Mlekpol czeka na zgodę Unii
Analizy rynku mleczarskiego wskazują, że w tym roku może zbankrutować około 40 z 300 krajowych spółdzielni mleczarskich. W sumie musi ich zostać nie więcej niż 60 żeby w przyszłości producenci z tego sektora mogli stawać w szranki z firmami działającymi w Unii Europejskiej. Cena mleka jest zbyt niska, a koszty jego transportu zbyt duże, aby krajowym i unijnym zakładom opłacał się eksport tego towaru.
Prawdziwa rywalizacja rozegra się w przyszłości o rynek serów, których sprzedaż w Polsce rośnie. Tyle, że narazie możliwości produkcyjne i dystrybucyjne takich potentatów, jak Hochland, Bongrain, Lactalis są nieporównywalnie większe od potencjału rodzimych mleczarni. Mlekpol spodziewa się, że do marca dostanie odpowiedź UE w sprawie dopuszczenia do sprzedaży w Unii produktów z Grajewa. Decyzja ma dotyczyć mleka UHT, śmietany UHT, mleka w proszku, masła, serwatki w proszku oraz twarogów. Jako jeden z trzech pierwszych w Polsce zgodę na eksport serów otrzymał wcześniej zakład Mlekpolu w Kolnie. Prezes Borawski podkreśla, że należy liczyć głównie na siebie.
— Nie ma co liczyć na mannę z nieba. Nikt nam nie pomoże jeśli sami sobie nie pomożemy — niezbyt optymistycznie tłumaczy Edmund Borawski.
Według szacunkowych danych Mlekpol jest największą krajową mleczarnią — rocznie skupuje około 300 mln litrów mleka. W 1999 roku przychody spółdzielni przekroczyły 324 mln zł, a zysk sięgnął 2,8 mln zł. Miniony rok był bardzo trudny dla całej branży, ale Mlekpol nie podaje ostatecznych wyników finansowych. Warunki pogodowe — ubiegłoroczna susza i lekka zima — spowodowały, że w trwającym sezonie wielkość skupu mleka w wielu zakładach znacznie przekroczyła wcześniejsze symulacje.
Jak przekonują przedstawiciele branży, wysoka podaż mleka może stać się problemem dla Mlekpolu, który nie będzie w stanie sprzedać większych ilości gotowego produktu. Na dodatek marka „łaciate” ma poważnego konkurenta — „mleko białe” z Zambrowa. KK