Młodzi ludzie nie chcą płacić za komunikację miejską

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2023-07-17 16:13

Polacy są winni zakładom komunikacji setki milionów złotych za jazdę bez biletu. Choć większość negatywnie postrzega gapowiczów, znajduje dla nich usprawiedliwienie.

przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • ile pieniędzy przewoźnikom transportu publicznego winni są nieuczciwi pasażerowie
  • jakie Polacy mają zdanie o gapowiczach
  • wśród której grupy wiekowej najwięcej jest nierzetelnych pasażerów
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Gapowicze spędzają sen z powiek przewoźnikom publicznym i włodarzom miast. Długi za niezapłacone mandaty za jazdę bez biletu to ogromne straty dla ich budżetów, a mowa tu o kwocie 499,5 mln zł. To o 3 proc. mniej niż rok wcześniej. Dane o rosnącej spłacalności kar to dobry sygnał, ale wciąż jest to kropla w morzu zaległości.

– Miejskie przedsiębiorstwa transportowe odzyskały w ostatnim roku prawie 14 mln zł. Jest to nie tyle efekt zmniejszenia się zjawiska jazdy na gapę, co raczej większej skuteczności zarządów transportu w egzekwowaniu kar. Co dziesiąty Polak wciąż nie widzi nic złego w jeździe komunikacją miejską bez ważnego biletu. Zarządy transportu miejskiego nie pozostają jednak bierne i przeprowadzają więcej kontroli oraz coraz chętniej współpracują z rejestrami dłużników. Szybciej też zgłaszają zaległości gapowiczów – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Zaległości za niezapłacone mandaty za jazdę bez ważnego biletu ma obecnie 368,6 tys. Polaków. Średnio na jednego gapowicza przydają trzy niezapłacone kary i 1,3 tys. zł do spłacenia.

O ile symboliczny spadek zadłużenia pasażerów może cieszyć, o tyle niepokoi podejście młodych ludzi do tematu płacenia za przejazdy komunikacją miejską.

Z badania „Gapowicze w komunikacji miejskiej 2023” – przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie KRD – najczęstszym powodem jazdy na gapę jest przeoczenie daty ważności biletu i zapominalstwo. Tak deklaruje 54 proc. pasażerów. Na drugim miejscu (49 proc.) wymieniany jest pośpiech, a na trzecim (35 proc.) brak możliwości zakupu biletu za gotówkę.

Wśród najmłodszej grupy gapowiczów, w wieku 15-25 lat, więcej niż przeciętnie, bo 63 proc., zapomina o przedłużeniu lub kupnie uprawnień do jazdy, 50 proc. deklaruje, że jeździ, nie płacąc, bo kontrole biletów są rzadkie, a 47 proc. wskazuje na pośpiech. 4 na 10 młodych Polaków stwierdza, że po prostu szkoda im pieniędzy na bilet.

– Niepokoi to, że najmłodsi bez ogródek przyznają, że wolą ryzykować karę niż opłacić podróż i nie postrzegają płacenia za bilet jako obowiązku. Podobnie jest w przypadku niechęci do wydawania pieniędzy na bilet. To podejście przekłada się na zadłużenie. Jak wskazują nasze dane, przez pięć lat liczba młodych gapowiczów wzrosła aż sześciokrotnie – dodaje Adam Łącki.

Długi za nieopłacone mandaty za jazdę na gapę ma 48,3 tys. osób w wieku do 25 lat. Ich łączne zaległości opiewają na 41,7 mln zł. W sumie mają 107,9 tys. przeterminowanych zobowiązań finansowych z tego tytułu. Choć liczba nieopłaconych mandatów najszybciej rośnie wśród najmłodszych, to wciąż najwyższe łączne kwoty do oddania mają osoby w wieku 26-35 lat oraz 36-45 lat. Dług pierwszej grupy wynosi prawie 150 mln zł, a drugiej 141,8 mln zł. Gapowicze, którzy przekroczyli 56 rok życia, do zwrotu mają 73,8 mln zł, ale w tej grupie spada liczba dłużników. Obecnie wynosi 56,6 tys. osób, podczas gdy jeszcze pięć lat temu było ich ponad 60 tys.

Polacy wciąż często znajdują wymówki dla gapowiczów. 56 proc. z nas twierdzi, że przejazdy transportem publicznym są za drogie i dlatego zdarza się, że ludzie nie kupują biletów. Podobna liczba (52 proc.) uważa, że ich ceny nie są adekwatne do jakości usług komunikacji miejskiej. Co ciekawe, jednocześnie 59 proc. ma świadomość, że gdyby wszyscy płacili za przejazd, częstotliwość autobusów i tramwajów byłaby wyższa, a warunki w nich panujące – lepsze.

– Warto pamiętać, że stan komunikacji miejskiej w dużej mierze zależy od wpływów z biletów. Pasażerowie oczekują większego komfortu i dostępności transportu, a jednocześnie nie chcą za to płacić. Mimo że spora część Polaków negatywnie postrzega gapowiczów, to wciąż znajduje dla nich wymówki. A koniec końców przyzwolenie na jazdę na gapę odbija się na wszystkich pasażerach – konkluduje Paweł Wrotnowski, zastępca dyrektora zarządu Białostockiej Komunikacji Miejskiej.