Ministrze! Usłysz lament firm

Eugeniusz Twaróg
26-03-2007, 00:00

Cofamy się do socjalizmu — tak budowę krajowej sieci szpitali komentuje branża. I lamentuje, że preferowane będą państwowe.

Biznes i medycynaPolityczny

układ zdecyduje, który szpital będzie miał dostęp do kasy NFZ

Cofamy się do socjalizmu — tak budowę krajowej sieci szpitali komentuje branża. I lamentuje, że preferowane będą państwowe.

Jeszcze tylko do końca tygodnia Ministerstwo Zdrowia zbiera wnioski i uwagi do projektu ustawy o krajowej sieci szpitali (KSS). To już druga, poprawiona jej wersja. Na pierwszej suchej nitki nie zostawiło środowisko medyczne. Nowa także nie ma dobrych recenzji. Oględnie mówiąc…

Powstanie układ

Sieć ma obejmować najlepsze szpitale niezbędne lokalnej społeczności. Kto znajdzie się poza nią, ma marne szanse na przetrwanie, bo tylko obecność w niej gwarantuje dostęp do kasy Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).

— Sieć jest tworzona pod szpitale publiczne. Obawiam się, że niepubliczne i samorządowe zakłady opieki zdrowotnej (ZOZ) zostaną zmarginalizowane — mówi Krzysztof Tuczapski, prezes niepublicznego szpitala w Zamościu.

W teorii projekt zakłada równy dostęp do sieci, ale o tym, kto się w niej znajdzie, zdecydują wojewódzkie rady ds. szpitali. Wejdą do nich urzędnicy ministerstw zdrowia i spraw wewnętrznych, wojewody, samorządów i przedstawiciele uczelni medycznych. O przedstawicielach sektora prywatnego ani słowa.

Doktor Wojciech Misiński z Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu boi się, że w radach powstanie układ podejmujący polityczne decyzje pod wpływem lokalnych grup interesów.

— To państwo będzie decydowało o istnieniu czy skazaniu na niebyt szpitala, a tym samym o tym, gdzie pacjent będzie mógł się leczyć. Nietrudno się domyślić, że kilka niepublicznych szpitali, które wejdą do takiej sieci, będzie tylko kwiatkiem do kożucha — twierdzi dr Misiński.

Dwa na biurokrację

Piotr Gerber, prezes giełdowej spółki EMC Instytut Medyczny, do której należy pięć szpitali, pyta o sens budowy sieci.

— Już teraz NFZ ma instrumenty, dzięki którym może wspierać bardziej prężne placówki i rozdzielać pieniądze tam, gdzie są one naprawdę potrzebne. Nowa ustawa funduje nam kolejną silnie upolitycznioną czapę biurokratyczną — mówi Piotr Gerber.

I wylicza: koszt wojewódzkich rad i stojącej ponad nimi rady krajowej to ponad 30 mln zł rocznie. Za taką sumę można wybudować dwa szpitale powiatowe.

— Projekt ustawy o sieci szpitali zahamuje urynkowienie służby zdrowia. Resort zdrowia doszedł widać do wniosku, że tylko powrót do starego układu, którego skutki odczuwamy do dzisiaj, może zbawić system opieki zdrowotnej. Nic bardziej błędnego — twierdzi Andrzej Mądrala, prezes Korporacji Zdrowe Zdrowie, działającej przy Konfederacji Pracodawców Polskich.

Socjalizm i utopia

Jeszcze ostrzej, nie przebierając w słowach, pomysł ocenia Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL).

„Jest to filozofia, którą można określić wieloma terminami: etatystyczna, antyrynkowa, nakazowo-rozdzielcza, administracyjna, socjalistyczna, utopijna. Zasadniczym założeniem tej filozofii jest, że urzędnicy są — z zasady — uczciwsi i mądrzejsi niż dyrektorzy lub właściciele szpitali” — czytamy w opinii do projektu przesłanej przez OZZL do resortu zdrowia.

Doktor Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL, uważa, że siatkę szpitali można dostosować do potrzeb społeczeństwa nie poprzez ręczne sterowanie, ale mechanizmy rynkowe.

— Należy ustanowić prawdziwych właścicieli szpitali, nadać im status przedsiębiorstw działających na podstawie prawa handlowego oraz umożliwić szpitalom konkurencję na sprawiedliwych zasadach — podsumowuje Krzysztof Bukiel.

Resort zdrowa nie widzi problemu.

— Pragnę wskazać, iż projekt ustawy o sieci szpitali, stanowiący obecnie przedmiot konsultacji społecznych, nie różnicuje szpitali pod względem formy prowadzonej działalności. Przyjęto, iż do sieci, na równych prawach, wejdą szpitale publiczne i niepubliczne. Kryteria włączenia do sieci i warunki funkcjonowania w niej są takie same dla szpitali publicznych, jak i niepublicznych, dlatego uwaga o dyskryminacji podmiotów niepublicznych jest nieuzasadniona — komentuje Danuta Jastrzębska z biura prasy i promocji resortu zdrowia.

Krajowa Sieć Szpitali od podszewki

Sieć ma być lekiem na kłopoty zadłużonej służby zdrowia. Trafią do niej tylko szpitale, w które warto inwestować. Szpitale zadłużone i nierokujące znajdą się poza siecią. Część z nich zostanie przekształcona w placówki opiekuńczo-lecznicze. Pozostałe pójdą do likwidacji.

Względy finansowe to jedno. Kolejny powód to konieczność przebudowy struktury opieki szpitalnej w Polsce. Teraz jest tak, że niektóre oddziały pękają w szwach, a inne świecą pustkami. Resort zdrowia chce racjonalniej wykorzystać szpitalne łóżka.

Zgodnie z projektem, robotą racjonalizatorską zajmą się wojewódzkie rady ds. szpitali, które na podstawie danych demograficznych i epidemiologicznych określą liczbę i profil potrzebnych placówek oraz zadecydują, kto będzie mógł wejść do sieci. Recenzować je będzie centralna krajowa rada.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ministrze! Usłysz lament firm