Minister zaprasza spółki komunalne na giełdę

opublikowano: 24-10-2014, 00:00

Samorządy boją się inwestorów, inwestorzy boją się samorządów. Szkoda, bo na giełdę weszłyby stabilne spółki.

Fundusz Inwestycji Samorządowych (FIS), czyli dziecko Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskich Inwestycji Rozwojowych, ma inwestować w spółki, które realizują projekty lokalnych władz. Do dyspozycji ma 600 mln zł, które zostaną zamienione na akcje i udziały komunalnych podmiotów. Ma to być remedium na zwiększenie zadłużenia samorządów, które dotychczas poprzez dług zdobywały pieniądze na wkład własny niezbędny do realizacji projektów unijnych. Po kilku latach FIS wychodziłby z inwestycji — poprzez wypłaty dywidend, odkup udziałów przez samorząd lub sprzedaż pakietu nowym inwestorom. Włodzimierz Karpiński, minister skarbu, zasugerował podczas Warsaw Capital Market Summit 2014, że mogłoby to następować poprzez sprzedaż akcji spółek komunalnych na giełdzie.

CENNA CIERPLIWOŚĆ:
CENNA CIERPLIWOŚĆ:
Włodzimierz Karpiński, minister skarbu, ma pomysł na rozruszanie giełdy. Musi jednak wykazać się cierpliwością, bo inwestorzy finansowi i samorządowcy na razie patrzą na siebie wilkiem.
WM

— Wejście funduszu do spółek działającego na rynkowych zasadach może być dla nich także szansą debiutu na GPW — mówił Włodzimierz Karpiński. Spółki świadczące usługi użyteczności publicznej to zauważalny segment światowych giełd. Nie można na nich zbić fortuny, ale stabilne przychody powodują, że regularnie wypłacają dywidendę, a tym samym są lubiane przez inwestorów. W Polsce do tej grupy należą wyłącznie spółki energetyczne, przeważnie kontrolowane przez skarb państwa.

Wzajemne obawy

Fundusze inwestycyjne dość wstrzemięźliwie oceniają pomysł ministra skarbu. Obawiają się wpływu samorządów na biznes.

— Do tego typu projektów będziemy podchodzić bardzo ostrożnie. Preferujemy spółki z prywatnym właścicielem, któremu zależy na wzroście wartości firmy. Wysoki udział samorządu terytorialnego w akcjonariacie to istotny czynnik ryzyka. W przypadku akcji inwestorzy tacy jak TFI mogliby mieć inne cele niż samorząd. Natomiast ciekawe mogą być ich obligacje — uważa Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Dokładnie odwrotne obawy mają samorządowcy.

— Trudno będzie przekonać samorządy do takiego rozwiązania. Są podmioty szczególnie wrażliwe, jak np. przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, w których utrata kontroli przez samorząd może spowodować niekontrolowany wzrost cen usług — mówi Michał Zaleski, prezydent Torunia.

Prosta sprzedaż

Według Andrzeja Dziuby, prezydenta Tychów, inwestor w postaci funduszu skarbu państwa może zachęcić niektórych do przekształceń. Nikt nie będzie bowiem protestował przed wejściem do spółki państwowego funduszu. Problemy pojawią się dopiero wtedy, gdy zechce on sprze- dać akcje.

— Proszę sobie przypomnieć, co się działo przy prywatyzacji warszawskiego Stoenu, dystrybutora energii. Są też społecznie akceptowalne ceny, np. za wodę czy ścieki, i spółka nie może w nieskończoność podnosić cen po to, by generować zyski — uważa Andrzej Dziuba. Samorządowiec nie jest zainteresowany taką formułą przekształ- ceń.

— Wszystkie spółki miejskie mają dodatni wynik finansowy od kilku lat. Gdy sami potrzebujemy pieniędzy, najzwyczajniej w świecie ściągamy z nich dywidendę. Sytuacja miasta jest na tyle dobra, że nie musimy ich sprzedawać. Gdybyśmy chcieli to zrobić, nie ma potrzeby robić tego w tak zawiły sposób — mówi Andrzej Dziuba.

Na razie jednak bardzo niewiele polskich, samorządowych spółek użyteczności publicznej wpuściło inwestorów zewnętrznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane