Minister zatrząsł kursami energetyki

Giełda fatalnie zareagowała na informacje o możliwości przejęcia kopalni przez PGE, Tauron i Eneę

Minister przemawia, a na giełdzie kursy firm lecą na łeb na szyję. Tak notowania energetycznych spółek zareagowały wczoraj na słowa Tomasza Tomczykiewicza, wiceministra gospodarki.

— Chcemy, by spółki energetyczne z dużym udziałem wytwarzania energii przejęły część kopalń Kompanii Węglowej (KW). Chcemy, żeby zaangażowały się w to Enea, PGE i Tauron — tak Tomasza Tomczykiewicza cytowała Polska Agencja Prasowa. Efekt taki, że w trakcie sesji PGE, Tauron i Enea, trzy największe firmy energetyczne, taniały łącznie nawet o 2,65 mld zł.

Mimo że słowa Tomasza Tomczykiewicza prostowało wczoraj ministerstwo skarbu, spadku kursów energetycznych spółek nie udało się powstrzymać. W trakcie sesji łączny spadek kapitalizacji PGE, Tauronu i Enei sięgał 2,65 mld zł. Po południu wiceminister gospodarki napisał na Twitterze, że informacja o przejmowaniu kopalni przez energetykę była „nadinterpretacją wypowiedzi”.

Bałagan z tylnego siedzenia

Nie pierwszy to taki przypadek na warszawskiej giełdzie, nie ostatni. Kiedy w 2011 r. były premier Donald Tusk zapowiedział w exposé wprowadzenie specjalnego podatku miedziowego, kurs KGHM, produkującego ten surowiec, poleciał o 14 proc. Kiedy w listopadzie 2013 r. dymisję złożył Krzysztof Kilian, prezes PGE i wielki oponent inwestycji w nowe bloki węglowe w Opolu, kurs energetycznej firmy spadł o 2,5 proc., czyli o blisko 900 mln zł. Wiadomo było, że prezes poległ w starciu z rządem, który forsował opolski projekt, przez rynek postrzegany jako nierentowny. Wczoraj dostało się kursom trzech firm energetycznych, bo KW ociera się o bankructwo. Rynkowi rzadko podoba się kierowanie firmami z tylnego siedzenia.

— Przecież to zarządy są rozliczane przez rynek z wyników i decyzji. Dlatego deklarację ministra Tomasza Tomczykiewicza, choć nie jest nieoczekiwana po wcześniejszych sugestiach premiera, trzeba uznać za kolejną zmianę reguł gry dla rynku kapitałowego, niekorzystną dla mniejszościowych inwestorów, w tym polskich i zagranicznych funduszy. Zakup nierentownych kopalni przez polskie spółki energetyczne jeszcze bardziej podkreśla ryzyko inwestowania w spółki z udziałem skarbu państwa — podkreśla Paweł Puchalski, szef działu analiz w Domu Maklerskim BZ WBK.

Ciekawe jednak, że słowa wiceministra gospodarki prostował wczoraj resort skarbu.

— Plan naprawczy KW, który do mnie trafił, nie zakłada sprzedaży kopalni spółkom energetycznym. Nie pracujemy nad takim rozwiązaniem — podkreślał Rafał Baniak, wiceminister skarbu. Od spekulacji na temat zaangażowania w ratowanie KW odcięło się też PGE.

— Nie jesteśmy w procesie zakupu jakiejkolwiek kopalni węgla kamiennego. Nie mamy z nikim listu intencyjnego. Nie badamy ksiąg. Po naszej stronie nic się nie dzieje — informują w biurze prasowym spółki. Spadku kursów nie udało się jednak zatrzymać. Rynku też prawdopodobnie nie udało się uspokoić, bo spekulacje na temat sprzedaży kopalni KW firmom energetycznym trwają od dłuższego czasu. W „PB” pisaliśmy o tym pod koniec sierpnia. Scenariusz tym bardziej prawdopodobny, że właścicielsko nieskomplikowany — wszyscy zaangażowani gracze to firmy kontrolowane przez państwo.

Do przełknięcia

Niewykluczone jednak, że rynek przełknie tę narzuconą energetycznym firmom operację. Musi tylko mieć więcej danych.

— Reakcja rynku na słowa ministra jest jednoznaczna i wskazuje na to, że rynek widzi rodzaje ryzyka związane z taką operacją. Ja też to widzę, ale żeby je wycenić, trzeba znać cenę wnoszonych kopalni. Wtedy dopiero się okaże, czy dzisiejsze spadki kursu to jednorazowe wahnięcie, czy trwała i uzasadniona zmiana — zauważa Flawiusz Pawluk, analityk Unicredit CAIB.

— Szkoda, że wpływ zaprezentowanego pomysłu jest zupełnie niepoliczalny. W przypadku KGHM od razu można było oszacować wpływ nowego podatku od wydobycia, natomiast teraz nie wiemy praktycznie nic: kiedy operacja miałaby nastąpić, które kopalnie obejmie i do których spółek miałyby one trafić. Nie wiemy też nic o wynikach czy zasobach węgla kopalni — dodaje Paweł Puchalski. Flawiusz Pawluk zakłada, że jeśli cena za kopalnie nie będzie wyśrubowana, inwestorzy zaakceptują te transakcje. Tym chętniej, że zarówno PGE, jak i Tauron i Enea pokazują ostatnio, że radzą sobie z restrukturyzacją na własnym poletku, również w obszarze zatrudnienia.

— Ze względu na większe doświadczenie w restrukturyzacji na pewno poradzą sobie lepiej, niż poradziłaby sobie sama KW — twierdzi Flawiusz Pawluk.

Komu, ile kopalni

Na temat tego, jak ratowanie KW miałoby wyglądać, można na razie tylko spekulować. Dotychczas największe poparcie miał scenariusz, w którym KW sprzedaje cztery kopalnie Weglokoksowi, zdobywa od 1,5 do 2,5 mld zł gotówki, a pozostała dziesiątka kopalni przyłączana jest do wielkich grup energetycznych. Spekulacje analityków też idą w tym kierunku. I nie są to wizje skrajnie pesymistyczne.

— Można się pokusić o szacunki. KW ma dziś 14 kopalni, z czego cztery sprzeda prawdopodobnie Węglokoksowi. Zakładam, że z pozostałych dziesięciu co najmniej pięć pozostanie w KW, a reszta trafi do PGE, Tauronu i Enei. To oznacza, że ryzyko dla firm energetycznych będzie istotnie mniejsze (przejęcie od trzech do pięciu kopalni), niż myśleliśmy na początku roku, gdy rysowała się wizja energetyki biorącej na siebie ciężar całej KW — tłumaczy Paweł Puchalski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane