacyjnie. Jednak w innym przypadku jest to niekorzystne dla zarządzania. Poza tym w wielu branżach byłoby to niemożliwe i nie zgodziłyby się na to instytucje nadzorujące, np. w przypadku banków — Komisja Nadzoru Finansowego, a spółek lotniczych — ULC — mówi Sebastian Mikosz, wiceprezydent Pracodawców RP.

Bywa, że powołuje się nową spółkę, na której czele początkowo staje szef firmy. Tak było w przypadku PGE i PGE Energia Jądrowa. Tomasz Zadroga był początkowo prezesem obu firm. Po zmianach w grupie kapitałowej na czele każdej z firm stanął kto inny.

W ramach obowiązków

Dziś najbardziej powszechnym sposobem dorabiania prezesów państwowych koncernów jest zasiadanie w radach nadzorczych spółek zależnych. Niektórzy, w tym m.in. prezesi: PKN Orlen, PKO BP, Zarządu Morskiego Portu Gdańsk i Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, nie piastują stanowisk w innych polskich firmach z grupy. Inni, w tym Maciej Owczarek (Enea), Mirosław Bieliński (Energa), Marcin Moskalewicz (PERN Przyjaźń) i Dariusz Lubera (Tauron), zasiadają w radach kilku spółek zależnych. Maciej Owczarek, który jest w radzie Enea Wytwarzanie i Energobud Leszno, zarobił z tego tytułu 27,4 tys. zł. Niektórzy rozwiązali już tę kwestię po myśli MSP, i to 2,5 roku temu!

— Jedną z moich pierwszych decyzji było wprowadzenie dobrych praktyk w zakresie nadzoru nad spółkami zależnymi. Te kwestie należało uporządkować. Dlatego już w lutym 2010 r. przyjęliśmy zasadę, że zarówno dyrektorzy centrali, jak i członkowie zarządu PKO zasiadający w radach nadzorczych spółek z grupy kapitałowej nie pobierają dodatkowego wynagrodzenia z tego tytułu. Jednocześnie nie pełnią funkcji zarządczych w podmiotach zależnych — wyjaśnia Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP. Bez wynagrodzenia w radach nadzorczych zasiada też Dariusz Lubera.

— Udział prezesa Marcina Moskalewicza w radach nadzorczych spółek PPPP Naftoport i Operator Logistyczny Paliw Płynnych jest ściśle związany z procesem konsolidacji Grupy Kapitałowej PERN i potrwa, dopóki proces nie zostanie zakończony, czyli — zgodnie z planem — nastąpi w przyszłym roku — mówi Roman Górski, rzecznik firmy. Janusz Jarosiński, prezes Morskiego Portu Gdynia, poczeka natomiast na zmiany.

— Jestem członkiem rad nadzorczych Terramaru i Bałtyckiej Bazy Masowej. Baza jest w ostatniej fazie prywatyzacji i wraz ze sprzedażą udziałów moja praca w radzie nadzorczej się kończy. Nie zamierzam rezygnować z funkcji przewodniczącego rady Terramaru, chyba że byłoby to niezgodne z nowym prawem — mówi Janusz Jarosiński. W prywatnym biznesie to oczywistość.

— Pracowałem w radzie nadzorczej dużej grupy finansowej, w której pozostali członkowie byli pracownikami firmy. Było to tak oczywiste, że nie pobierają wynagrodzenia, że przy powoływaniu mnie na kolejną kadencję zapomniano o moim wynagrodzeniu — opowiada Andrzej S. Nartowski, prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów.

Znikające kominy

Ograniczeniom w zarobkach prezesów strategicznych spółek powinny towarzyszyć zmiany w ustawie o nadzorze właścicielskim postulowane przez środowiska biznesowe. Tu jednak MSP odmawia komentarza. Nic dziwnego — zniesienie kominówki zapowiadało już kilku ministrów.

— Ustawa kominowa to był wielki błąd. Najpopularniejszym sposobem jej obejścia stało się mnożenie spółek zależnych, co pozwala członkom zarządów na dorabianie. Teoretycznie wszystko jedno, czy w grupie działa pięć czy 15 spółek zależnych. W rzeczywistości oznacza to 15 zarządów, 15 rad nadzorczych, a wynagrodzenie dla biegłego rewidenta płaci się 15 razy. Biznesowo jest to szkodliwe, dlatego trzeba zmniejszyć liczbę spółek zależnych i znieść kominówkę — uważa Andrzej S. Nartowski.

OKIEM BIZNESMENA

Mission impossible

KRZYSZTOF MOSKA

inwestor Lenteksu, Hygieniki, Plast-Boksu i Polskiego Jadła, prezes Gamratu

Prezes absolutnie nie powinien zasiadać w zarządzie spółek zależnych. Podważa to koncepcję zarządzania, bo przecież prezesi dwóch spółek mogą mieć odmienne zdanie. Poza tym nie da się tego pogodzić ze względu na brak czasu. Tym bardziej w przypadku spółek, które mają siedziby w różnych miejscach. Nie zgodziłem się na to w przypadku prezesa Plast-Boksu, który jednocześnie był dyrektorem spółki na Ukrainie. Podobnie z zasiadaniem w radach nadzorczych innych firm. Nie ma na to czasu. Jestem prezesem małej spółki i choć mam dużo propozycji, nie wyobrażam sobie, by znaleźć na nie czas. Tym bardziej dotyczy to prezesów dużych spółek państwowych. Sprawę kominówki rozwiązałbym inaczej. Powinno się ustalić maksymalne wynagrodzenia prezesów państwowych firm, którzy mogliby dostawać premie od zysku. Dziś bywa, że zarząd zarabia dużo, a spółka przynosi straty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu