Jeśli uczyć się na błędach, to najlepiej na cudzych — mówi stare powiedzenie. Dlatego warto uważnie przeczytać książkę Matta Haiga.
Lektura opisu jednego nieudanego przedsięwzięcia daje nieporównanie więcej niż zapoznanie się z opisami wielu sukcesów. Książka „Porażki marek. Największe wpadki rekinów biznesu” Matta Haiga, której polskie tłumaczenie ukazało się niedawno nakładem wydawnictwa Bellona, jest prawdziwą gratką dla poszukiwaczy złych, pouczających przykładów z marketingu, PR i zarządzania. Autor stworzył galerię błędów i pomyłek, które naraziły przedsiębiorstwa na poważne straty lub na śmieszność. Na stronach książki opisywane są przypadki największych firm, np. Coca-Coli, Electroluksa, Colgate, Hallmarku, IBM i Excite.
Przykłady są zróżnicowane. To zaleta książki, choć można mieć wątpliwości o jakości niektórych z nich. Jeden z rozdziałów („Porażki uwarunkowane kulturowo”) zdominowały np. krótkie (czasem tylko kilkuzdaniowe) opisy błędów w tłumaczeniach haseł promocyjnych itp. Ciekawe, zabawne, ale w sensie edukacji niezbyt wartościowe. Na szczęście na innych stronach znajdujemy też bardziej szczegółowe, kilkustronicowe opisy. Poznajemy np. kulisy niepowodzenia zapachów Harley Davidson, niedymiących (!) papierosów RJ Reynoldsa czy przekąsek Colgate.
Wnioski prezentowane przez autora bywają dyskusyjne (np. przypadek Pentium), ale przedstawiane przykłady stanowią źródło naprawdę cennej wiedzy. Ciekawe jest też ogólne wprowadzenie, w którym autor rozprawia się z powszechnymi mitami na temat marek. Udowadnia w nim, że ani jakość czy innowacyjność produktów, ani nakłady na promocję, ani nawet silna marka nie są gwarantami rynkowego sukcesu. Nie stanowi to pocieszenia dla tych, którzy nie mogą pochwalić się jakimkolwiek z tych atutów. Jest jednak impulsem do przemyśleń dla wszystkich tych, których czujność usypia silna rynkowa pozycja i mocne notowania. „Porażki marek” to lektura nieobowiązkowa, ale ciekawa. Polecam.
Norbert Kilen, On Board Public Relations