Mistrzostwa świata w drukowaniu

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 18-01-2012, 00:00

Europejski Bank Centralny kreuje euro szybciej niż Fed dolary. Prasy drukarskie to jedyna nadzieja na rozwiązanie kryzysu?

Ekonomiści z uśmiechem reagują na kolejne zapewnienia władz Europejskiego Banku Centralnego (EBC), że nie drukuje pieniędzy. Liczby mówią same za siebie — w ostatnich tygodniach w emitowaniu pieniądza EBC jest aktywniejszy niż słynąca z tego Rezerwa Federalna USA. Od uruchomienia w strefie euro programu skupu obligacji państw w sierpniu 2011 r. EBC „nie dodrukował” 615 mld EUR. Suma bilansowa banku powiększyłasię o 36 proc. — to rekord tej instytucji. Takie tempo tworzenia pieniądza Fed zanotował tylko w pierwszych tygodniach po upadku banku Lehman Brothers.

Słowa, słowa…

Jeszcze w sierpniu różnica w podejściu obu banków centralnych do drukowania pieniądza była wyraźna. Fed uznawany był za wzór liberalizmu w polityce monetarnej, natomiast EBC za spadkobiercę niemieckiego konserwatyzmu. Dziś już tej różnicy nie ma.

— Kontrastowanie podejścia europejskiego i amerykańskiego jest już nieuzasadnione. Nie ma aż tak wielu istotnych różnic w polityce banków. Różnice dotyczą głównie percepcji rynków finansowych— mówi Matteo Napolitano, analityk agencji ratingowej Fitch.

Wkrótce to EBC może wyjść na prowadzenie w tym wyścigu. Bank zamierza w lutym przeprowadzić drugą akcję trzyletnich, niemal darmowych pożyczek dla banków komercyjnych. Podobną operację z sukcesem przeprowadził już w grudniu. EBC jednego dnia wpompował w gospodarkę 489 mld nowo wykreowanych EUR (z czego część wróciło na depozyty do banku, ale reszta krąży po rynkach). W lutym EBC będzie chciał pójść za ciosem, dlatego rynek oczekuje, że zaoferowana zostanie jeszcze wyższa kwota pożyczek. Na rynkach pojawiła się nawet plotka o astronomicznej kwocie 1 bln EUR. Oprócz tego kontynuowany będzie program skupu rządowych obligacji. Wszystko pod przykrywką „niedrukowania”.

— Mario Draghi [prezes EBC — red.], jako były bankier inwestycyjny [pracował m.in. w Goldman Sachs — red.] to sprawny zarządca, który kształcił się w sztuce mówienia jednego, a robienia czegoś zupełnie innego — zaznacza Chris Wood, analityk domu maklerskiego CLSA. Decyzja o tak mocnym poluzowaniu monetarnej śruby w ostatnich tygodniach to w dużej mierze skutek nacisków rynków finansowych. Do drukowania pieniędzynamawiały EBC liczne banki (np. Deutsche Bank, RBS, Credit Suisse, JP Morgan — publikując specjalne raporty) oraz znani finansiści, np. noblista Paul Krugman czy inwestor George Soros.

— Nic dziwnego, że instytucjom finansowym zależało na tym, żeby bank centralny drukował pieniądze. Z ich perspektywy mniejszym problemem jest ewentualna destabilizacja pieniądza niż dalszy spadek cen aktywów — twierdzi Leszek Balcerowicz, były prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP).

W mackach polityki

Fed i EBC to niejedyne banki centralne drukujące pieniądze — to samo robią na masową skalę Bank Anglii czy Bank Japonii. Ostatnio mniejsze państwa idą w ich ślady. Najpierw, w sierpniu 2011 r., przełamała się Szwajcaria — decyzja o powiązaniu franka z euro było niczym innym jak groźbą, że bank centralny zaleje rynek dodrukowanym pieniądzem. Żeby ratować franka przed nadmiernym umocnieniem, Szwajcarski Bank Narodowy ostrzegł rynki, że w każdej chwili może tworzyć nowe franki w nieograniczonej ilości i sprzedawać je na rynku. Uruchomieniem prasy drukarskiej zapachniało też ostatnio na Węgrzech. Po tym jak premier Viktor Orban zerwał rozmowy z UE i MFW w sprawie programu ratunkowego, zaczął zmieniać prawo w taki sposób, by rząd miał kontrolę nad bankiem centralnym. Przepisy weszły w życie z początkiem 2012 r.

W ostatnich dniach debata nad ewentualnym dodrukiem pieniądza zawitała nawet do Polski. Jacek Rostowski zapowiedział, że „celowe byłoby” skupowanie rządowych obligacji przez NBP, gdyby na rynkach wybuchła panika. Choć minister później tłumaczył, że źle go zrozumiano, wśród konserwatywnych ekonomistów zawrzało. — Po katastrofie pieniądza z 1989 r. wydawało się oczywiste, że bank centralny musi być całkowicie niezależny od presji politycznej. Wypowiedź Jacka Rostowskiego to wyłom w naszej historii — uważa Leszek Balcerowicz.

Mniejsze zło

Dlaczego część ekonomistów tak mocno sprzeciwia się drukowaniu pieniądza?

— Luzowanie polityki pieniężnej w USA sprawiło, że kapitał popłynął do rynków wchodzących, np. Chin czy Indii. Nakręciło to tamtejszą akcję kredytową, podniosło ceny nieruchomości i umocniło tamtejsze waluty. Gospodarki się przegrzały, a ceny surowców poszły w górę — tłumaczy Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ.

Skutki tych baniek spekulacyjnych widzimy też w Polsce: litr benzyny kosztuje ponad 5,5 zł, inflacja jest w okolicy 5 proc., drożeją materiały i surowce. Drukowanie pieniędzy w strefie euro może ponadto obniżyć skłonność tamtejszych rządów do reform.

— Zwiększona płynność sprawia, że rządom otwiera się możliwość prowadzenia kolejnych emisji obligacji. Państwa przez to mogą się dalej zadłużać na dużą skalę, choć powinny z zadłużeniem walczyć — zaznacza Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy Premierze. Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że gdyby Fed po upadku Lehmana nie uruchomił prasy drukarskiej, skutki dla gospodarki mogłyby być jeszcze gorsze niż droga benzyna.

— Cały amerykański system finansowy mógłby ulec dezintegracji. Fed wybrał katar zamiast zawału serca — mówi Łukasz Tarnawa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Mistrzostwa świata w drukowaniu