Miny w szafie prezesa KGHM TFI

08-09-2016, 22:00

Mirosław Stanisławski dziś zarządza aktywami KGHM, wartymi setki milionów złotych. Inwestorom z NewConnect dał się poznać dużo wcześniej

Mirosław Stanisławski, od niedawna prezes KGHM TFI, jest jednym z ponad 50 działaczy PiS lub kandydatów tej partii w wyborach, którzy za kadencji prezesa Krzysztofa Skóry znaleźli zatrudnienie na wysokich stanowiskach w grupie KGHM. Jednym z jego atutów mają być „związki z rynkiem kapitałowym”. Sprawdziliśmy je.

CZŁOWIEK WIELU FUNKCJI:
Zobacz więcej

CZŁOWIEK WIELU FUNKCJI:

Mirosław Stanisławski, kandydat PiS w wyborach do sejmiku dolnośląskiego w 2014 r. i do Sejmu w 2015 r., to nie tylko prezes KGHM TFI, ale też członek organów pięciu spółek podlegających towarzystwu. Władze KGHM zapewniają, że tylko w jednej z nich pobiera niewielkie wynagrodzenie. Jednocześnie ani one, ani sam prezes KGHM TFI nie chcą ujawnić, ile zarabia jako szef miedziowego towarzystwa. Radek Pietruszka/PAP

Znaleźliśmy — dramatyczny spadek kursu akcji jego spółki, niespełnione obietnice, nietrafione strategie i prognozy oraz straty zamiast zysków. Kiedy cztery miesiące temu Mirosław Stanisławski zasiadał w fotelu szefa KGHM TFI, był przekonany, że jego „dotychczasowe doświadczenie wyniesione z branży finansowej w pełni przełoży się na realizację kolejnych przedsięwzięć rozwojowych, które będą wzmacniały przewagę strategiczną spółek portfelowych KGHM TFI”. Władze miedziowego koncernu przedstawiły go jako m.in. absolwenta czterech kierunków studiów, księgowego, doradcę podatkowego, byłego syndyka i człowieka, który „pełnił funkcje zarządcze, nadzorcze i doradcze w spółkach z kapitałem polskim i zagranicznym”, a od 2008 r. związany jest z rynkiem kapitałowym.

Pierwsza strategia i klops

Właśnie w 2008 r. Mirosław Stanisławski wprowadził na NewConnect spółkę Blue Tax Group (BTG), w której był wieloletnim prezesem (do 2016 r.), a wciąż jest największym akcjonariuszem i szefem rady nadzorczej. Inwestorzy kupowali akcje BTG po 20 gr, na debiucie 6 lutego 2008 r. ich cena skoczyła do 25 gr, a kilka tygodni później do rekordowych 33 gr, co oznaczało, że wycena spółki przekroczyła 23 mln zł.

BTG obiecywała zbudować sieć 400 placówek franczyzowych: kancelarii podatkowych oraz biur rachunkowych, obsługi finansowej i prawnej, a jej prezes, a obecny szef KGHM TFI, zapewniał, że dołoży starań, aby inwestycje w firmę przyniosły „kokosowe” zyski wszystkim akcjonariuszom. — Do przełomu lat 2009-10 r. nasza kapitalizacja rynkowa powinna przekroczyć 75 mln zł.

To będzie odpowiedni moment, aby przenieść się z NewConnect na GPW — zapowiadał Mirosław Stanisławski. Z planów nic nie wyszło. Na przełomie lat 2009-10 r. kurs BTG spadł do 0,06 gr, co oznaczało kapitalizację na poziomie nie 75 mln zł, lecz… nieco ponad 4 mln zł. I trudno się temu spadkowi dziwić. Już prognoz na 2008 r. szefowi BTG nie udało się zrealizować — zysk netto zamiast 1 mln zł wyniósł 0,3 mln zł, a prawdziwą katastrofę przyniósł kolejny rok. Przychody zamiast 7,1 mln zł sięgnęły 2 mln zł, a w miejsce obiecywanego zysku na poziomie 2,8 mln zł pojawiła się strata — aż

