Mleczarze nie stresują producentów pasz

Pokarm dla mlecznych krów wolny od GMO? Proszę bardzo — mówią dostawcy. Problemem będzie taka sama rewolucja w hodowli drobiu i trzody chlewnej

Wielokrotne przekładanie terminu zakazania w Polsce używania pasz zawierających genetycznie modyfikowane dodatki (miał to być 2010, później 2013, 2017, 2019, 2021 r.) nie przeszkodziło mleczarzom przestawić się na nie już teraz. Zapewniają, że oczekują tego klienci. Taką decyzję podjęły już trzy czołowe spółdzielnie mleczarskiej Mlekpol, Spomlek i Piątnica (która jako jedyna z tej trójki już wprowadziła produkty z mleka od krów karmionych paszą bez GMO na rynek).

Zobacz więcej

MODA I BIZNES: Józef Wiśniewski, prezes Wipaszu, ma wydzielony osobny zakład do produkcji pasz ze śrutą sojową bez modyfikacji genetycznych. Rosnący popyt na nie dla krów mlecznych uznaje za modę. Marek Wiśniewski

— To nawet większa rewolucja w biznesie paszowym niż w biznesie mleczarskim. Wraz z decyzją kolejnego gracza rośnie przecież popyt na białko bez GMO, którego na rynku nie jest zbyt wiele. Pytanie więc, czy wraz z coraz wyższym zapotrzebowaniem na rynku, nie tylko krajowym, nie zaczną mocno rosnąć ceny paszy z takimi składnikami — zastanawia się Edward Bajko, prezes Spomleku.

Wydzielenie zakładów

Czy biznes paszowy przygotował się do tego rosnącego popytu? — Klient — nasz pan. Zjawisko poszukiwania pasz bez GMO to moda, konsumenci sobie tego życzą, więc reagują na to przetwórcy, a więc również i my. Ze zdrowotnego punktu widzenia nie ma żadnych różnic w jednych i drugich paszach. Do produkcji tej bez modyfikacji genetycznych wydzieliliśmy specjalną, mniejszą wytwórnię, jesteśmy przygotowani do zwiększania produkcji, jeśli popyt będzie rósł. Podobne działania, polegające na wydzieleniu osobnych zakładów, są w stanie podjąć inni producenci pasz w Polsce — przekonuje Józef Wiśniewski, prezes Wipaszu. Tłumaczy, że w przypadku bydła mlecznego udział śruty sojowej w paszy wynosi do 3 proc., a udział takiej treściwej paszy w całym żywieniu to 20 proc. Na razie oznacza więc niewiele większe zapotrzebowanie.

— Zastąpienie śruty sojowej modyfikowanej genetycznie śrutą rzepakową czy roślinami strączkowymi (niezawierającymi GMO) nie jest problemem na poziomie technologii, ale może być na poziomie wydajności. W przypadku karmienia krów o wyższej mleczności konieczne jest białko odpowiadające jakości śruty sojowej, a tej w wersji bez GMO jest rzeczywiście mało na świecie. W ostatnich latach importowaliśmy pewne jej ilości ze Wschodu. Rosja wprowadziła całkowity zakaz GMO, więc tam śruta produkowana jest z tradycyjnych nasion i droższa od śruty modyfikowanej z Ameryki Południowej. Pytanie, jak było jednak z jej jakością — mówi Wiesław Dzwonkowski, ekspert Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Jego zdaniem, dobrowolna decyzja producentów mleka o przejściu na pasze bez GMO nie wstrząśnie rynkiem. Wstrząsem byłoby całkowite przestawienie się na takie pasze producentów trzody chlewnej i drobiu, bo ich zapotrzebowanie jest znacznie większe.

Prezent i katastrofa

Taki wstrząs nie jest wcale nierealny. Próby wprowadzenia zakazu stosowania pasz z GMO podejmowane są w Polsce od lat. I od lat data wejścia w życie jest przesuwana. Piątnica, podejmując jako pierwsza z dużych mleczarskich graczy decyzję o odejściu od pasz z modyfikacjami, liczyła się z zakazem w 2021 r. Pod koniec zeszłego roku pojawił się kolejny termin — 2019 r. W sumie posłowie przesuwali go już trzykrotnie.

— To nie obecna moda na pasze bez GMO, lecz właśnie taki zakaz wstrząsnie polską gospodarką i ją pogrąży. Dotknie nie tylko bydła, ale trzody i drobiu. Soi bez modyfikacji produkuje się na całym świecie 5 mln ton, a z modyfikacjami — 337 mln ton [uzyskana z soi śruta to około 80 proc. tych wolumenów — red.]. Tymczasem całkowite zapotrzebowanie na śrutę sojową w Polsce to około 2,2 mln ton. Aby kontynuować produkcję mięsną, potrzebowalibyśmy połowę światowej produkcji — wylicza Józef Wiśniewski.

Nie wyobraża sobie, by biznes mógł w tych warunkach funkcjonować.

— Kurczaki staną się ekstremalnie drogie, nikt ich nie kupi, upadną nasi polscy przedsiębiorcy, a na sklepowe półki wkroczy mięso wyprodukowane we Francji czy Niemczech, bo pasze z GMO są powszechnie dozwolone w krajach UE. Oznaczałoby to więc totalną katastrofę dla polskiego rolnictwa oraz polskiego przetwórstwa i równocześnie wielki prezent dla rolników i przetwórców za granicą — twierdzi szef Wipaszu, który poza produkcją pasz zajmuje się również produkcją drobiu.

JUŻ PISALIŚMY:„PB” z 22 stycznia 2017 r.

MLECZARZE BEZ GENETYCZNEJ MODYFIKACJI: Kolejni spożywczy gracze decydują się na wyeliminowanie GMO z procesu produkcji. Głośno wokół tego tematu zaczęło się od start-upu Farmio, dystrybutora jaj, założonego przez Roberta Niewiadomskiego, współtwórcę Agros-Novy, który do jaj dołożył wkrótce kurczaka i zapowiada kolejne mięsne produkty. Potem pojawili się producenci mleka. Produkty mięsne i mleczne od zwierząt karmionych paszą bez modyfikacji coraz częściej powszechnie pojawiają się na półkach sieci handlowych w Niemczech.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu