Ministerstwo swoje, olejarze swoje

opublikowano: 30-10-2012, 00:00

Urzędnicy zmienią przepisy, które są źródłem kłopotów dystrybutorów. W sposób, który ich absolutnie nie satysfakcjonuje

Wystarczy drobny błąd w oświadczeniu klienta, by firma, która sprzedaje mu olej opałowy, miała kłopoty z celnikami. Dla wielu firm naliczenie z tego tytułu karnej akcyzy było początkiem końca. Dlatego branża apelowała o zmiany w przepisach. Przystało na to Ministerstwo Finansów (MF). Chce zmniejszyć zakres danych, które firmy olejowe muszą co miesiąc przedstawiać urzędom celnym w zestawieniach zrealizowanych transakcji. Planuje też znieść sankcyjną stawkę akcyzy, która spada na firmy za spóźnienie w przekazaniu urzędom celnym zestawień. Nie znikną natomiast finansowe represje za błędy w oświadczeniach klientów. I to najbardziej boli firmy.

— Negatywnie oceniamy te propozycje, ponieważ nie zabezpieczą one handlujących olejami opałowymi przed surowymi sankcjami. Jedynym sensowym rozwiązaniem jest całkowite zniesienie oświadczeń, przez które poległo mnóstwo firm — uważa Mirosław Kulak, szef komitetu koordynacyjnego Dystrybutorów Lekkiego Oleju Opałowego (DLOO).

Podobne stanowisko prezentuje też Polska Izba Paliw Płynnych. Resort jednak nie chce zgodzić się na likwidację oświadczeń. Proponuje, by nabywcy olejów nie musieli przy każdym zakupie wypisywać oświadczenia, że oleje przeznaczą na cele grzewcze. Wystarczyć ma okresowa umowa (np. na jeden sezon) między sprzedającym a kupującym, w której klient podawałby, ile potrzebuje paliwa do urządzeń grzewczych. Ten pomysł branża również ostro krytykuje.

Nie tędy droga

Zmiany mają zostać zapisane w projekcie tzw. trzeciej deregulacji, szykowanej przez ministra gospodarki Waldemara Pawlaka. Jacek Kapica, szef Służby Celnej (to ona pobiera akcyzę), wysłał propozycje do Komitetu Rady Ministrów, który pracuje nad ostatecznym kształtem projektu. Szef celników zgadza się, aby olejarze nie musieli w zbiorczych zestawieniach transakcji podawać dat złożonych przez klientów oświadczeń oraz wskazywać liczby ich urządzeń grzewczych, a także adresów, pod którymi urządzenia się znajdują. W piśmie Jacka Kapicy czytamy, że „dla dokonania analizy ryzyka i wytypowania podmiotów do ewentualnej kontroli powyższe dane nie są niezbędne”. Zdaniem Mirosława Kulaka, zmniejszenie biurokracji związanej z zestawieniami transakcji w niczym nie pomoże.

— Zestawienia nie są operacją gospodarczą, lecz czynnością pomocniczą i statystyczną. Prawdziwy problem leży w oświadczeniach klientów, a ściślej mówiąc, w błędach i omyłkach w nich popełnianych, na które sprzedawcy nie mają wpływu, a za które są surowo karani — dodaje szef DLOO. Entuzjazmu branży nie budzi zniesienie karnej akcyzy za spóźnianie.

— Sprzedawcy muszą zestawienia dostarczać do 25. dnia każdego miesiąca. Było sporo przypadków, że firmy były karane sanacyjną akcyzą nawet za jednodniowe spóźnienie. Jednak od pewnego czasu sądy orzekają, że tak surowa kara jest niedopuszczalna. MF nie robi tu więc żadnej łaski. Po prostu przyznaje się do błędu i chce zabezpieczyć się przed następnymi porażkami w sądach — uważa Mirosław Kulak.

Akcyza za 1 tys. litrów oleju opałowego wynosi 232 zł. Za spóźnienie się z przekazaniem zestawienia transakcji czy za drobny błąd w oświadczeniu klienta grozi firmie naliczenie 6-krotnie wyższego podatku.

— Wystarczy niezbyt czytelny podpis, postawienie go w niewłaściwym miejscu czy pomyłka w numerze PESEL. Każdy minimalny błąd klienta, nawet w pisowni, powodujedrakońskimi karami dla sprzedawcy olejów. Oświadczenia powinny zostać zniesione — mówi Anna Kubis, właścicielka składu opałowego w woj. wielkopolskim.

Jej firma też padła ofiarą celników, którzy naliczyli jej 400 tys. zł karnej akcyzy za sprzedaż oleju opałowego z dystrybutora zakończonego tzw. wężem z pistoletem. Jej przypadek był opisywany w „PB” i przedstawiany w Telewizji Polsat w programie „Państwo w państwie”.

Umowny absurd

Zastąpienie comiesięcznych oświadczeń okresowymi umowami nie podoba się olejarzom.

— Nie można odgórnie narzucać takich umów. To bije w wolny rynek. Co będzie, jeśli klient, z którym będę miała podpisaną umowę np. na rok, znajdzie sobie tańszego dostawcę? Umowa będzie ważna czy zostanie zerwana? Ten pomysł tylko skomplikuje sytuację w branży — obawia się Anna Kubis.

Mirosław Kulak określa propozycję MF jednym słowem: utopia. — Po pierwsze, takie umowy ograniczą wybór klientom. Po drugie, nie da się ich zawsze zastosować w praktyce. Na przykład szkoły robią przetargi na każdą dostawę oleju opałowego. Jak więc podpiszą okresową umowę na cykliczne dostawy? Absurdalny pomysł — kwituje Mirosław Kulak.

Zaprzepaszczona szansa

W ocenie branży olejowej wielką szansą na uporządkowanie obrotu i wyeliminowanie zagrożeń dla firm były rozwiązania zaproponowane przez klub Solidarna Polska. Posłowie skupieni wokół Zbigniewa Ziobry wiosną 2012 r. wnieśli do Sejmu projekt, który przenosi odpowiedzialność ze sprzedawców olejów na urzędy celne. Nabywcy olejów otrzymywaliby z urzędów zaświadczenia o rodzaju i miejscu położenia urządzeń grzewczych. Kupując olej, zostawialiby kopie zaświadczenia u sprzedawcy. Ten co miesiąc miałby przesyłać celnikom kopie wraz z danymi o ilości sprzedanego paliwa. Zadaniem urzędników byłoby sprawdzanie, czy oleje są wykorzystywane do ogrzewania. Rząd był przeciwny temu rozwiązaniu. Posłowie koalicji PO–PSL odrzucili projekt w pierwszym czytaniu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ministerstwo swoje, olejarze swoje