3,4 mln zł. Walne BTG pierwszy raz, ale nie ostatni, musiało przegłosować uchwałę dotyczącą dalszego istnienia spółki. Prezes tłumaczył porażkę głównie kryzysem gospodarczym oraz tym, że „niespotykany wcześniej na polskim rynku innowacyjny projekt nie spotkał się z oczekiwanym przez spółkę odzewem”. Część odpowiedzialności próbował zrzucić też na Dariusza Wesołowskiego, innego znaczącego akcjonariusza i poprzedniego szefa rady nadzorczej BTG, który rzekomo miał działać na szkodę spółki.

Sąd nie podzielił tych argumentów i obecny szef KGHM TFI, by uniknąć upadłości BTG, podpisał ugodę. Na jej podstawie nie tylko musiał odwołać oskarżenia, ale też zapłacić Dariuszowi Wesołowskiemu kilkaset tysięcy złotych. Podobnie zakończył się spór ze spółką Inwest Consulting w 2011 r. Najpierw Mirosław Stanisławski informował inwestorów, że od tej firmy należy się BTG odszkodowanie wysokości 3, a nawet 3,8 mln zł, by kilka miesięcy później — ni stąd, ni zowąd — zrzec się wszelkich, rzekomo zasadnych, roszczeń.

Druga strategia i klops

Szef BTG próbował już wówczas realizować nową strategię, zakładającą budowę grupy firm doradczych i poszerzenie działalności o doradztwo kapitałowe, w tym dla spółek chcących wejść na NewConnect. Znów zapowiadał systematyczny wzrost przychodów — z 3,5 mln zł w 2011 r. do 6,8 mln zł w 2014 r. i zysków — z 1 do 2,1 mln zł, a także wzrost wartości BTG i powrót kursu do poziomu z debiutu.

Późniejszemu kandydatowi PiS w wyborach samorządowych i parlamentarnych nie wyszło także tym razem. Przychody BTG, zamiast wzrosnąć, spadły — z 3 mln zł w 2011 r. do 1,3 mln zł w 2014 r., a w miejsce zysku pojawiła się strata — 0,4 mln zł w 2014 r. W rezultacie w marcu 2014 r. kurs akcji spółki pierwszy raz sięgnął absolutnego dna, czyli 1 gr. Z pewnością nie pomagały mu informacje o prowadzeniu rozmów z inwestorami strategicznymi, z których nic nie wychodziło, ani fakt, że wbrew zaleceniom Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) spółka nie scaliła akcji, by zamiast 100 mln było ich 10 mln (przeciwnie, po kolejnych emisjach dziś kapitał BTG dzieli się na 140 mln walorów).

Trzecia strategia i klops

W corocznych listach do akcjonariuszy Mirosław Stanisławski pisał: „musieliśmy się mierzyć z bardzo trudną sytuacją, jaka jest na rynku kapitałowym”, i to nawet wtedy, gdy indeksy giełdowe rosły. Problemy z lat 2014-15 natomiast tłumaczył faktem, iż BTG niesłusznie w tym okresie figurowała na liście ostrzeżeń publicznych KNF. Usunięto ją z niej w maju 2015 r., po prawomocnym umorzeniu przez prokuratura śledztwa z zawiadomienia KNF. Miesiąc później Mirosław Stanisławski ogłosił trzecią już strategię BTG. Tym razem spółka miała rozszerzyć usługi o inwestycje w samochody klasyczne oraz stare i zabytkowe nieruchomości. I znów najwyraźniej niewiele z tego wyszło. W I półroczu 2016 BTG wykazała ledwie 0,74 mln zł przychodów i 36 tys. zł zysku netto. W tej sytuacji nie może dziwić, że od miesięcy kurs spółki szoruje po dnie, wyznaczonym na poziomie 1 gr. O sytuacji spółki w momencie opuszczania fotela prezesa przez Mirosława Stanisławskiego dobrze świadczą dwa fakty. Na nieruchomości BTG w Brzegu Dolnym widnieje hipoteka przymusowa na rzecz ZUS na ponad 0,5 mln zł za zaległości z tytułu składek, a na koniec czerwca w kasie i na rachunkach spółki było nieco ponad 11 tys. zł. Niewiele więcej niż… przeciętne miesięczne wynagrodzenie w KGHM (ponad 9,6 tys. zł).

Praca dla znajomych

Ze swoich dokonań w BTG Mirosław Stanisławski jest jednak najwyraźniej zadowolony. Piotr Grudziński, rzecznik KGHM TFI, przekazał w jego imieniu m.in., że „BTG generuje od kilku lat zyski na poziomie kilkudziesięciu tysięcy, a zyski EBITDA wynoszą kilkaset tysięcy”, co nie jest prawdą, bo choćby w 2014 r. spółka miała straty.

— Na kurs giełdowy na NewConnect większościowy właściciel akcji nie ma wpływu. Od czterech lat rynek jest niepłynny i nie są tam wprowadzane nowe spółki [to znów nieprawda — obroty na tym rynku w 2015 r. były zbliżone do rekordów z 2011 r., a choć debiutów jest znacznie mniej niż wówczas, to jednak są — przyp. aut.] — mówi Piotr Grudziński.

Tę samą argumentację podnosi Jolanta Piątek, rzeczniczka KGHM, dodając, że „cena akcji nie zawsze zależy od umiejętnościzarządzających i wpływa na nią szereg innych czynników”. Przy takim podejściu władz KGHM do osiągnięć Mirosława Stanisławskiego nie powinno dziwić, że do grupy KGHM TFI ściągnął dwóch wieloletnich członków rady nadzorczej BTG: Marka Cukrowskiego i Roberta Tkacza (Tkacz był wspólnikiem Stanisławskiego w innej spółce).

Cukrowski, tak się składa radny PiS powiatu wołowskiego, został prezesem Interferie Medical Spa, a Tkacz, kandydat PiS w wyborach samorządowych, wiceprezesem tej spółki. Funkcję prokurenta KGHM TFI i kilku jego spółek pełni natomiast Andrzej Włodarczyk, kolejny dobry znajomy Mirosława Stanisławskiego (panowie m.in. razem zakładali kancelarię prawną). Rzecznik KGHM TFI zapewnił, że wszyscy trzej mają właściwe doświadczenie i kompetencje do sprawowania swoich funkcji. © Ⓟ

Własne towarzystwo

Jedynym akcjonariuszem KGHM TFI i jedynym posiadaczem certyfikatów inwestycyjnych funduszy zarządzanych przez to towarzystwo jest KGHM. Ani miedziowy koncern, ani KGHM TFI nie chcą podać wartości zarządzanych aktywów. Kilka lat temu były prezes towarzystwa ujawnił, że jest to ponad 1 mld zł. Dziś KGHM TFI zarządza czterema funduszami, z których jeden jest w likwidacji. Trzy pozostałe to KGHM I FIZAN — ma w portfelu sześć uzdrowisk, spółkę hotelarsko-turystyczną Interferie i hotel Interferie Medical SPA, KGHM IV FIZAN — inwestuje w nieruchomości komercyjne (m.in. wspólnie z Polskim Holdingiem Nieruchomości chce budować dwa biurowce w centrum Wrocławia o łącznej powierzchni 33 tys. mkw.) oraz KGHM V FIZAN — ma inwestować w branże takie jak chemia czy energetyka.

Kiedy cztery miesiące temu Mirosław Stanisławski zasiadał w fotelu szefa KGHM TFI, był przekonany, że jego „dotychczasowe doświadczenie wyniesione z branży finansowej w pełni przełoży się na realizację kolejnych przedsięwzięć rozwojowych, które będą wzmacniały przewagę strategiczną spółek portfelowych KGHM TFI”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Miny w szafie prezesa KGHM TFI