Mleczne bary odzyskują podniebienia Polaków

Biznes stabilny. Klientów dużo. Mleczarnia Jerozolimska szuka inwestora i zachęca do wspólnych zakupów

Osiemdziesiąt lokali w latach 50.-60. I kolejka garniturów kilkadziesiąt lat później czekająca w porze lunchu, by zjeść w mlecznym Barze Szwajcarskim przy Nowym Świecie. Te dane przekonały Kamila Hagemajera do otwarcia pierwszego baru mlecznego pod szyldem Mleczarnia Jerozolimska. W gastronomicznym krajobrazie Warszawy bary mleczne powoli odzyskują swoje miejsce.

WYGLĄDAĆ I KARMIĆ: Bary mleczne inwestują dzisiaj nie w sztućce przykręcane łańcuchem do
stolika, jak w „Misiu” Stanisława Barei, ale w wystrój, maszyny i menu. Nowoczesny bar mleczny ma,
zdaniem Kamila Hagemajera, współwłaściciela Mleczarni Jerozolimskiej, nie tylko kusić jedzeniem
i ceną, ale też dobrze wyglądać. [FOT. TR]
Zobacz więcej

WYGLĄDAĆ I KARMIĆ: Bary mleczne inwestują dzisiaj nie w sztućce przykręcane łańcuchem do stolika, jak w „Misiu” Stanisława Barei, ale w wystrój, maszyny i menu. Nowoczesny bar mleczny ma, zdaniem Kamila Hagemajera, współwłaściciela Mleczarni Jerozolimskiej, nie tylko kusić jedzeniem i ceną, ale też dobrze wyglądać. [FOT. TR]

Zyski w sieci

— Przez ileś lat jako pracownik banku BGK sam stołowałem się w kultowym barze mlecznym między placem Trzech Krzyży a rondem de Gaulle'a. Przychodziło do niego mnóstwo pracowników okolicznych biurowców, chociaż mieli do wyboru wiele restauracji, a zarobki pozwalały im na stołowanie się w droższych miejscach — opowiada Kamil Hagemajer, prezes Gastrofaza Bar i Massive Food, spółek, które prowadzą sieć 5 barów mlecznych. Na bar mleczny skusili się również restauratorzy z Łeby. Do Grupy Łeba Restaurants, w ramach której działają restauracje z kuchnią włoską, turecką, polską, azjatycką i smażalnia ryb, dołączono w tym roku lokal z produktami mlecznymi.

— Zauważyliśmy niszę na naszym rynku. Ludzie mają mniej pieniędzy, ale też nastąpił przesyt fast foodami i Polacy chcą wracać do tradycyjnej kuchni. Jeszcze nie wiemy, czy będziemy otwierać kolejne bary — mówi Joanna Gondek, menedżer Łeba Restaurants. W stolicy próżno szukać drugiej sieci barów, choć istnieje wiele pojedynczych lokali, nie tylko tych pamiętających zamierzchłe czasy. Biznes ten, jak przekonuje Kamil Hagemajer, bez sieci się nie obejdzie.

— Pierwszy punkt powstał w 2011 r. i szybko się przekonałem, że jeden bar z racji ograniczeń marżowych nie pozwoli na osiągnięcie satysfakcjonującej rentowności. Takiej, która pozwoli na inwestycje w lokal, w ofertę czy chociażby amortyzację sprzętu. Masowa produkcja, a w barze mlecznym wydaje się dziennie średnio 300 posiłków, czyli trzy razy więcej niż w restauracji, wymaga lepszego sprzętu, który sporo kosztuje. Dlatego uruchamialiśmy kolejne bary. A teraz tworzymy grupę zakupową, która pozwala wyeliminować pośredników i kupować surowce bezpośrednio u producentów. Dzięki temu jesteśmy w stanie wynegocjować lepsze warunki — opowiada właściciel Mleczarni Jerozolimskich.

Wykluczeni klienci

Takie zakupy, jak przekonuje, oznaczają niższe ceny posiłków, więc i większy wolumen obrotu. Dlatego do grupy zakupowej Kamil Hagemajer chętnie zaprosi innych przedsiębiorców ze swojej części gastronomicznego sektora. Sam nie chce jednak rynku konsolidować, ale rozwijać się organicznie.

— Nie jesteśmy w stanie powiększać sieci o kilka punktów rocznie, choć miejsca na rynku jest sporo. Barierą jest jednak znalezienie odpowiedniego lokalu w ścisłym centrum. Mniej niż 150 mkw. to dla nas za mało, bo w porze lunchu nie będziemy w stanie obsłużyć wszystkich klientów. Jednocześnie w taki lokal trzeba sporo zainwestować, bo mówimy o kwocie 400-500 tys. zł, żeby uruchomić jeden punkt. Dlatego poszukujemy inwestora, który zechce wyłożyć kapitał na rozwój — tłumaczy prezes Massive Food. Jak przekonuje, to biznes perspektywiczny i stabilny.

— Wolumen obrotów jest stały o każdej porze roku, a możliwa do osiągnięcia rentowność sięga 10-12 proc. Polacy wyzbyli się w końcu kompleksów, które kazały im ukrywać się z oszczędnym życiem i racjonalnymi wydatkami. Tak jak wstydem nie jest, żeby dobrze zarabiająca osoba robiła zakupy w dyskontach, tak i jedzenie w barze mlecznymnie jest źle odbierane w towarzystwie — mówi Kamil Hagemajer.

Jego zdaniem ma też szeroką grupę docelową, dotychczas częściowo pomijaną przez gastronomię.

— W lokalach w Polsce nie widać ludzi z mniej zasobnym portfelem czy osób starszych. Przez bardzo wysokie ceny zostali całkowicie wykluczeni z jadania na mieście. Jednocześnie wszyscy eksperci przekonują, że Polska ma potencjał, bo w Polsce zaledwie kilka procent społeczeństwa spożywa poza domem, a w Europie to kilkadziesiąt procent. Nikt się jednak nie zastanowił, że problemem jest nie chęć konsumentów, ale proporcja cen w restauracjach do zarobków. Ten problem rozwiązują właśnie bary mleczne — twierdzi właściciel Mleczarni Jerozolimskich.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Mleczne bary odzyskują podniebienia Polaków